Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 678 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS



Zapraszam na Forum Ks. Marka Bałwasa

www.forum.dobreprzeslanie.pl


________________________________________________________________

Młody spotrowiec czeka na pomoc!

niedziela, 08 maja 2011 14:33

  Na początku czerwca 2010 roku
podczas młodzieżowych zawodów doszło do makabrycznego wypadku.
Na ostatnim łuku najbardziej utytułowany zawodnik Rybek Rybnik, aktualnie zawodnik Włókniarza Częstochowa – Kamil Cieślar – wpadł na Marcina Bubla, kiedy ten wykręcał „bączka”.

Marcin upadł na tor, natomiast Kamil na wyprostowanym motocyklu z całym impetem uderzył o dmuchaną bandę. Po tym zajściu Bubel trafił do parku maszyn o własnych siłach, zaś Kamila odwieziono do szpitala.

Po wstępnych badaniach u Kamila Cieślara wystąpiło podejrzenie urazu kręgosłupa. Przeszedł dwie operacje po drugiej stwierdzono uraz rdzenia kręgowego. Kamil ma kurczowe porażenie kończyn dolnych. Potrzebna mu jest długotrwała i kosztowna rehabilitacja.

 

 Pieniądze na rehabilitację Kamila można wpłacać na konto:

 

FUNDACJA VOTUM OPP ul. Wyścigowa 56
53-012 Wrocław KRS: 0000272272
BANK: 32150010671210600831820000
Tytuł wpłaty: dla Kamila Cieślar

 

Więcej na temat Kamila, postępów w rehabilitacji oraz informacje o innych możliwościach pomocy znajdziecie tutaj: http://walkakamila.pl



Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Pomoc dla Maciusia.

czwartek, 29 kwietnia 2010 10:22
  

Maciuś jest ślicznym i pełnym energii chłopczykiem. Niestety urodził się głuchoniemy. Forsowna, wieloletnia rehabilitacja, w której mama Maciusia bierze czynny udział niesie coraz większą nadzieję na mowę werbalną dziecka. Wciąż są potrzebne pomoce edukacyjno-dydaktyczne, materiały logopedyczne i glottodydaktyczne, gry komputerowe, zabawki interaktywne, książki wiele innych drogich materiałów, które nie są dostępne w powszechnej sprzedaży. Samotnej mamie Maciusia nie stać na duże wydatki ponieważ poświęca wszystkie dostępne pieniądze na koszty leczenia. Stąd apel o pomoc. W walce o zdrowie Maćka każdy grosz się liczy. Linki do przykładowych pomocy edukacyjno – dydaktycznych są podane w dziale Nowości. Poza tym trwa nieustająca aukcja zbierania pieniędzy na turnusy rehabilitacyjne, aparaty słuchowe,  różnego typu urządzenia wzmacniające słuch dziecka oraz implanty. Lista wydatków jest długa ale leczenie zaczyna przynosić wymierne efekty. Pomóżcie Maćkowi usłyszeć świat – świergot ptaków, padający deszcz, szum drzew…


Konto fundacji “Zdążyć z Pomocą”
Fundacja Dzieciom “Zdążyć z Pomocą”
ul. Łomiańska 5
01-685 Warszawa
KRS 0000037904
Bank PKO SA I.O/Warszawa
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
z dopiskiem darowizna na rzecz Macieja Oświecińskiego

 

Więcej szczegółów tutaj: http://maciej.org.pl/

 


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Tosieńka potrzebuje pomocy...

sobota, 17 kwietnia 2010 11:04

    Mam na imię Tosia.
Urodziłam się 20 maja 2009r.
Po wyjściu ze szpitala, zaraz po moich narodzinach, nie stwierdzono u mnie żadnych chorób ani wad genetycznych (10 pkt w skali Ap-gar).

W szóstym miesiącu życia rodzice zauważyli zmiany w moim lewym oczku w postaci przebłysku w źrenicy (transparentna źrenica, tzw. kocie oko, medycznie zwany leukokorią).
Po badaniach u okulisty stwierdzono u mnie rozwijający się nowotwór - siatkówczak (retinoblastoma - mutacja sporadyczna) w obu oczkach.
Diagnozę potwierdziło jeszcze kilku następnych specjalistów.
W październiku (po szczegółowym badaniu dna oka w znieczuleniu ogólnym) zostałam pacjentką oddziału onkologicznego w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie rozpoczęto leczenie poprzez chemioterapię.
Po czterech cyklach chemioterapii zaczęłam powoli reagować prawym oczkiem na jaskrawe zabawki i światło.
Lewe oczko zajęte w 90% przez nowotwór nie reaguje na żadne kolory ani nawet światło, co w rezultacie grozi usunięciem gałki ocznej.
Moi rodzice robią wszystko, żeby mnie przed tym uchronić i zachować moje życie oraz widzenie.

Proces leczenia u Tosi to kolejno ratowanie życia, potem samych oczu a na końcu wzroku. Żeby zapobiec najgorszemu, zbieramy pieniądze na leczenie za granicą. W Londynie jest szpital, w którym dr Hungerford leczy dzieci z moją chorobą nowotworową poprzez nową metodę podawania chemioterapii.
Jest to chemio termoterapia miejscowa, wprowadzana bezpośrednio do oka poprzez tętnicę udową, co oznacza także że jest mniej inwazyjna dla mojego, i tak już osłabionego po 8 cyklach chemii, malutkiego ciała.
Niestety, kuracja Melphalanem jest bardzo kosztowna.
Dwa cykle kosztują 25 tys. funtów. A w przypadku leczenia nowotworów bardzo liczy się czas, tym bardziej trudno jest zebrać samemu tak sumę pieniędzy.
Moi rodzice robią wszystko, co mogą, żeby zebrać te pieniądze. Jesteśmy w trakcie zakładania własnej fundacji, "Fundacji Antosia", która za 2-3 tygodnie powinna ruszyć.

Do tego czasu założyliśmy już subkonto w Fundacji "Zdążyć z Pomocą", żeby skorzystać z dobroci innych ludzi, którzy zechcą nas wesprzeć swoim 1%.
Jeśli tylko nie będzie nawrotów (wszyscy mają taką nadzieję) proces leczenia się nie skończy, ponieważ cały czas będzie trzeba rehabilitować i operować moje oczka.
Przed nami długa droga, bo gdy uda się wygrać walkę z nowotworem, czeka nas długi proces rehabilitacji. Ale my optymistycznie "patrzymy w przyszłość", modlimy się i wierzymy, że się uda, a wsparcie finansowe, nawet najmniejsze, pomoże mi szybciej stanąć na nogi - dosłownie, bo na razie jestem za słaba żeby raczkować, i cieszyć się, że mogę oglądać jaki piękny jest ten świat.


Prosimy o pomoc!!!
Tosia Papaj,
rodzice : Monika Dzwoniarkiewicz i Darek Papaj
oraz przyjaciele.


POMOC DZIECIOM Z CHOROBAMI NOWOTWOROWYMI OCZU

KRS 0000357277

NUMER KONTA FUNDACJI

17 1240 6625 1111 0010 3300 1323



http://www.dzieciom.pl/10566
http://nasza-klasa.pl/profile/13924693/gallery/album/3/275
http://tosia-papaj.blog.onet.pl/

http://blog.tosia.net.pl/

 
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Uratuj Natalkę. . .

piątek, 15 stycznia 2010 10:31



Stowarzyszenie „Nasz Wielbark”

Ul. Głowackiego 111

82-200 Malbork

KRS 0000321956



Natalka Sawczuk ma 2 lata i jest mieszkanką Malborka. Od urodzenia choruje na bardzo groźną chorobę – guz gałek ocznych. Jedno lewe oczko straciła. W ciągu swojego bardzo krótkiego życia przyjęła już 16 chemioterapii, była leczona laserami, miała wstawianą płytkę radioaktywną. To wszystko co można było zrobić w Polsce, w Centrum Zdrowia Dziecka. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, że guz nie zaatakuje prawego oczka, szczególnie, że są nacieki. Jest szansa na leczenie chemią Melpfalan, którą podaje się przez tętnicę udową bezpośrednio do gałki ocznej. Taką kurację wykonuje jedynie jedna z klinik w Londynie. Koszt kuracji to około 160 tyś. zł. To bardzo duży wydatek dla rodziny.

Stowarzyszenie „Nasz Wielbark”(Organizacja Pożytku Publicznego), które działa przy Szkole Podstawowej nr 3 w Malborku rozpoczęło działania na rzecz zbiórki pieniędzy dla Natalki. Mamy zgodę Burmistrza Miasta Malborka na publiczną zbiórkę, która jest przeprowadzana od 5 stycznia do 30 czerwca br. Organizujemy szereg działań kulturalno-sportowych na terenie Malborka, które zainteresują mieszkańców i rozpropagują szlachetny cel. Planujemy również aukcje na przełomie kwietnia i maja. Będziemy licytować przedmioty podarowane przez znane osoby m.in. z Malborka.

Dodatkowo zwracamy się do różnych instytucji i ludzi dobrej woli o pomoc i wpłaty
bezpośrednio na konto, utworzone na ten cel:

Stowarzyszenie „Nasz Wielbark”,
82-200 Malbork,
Bank Spółdzielczy w Malborku,
nr konta 47 8303 0006 0000 0017 3560 0003
Z dopiskiek: dla Natalki Sawczuk w Malborku.


http://nasza-klasa.pl/profile/13924693/gallery/album/3/266

http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/9/11553

 
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

Kasia liczy na naszą pomoc...

czwartek, 14 stycznia 2010 17:30

Choruszek Marcinek...

piątek, 20 listopada 2009 11:06
   Jestem Marcin.
Urodziłem się 17 lutego 2007 roku w Drezdenku w stanie złym,
z urazem niedotlenienia okołoporodowego apgar 1-3-4-4. Zaintubowano bezpośrednio po porodzie. Przewieziono mnie natychmiast na oddział ITN w Zielonej Górze w czwartej godzinie życia w stanie ogólnym ciężkim.

W badaniu przedmiotowym stwierdzono niewydolność oddechową, brak napięcia mięśniowego, drgawki, krwiak podokostnowy prawej kości ciemieniowej, złamanie prawego obojczyka. Zastosowano leki p/drgawkowe, wentylacje respiratorem, wyrównano zaburzenia metaboliczno-elektrolitowe. Niemogąc wykluczuć infekcji zastosowano skojarzoną antybiotykoterapie, którą kontynuowao przez 14 dni.

W pierwszych dniach życia utrzymywano mnie w farmakologicznym śnie. Po wybudzeniu mnie ze snu w piątej dobie życia pojawiły się ponownie drgawki, zastosowano leczenie luminalem. W pierwszym badaniu usg p/ciemiaczkowym stwierdzono bardzo wąskie światło komór bocznych z cechami obrzęku mózgu, w kolejnych kontrolnych badaniach obraz ten uległ zmninie. W badaniu krwi stwierdzono podwyższone wykładniki niedotlenienia CPK i LDH które stopniowo normalizowały się.

W czternastej dobie życia zrobiono mi KT głowy w którym stwierdzono uogólnione obniżenie densyjności tkanki mózgowej sugerujące zmiany niedokrwienne. W okolicy ciemieniowej prawej nieduży podczepcowy krwiak. Układ komorowy mózgu nieposzerzony. Wentylacje respiratorem stosowano do ósmej doby, z powodu spłycenia oddechów.

W badaniu neurologicznym przez dwa tygodnie stwierdzano znaczne obniżenia napięcia mięsniowego, bardzo słabą aktywność, brak fizjologicznych odruchów noworodkowyc. Leczenie p/drgawkowe stopniowo zmniejszan.

Od trzeciego tygodnia życia stopniowo powracała mi aktywność, następnie stopniowo powracał odruch noworodkow. Nadal utrzymywało się obniżone napięcie mięśni karku, tendencja do wzmożonego napięcia kończyn, okresowy oczopląs poziomy, okresowe napady niepokoju. Od drógiej doby życia do dwódziestej ósmej karmiono mnie przez sonde dożołądkową ponieważ niemiałem odruchów ssania, gdy nauczyłem się ssać dostałem już mleko przez smoczek. Wypisano mnie do domku w trzydziestej trzeciej dobie życia w stanie ogólnie dobrym. Jednak po powrocie do domku niesprawność pozostała.

Podczas kontrolnego badanie słuchu stwierdzono obustronny niedosłuch, nosze aparaty słuchowe, nie mówie. Obecnie mam dwa latka i cierpie na obniżenie napięcia mięśniowego, nie chodze, mam znacznie niesprawną lewą rączke.Rehabilitacja jest dla mnie wielką szansą, gdyż rokuje nadzieje na to, że zaczne chodzić. Co tygodniowe dojazdy na rehabilitacje do Gorzowa Wlkp znacznie przerastają nasz budżet domowy. Bardzo bym chciał pojechać na turnus rehabilitacyjny. Niestety taki turnus dwutygodniowy kosztuje ok. 3500 zł.

Zwracam się do wszystkich ludzi wielkiego serca o pomoc, swój 1% podatku możesz oddać na konkretny cel : leczenie i rehabilitacje Marcina. Wystarczy wpisać adres fundacji:

FUNDACJA POMOCY OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM "SŁONECZKO"
NR KRS: 0000186434 DLA MARCINA KACZMARKA SYMBOL 111/K

Jeśli chcesz pomóc przekazując darowizne na konto należy wpisać adres:

FUNDACJA POMOCY OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM "SŁONECZKO"
STAWNICA 33, 77-400 ZŁOTÓW SBL ZAKRZEWO
NR KONTA 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Z DOPISKIEM MARCIN KACZMAREK SYMBOL 111/K

DLA WPLACAJĄCYCH ZZA GRANICY PRZED NUMEREM KONTA NALEŻY
WPISAĆ SKRÓT GBW.CPL.PP.

http://kaczmarekmarcin.blogspot.com/

Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Kubuś żyje... trzeba Mu pomóc by żył normalnie...

czwartek, 29 października 2009 20:48
   Mam na imię Kuba. W październiku 2008 roku skończyłem 5 lat. Na skutek komplikacji podczas porodu urodziłem się z Apgarem 0. Byłem reanimowany przez 50 minut! Chociaż lekarze dawali mi niewielkie szanse na przeżycie - udało się...

Teraz chciałbym żyć tak jak moi koledzy. Dlatego rodzice zapisali mnie do przedszkola, gdzie mam zapewnioną fachową opiekę i rehabilitację. Wiem, że za mną i przede mną bardzo dużo pracy, ale wszyscy mówią mi, że widzą jej efekty. Za mną są już napady padaczkowe, ciągłe zapalenia płuc i oskrzeli. Przede mną nauka samodzielnego siedzenia, chodzenia i mówienia. To wszystko bardzo dużo kosztuje (jeden jedenastodniowy turnus rehabilitacyjny to ok. 5 tys. złotych). Dlatego bardzo proszę o pomoc! I z góry dziękuję za każdy najdrobniejszy gest.

Kubuś z Rodzicami

Można pomóc Kubusiowi przekazując 1% swojego podatku lub wpłacając darowiznę na jego subkonto:
Getin Bank 28 1560 0013 2027 0380 6621 0071

Fundacja GAJUSZ
90-406 Łódź
ul. Piotrkowska 17

http://www.gajusz.org.pl/kuba-biernacki/11

 

Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

Walczymy o uśmiech Liwii...

czwartek, 29 października 2009 20:31
   Nasza córeczka, Liwia, urodziła się 29.10.2008r. z następującymi wadami:
  • całkowitym rozszczepem podniebienia i wargi,

  • rozszczepem wyrostka zębodołowego,

  • deformacją noska oraz naczyniakiem na nosie i na plecach.

Ważyła 3190 gram. Ponieważ po urodzeniu miała problemy z ssaniem i waga zaczęła spadać, karmiona była w szpitalu sondą.
Po powrocie do domu zaczął się problem z karmieniem. Waga Liwki nadal malała.
Obecnie radzi sobie z piciem, ale jednorazowo pije bardzo mało mleka i bardzo często się dławi. Jednak jesteśmy bardzo czujni i pomagamy naszej córeczce.
Kiedy Liwia się urodziła, wydawało nam się, że nie poradzimy sobie z jej rozszczepem. Dopiero po konsultacji lekarskiej zaczęliśmy wierzyć, że nasza kruszynka będzie miała w przyszłości śliczną, uśmiechniętą buźkę.
Niestety, czar prysnął, gdy obserwowaliśmy, jak naczyniak na nosku, który początkowo był małą różową plamką, w ciągu dwóch tygodni znacznie się powiększył i zmienił barwę z różowej na ciemno czerwoną. Po konsultacji lekarskiej okazało się, że to naczyniak jamisty. Lekarze kazali czekać, mówili, że naczyniak sam się wchłonie. Jednak w przypadku Liwki nie można czekać, ponieważ naczyniak spowodował komplikacje w przeprowadzeniu operacji rozszczepu. Trzeba go usunąć, by potem przeprowadzić kolejne operacje zamknięcia wargi i podniebienia. Zdeformowany nosek uniemożliwia Liwii normalne oddychanie, rozszczep wargi powoduje, że jest bardziej narażona na infekcje, a rozszczep podniebienia powoduje trudności w karmieniu malutkiej.
Szukając możliwości leczenia Liwii, dowiedzieliśmy się o dr Miltonie Wanerze ze Stanów Zjednoczonych - pionierze chirurgii ekstremalnej - który raz na trzy miesiące przylatuje do berlińskiej kliniki ST Josef i operuje dzieci z naczyniakami. W lutym jedziemy na konsultację i zabieg do Berlina. Liwia zostanie zoperowana. Koszty leczenia pokrywamy całkowicie we własnym zakresie, przy pomocy ludzi dobrej woli. Koszt jednej operacji to 10 tys. euro,  a planowanych jest kilka. Tak więc kwota, jaką musimy zebrać, przerasta znacznie nasze możliwości finansowe.
Szukając pomocy wszędzie i nie tracąc nadziei, zwracamy się także do Państwa z prośbą o pomoc. Każda złotówka przybliża nas do kresu naszej walki z chorobą Liwii i da nam wiarę w to, że nasza córeczka będzie zdrowym dzieckiem. Wierzymy, że nasze marzenia się spełnią, dzięki ludziom, którym nie jest obojętny los Liwii.
Liwia ma założone SUBKONTO

Będziemy wdzięczni za każdą złotówkę, za każdy gest dobrej woli.


Za jakąkolwiek okazaną nam pomoc z serca dziękujemy.
Rodzice Liwii.
Sylwia i Sebastian z Rawicza.

 

DOLNOŚLĄSKA FUNDACJA ROZWOJU OCHRONY ZDROWIA
ul. Traugutta 112
50-420 Wrocław
Bank:  
Pekao SA I Oddział Wrocław
Nr konta:
45 1240 1994 1111 0000 2495 6839

koniecznie z dopiskiem:  darowizna na cele ochrony zdrowia "ptaszek"


Wszystkie informacje pochodzą ze strony: http://www.rawicz.net/ Można na niej znaleźć więcej informacji nt. Liwki oraz śledzić postępy w Jej leczeniu.
 

 



Podziel się
oceń
2
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

Kamilek ma białaczkę i potrzebuje pomocy.

niedziela, 25 października 2009 20:16
   Kamil ma 11 lat, w tym roku powinien rozpocząć naukę w 5 klasie, jednak w ostatnim tygodniu wakacji całe jego życie zmieniło się. Los zaczął po raz kolejny pisać scenariusz życia pełen bólu i łez.
Kamil od zawsze jest uśmiechniętym chłopcem, pomimo tego, że życie go nie oszczędza. Każdy z nas czasami mówi "już gorzej być nie może", a nas życie Kamila nauczyło, że słowa takie potrafią okrutnie z nas zadrwić w najmniej spodziewanym momencie.

Kamilek urodził się 20 stycznia 1998r. Jako najmłodszy członek naszej rodziny - mimo tego, że jesteśmy liczną rodziną - z niecierpliwością czekaliśmy na moment, w którym pojawi się przy nas. Kamil rozwijał się bardzo dobrze, był naprawdę wesołym, radosnym dzieckiem i nikt z nas nawet nie przypuszczał, że ani przez chwilę nie słyszał otaczającego świata. Był kontaktowy, bo błyskawicznie reagował na każdy nasz ruch - jednak jak się okazało absolutnie nic nie słyszał.
Po usłyszeniu diagnozy płakaliśmy i myśleliśmy, że "już gorzej być nie może". Kamilek nie mając jeszcze dwóch lat dostał aparat słuchowy, jednak ten nie dawał pożądanych efektów i dlatego przed ukończeniem 4 roku życia został mu wszczepiony implant ślimakowy. Kamil nadal nosi aparat, słyszy nas i świat, jednak są dźwięki, które "omijają jego ucho" lub są po prostu zbyt ciche, aby do niego dotarły.
Tak też było tego feralnego dnia, kiedy Kamil nie usłyszał nadjeżdżającego samochodu - został potrącony przechodząc na zielonym świetle przez przejście dla pieszych. Było to ponad rok temu (koniec lutego 2008). Kamilek ze skomplikowanym otwartym złamaniem nogi trafił na sygnale do szpitala. W szpitalu leżał ponad miesiąc, przeszedł poważne operacje - jego noga do dzisiaj zespolona jest grotami TEN. Wszystko co wtedy spotkało Kamilka w szpitalu było dla niego bardzo bolesne, wymagało od naszego 10 letniego chłopca wielkiej odwagi i nieustannej walki z bólem. Byliśmy cały czas z nim, a nasze serca pękały z rozpaczy patrząc na jego cierpienie.
Nie potrafiliśmy zrozumieć, dlaczego znowu, po raz drugi, dotknął go tak dotkliwie okrutny los. Po leczeniu szpitalnym, noga Kamilka jest dużo słabsza i nie może on jej nadwyrężać, nie będzie mógł biegać, nie zagra już nigdy w piłkę nożną. Przed nim jeszcze jeden zabieg i długotrwała rehabilitacja. Z czasem zaakceptowaliśmy ten fakt i wierząc, iż limit nieszczęść już naprawdę się wyczerpał, robiliśmy wszystko, aby życie Kamila niewiele się różniło od życia jego rówieśników.
Cieszyliśmy się, że nasz "rodzinny Bohater" wraca do formy. Przyszły wakacje, Kamil zamiast bawić się z rówieśnikami stał się zmęczony. Mało wychodził na podwórko i brakowało nam w nim tej werwy którą mieliśmy na co dzień. Później zaczęły się kłopoty z gardełkiem następnie powiększyły się lekko migdały. - Częste wizyty u lekarzy, kończyły się antybiotykiem, który i tak nie przynosił pożądanych efektów. Kamilek z każdym dniem slab a na twarzy robił się biały. Kolejna wizyta u pediatry była dla nas ciosem, to tam usłyszeliśmy pierwszy raz diagnozę "BIAŁACZKA". Pediatra skierował na badania cito. Po 4 godzinach na sygnale znaleźliśmy się na oddziale hematologii dziecięcej w Gdańsku. Wyniki potwierdziły się. Zrozumieliśmy wtedy że wszystko co spotkało Kamila do tej pory, to absolutnie NIC w porównaniu z tym co przed nim.

Świat runął w sercu każdego z nas. "OSTRA BIAŁACZKA SZPIKOWA" Kamil leży w szpitalu, dostaje chemie i nieświadomy trudnej drogi jaka go czeka - jak to nasz Kamil - uśmiecha się.
Znamy już podtyp choroby jest to Ostra białaczka szpikowa ALM- M4 Wiemy już również, że wśród nas rodzeństwa Kamila, znalazły się dzięki Bogu dwie osoby, które w razie przeszczepu, będą mogły podzielić się swoim szpikiem.

Leczenie szpitalne Kamila jest refundowane przez NFZ, jednak nie wszystkie leki jakie Kamil musi przyjmować otrzymujemy w szpitalu. Na podstawie recept wykupujemy je w aptece.
Dojazdy do szpitala, leki, dieta Kamila, pobyt w szpitalu Kamila oraz jego mamy to tylko niektóre wydatki jakie generuje choroba.
Patrząc na walkę Kamila z chorobą i jego bohaterstwo nie chcemy, aby pieniądze decydowały w tej historii o czymkolwiek, aby ich brak zamykał mu drogę do normalnego życia. Dlatego prosimy wszystkich, którzy chcą pomóc Kamilowi w walce z chorobą o wpłaty na konto fundacji.


Pieniądze na leczenie Kamilka można wpłacać na konto:

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5
01-685 Warszawa
nr konta:
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362

koniecznie tytułem: "Darowizna na leczenie i rehabilitację Gądek Kamil Jan"

Więcej informacji na stronie Kamila: http://www.kamilgadek.pl

 

Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (7) | Powiedz coś...

Pomoc dla Sebastiana.

niedziela, 25 października 2009 12:53

   Mam ukończone 20 lat, od urodzenia choruję na ciężką chorobę genetyczną – mukowiscydozę. Jest to choroba nieuleczalna, która dodatkowo w Polsce powoduje skrócenie życia chorego do średnio osiemnastu lat. Mam dużo szczęścia, że dożyłem takiego wieku.

            Choroba ta powoduje włóknienie narządów (głównie płuc, trzustki). Pomimo intensywnego leczenia wyniszczyła cały organizm powodując nieodwracalne uszkodzenia płuc i prowadząc tym samym do konieczności przewlekłej tlenoterapii, a w efekcie do śmierci. Spotkało to już wielu moich znajomych i czeka także mnie. Mój stan jest bardzo ciężki. W oficjalnym oświadczeniu lekarz wróży mi osiem miesięcy życia. Jest jednak pewna nadzieja.

            Osobom chorym na mukowiscydozę można przeszczepić nowe płuca, które przedłużają ich życie. W Polsce nie przeprowadza się do tej pory przeszczepów w takich przypadkach. Kliniką, która odpowiedziała na wezwanie o pomoc mojemu przypadkowi (wysłane przez lekarzy i Polskie Towarzystwo do Walki z Mukowiscydozą) jest wiedeńska klinika AKH. Do dziś taki zabieg w tamtym miejscu przeszło 11 osób. Zostałem zakwalifikowany do zabiegu w grudniu 2008 roku i przez trzy miesiące żyłem w przekonaniu, że los się do mnie uśmiechnął. Jednak po tym czasie, w marcu 2009, straciłem sponsora i wszystko powoli zaczęło iść ku gorszemu.

            Przede wszystkim do realizacji swojego celu potrzebuje funduszy. Kwota jaką trzeba mieć na sam zabieg to 120tys euro, a to nie wszystko. Potrzebne będą także pieniądze na hospitalizację, leki, zamieszkanie w klinice i rehabilitację po powrocie do Polski. Próbuję organizować zbiórki, wystosowuję apele do ludzi czy podmiotów gospodarczych które mogłyby jakoś pomóc mi zdobyć tę sumę.

            Dlatego w tym miejscu zwracam się z ogromną prośbą. Zarówno ja jak i moja rodzina nie dajemy już rady, pomimo że nie przebieramy w środkach aby przydłużyć moje życie. A czas ucieka. Chciałbym więc poprosić o wsparcie finansowe.

PKO BPSA O/Rabka
49 1020 3466 0000 9302 0002 3473

Numer konta dla wpłat dokonywanych z zagranicy:

BIC (SWIFT): BPKOPLPW

84 1020 3466 0000 9802 0007 0128

koniecznie z dopiskiem: "darowizna Sebastian Szlosarczyk" w tytule wpłaty.


 

Wszystkie informacje pochodzą ze strony Sebastiana:

http://sebastian-szlosarczyk.blog.onet.pl/

 


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

Pomoc dla maleńkiego Kubusia.

niedziela, 25 października 2009 12:41

 Jesteśmy rodzicami małego chłopczyka, który urodził się z bardzo rzadką wadą Anophthalmos. Wada ta dotyczy jedynie 1-10 dzieci na 100tyś. Niestety urodził się z nią także nasz synek. Nasza historia jest pewnie podobna do wielu innych chorych dzieci. Jednak gdy dotyczy nas samych powoduje ogromny strach, ból i gniew. Kuba był dzieckiem planowanym i oczekiwanym. Jeszcze zanim zaszłam w ciąże zrobiłam szereg badań, aby być pewną, że wszystko jest w porządku. W Święta Bożego Narodzenia dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Były to dopiero dwa tygodnie. Pamiętam, rozpłakałam się, ale to były łzy radości. Od tej chwili myśleliśmy o naszym drugim dziecku. Wszystko układało się jak najlepiej. Ciąża przebiegała bez komplikacji. Jedynym powodem do niepokoju były problemy z nadciśnieniem. Dlatego często wykonywano USG. Lekarze jednak zapewniali, że dziecko rozwija się prawidłowo, wyniki badań również były dobre. Dzisiaj przeglądamy całą dokumentację ze szpitala. Siedmiu lekarzy przeprowadzało badanie USG. Na jednym ze zdjęć lekarz zaznaczył długopisem nosek, usta i oczka. Nadszedł dzień porodu. Pojechaliśmy do szpitala. Po drodze zadawałam sobie pytania; a co będzie, gdy dziecko urodzi się chore. Myślę, że większość kobiet ma takie obawy lecz w głębi serca tak naprawdę mają nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Mariusz tłumaczył mi, że przecież obydwoje jesteśmy zdrowi, nasza córeczka urodziła się zdrowa, dlaczego miałoby być inaczej. Z uśmiechem na ustach przekonywał mnie - Wioletko za dwa dni szczęśliwi będziemy wracać z dzidziusiem do domu. Kubuś urodził się nad ranem. Położyli mi go na brzuchu, tak się cieszyłam jak zaczął płakać. Za chwilę usłyszałam jak mówią - dziecko nie otwiera oczek. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy; to pewnie zrośnięte powieki i z pewnością z tym sobie poradzą. Jednak wyraz twarzy położnej mówił coś innego. Zabrali Kubusia na oddział specjalnej opieki. Lekarze postawili diagnozę; dziecko nie ma rozwiniętych nerwów oraz gałek ocznych, dlatego nigdy nie będzie widzieć. To był szok. Nawet nie wiedzieliśmy, że mogą urodzić się dzieci z taką wadą. To co przeżyliśmy w szpitalu to koszmar. Patrzyłam na Mariusza a on na mnie. Płakaliśmy nie mogąc się powstrzymać. Błagałam aby powiedział - to nieprawda. Lekarze tłumaczyli, że to nie nasza wina, to nie wina genów, toksyn ,ani żadnych leków, po prostu jedna maleńka komórka nie podzieliła się. Czysta natura. Może to spotkać każdego, wyjaśniali.

Ja nie mogłam oddychać, nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Wydawało mi się, że to nieprawda co oni do nas mówią.

Po tygodniu wróciliśmy do domu. Całą drogą płakaliśmy. Nikt nie powiedział nam co mamy dalej robić .Czułam się okropnie, byłam załamana, chodziłam po domu z zamkniętymi oczami. Krzyczałam, Boże dlaczego mi to zrobiłeś? Cały czas przecież prosiłam Cię, żeby Kuba urodził się zdrowy. Mariusz stara się być dzielny. Płacze, gdy ja nie widzę. Co mamy zrobić, żeby nasze dziecko miało oczka, aby widziało. Oddalibyśmy wszystko by tylko urodziło się zdrowe. Ta bezsilność nas przerasta.

Zaczęliśmy szukać. Znaleźliśmy klinikę w Niemczech gdzie Kubuś może być operowany. Musi mieć kilka operacji protezowania. Około siedmiu. Pierwsza z nich gdy dziecko ma 3 miesiące. Jest to bardzo ważne dla prawidłowego rozwoju jego czaszki i oczodołów, dla utrzymania prawidłowego ciśnienia oczodołu, a także lepszego rozwoju psychiczno-społeczno-socjalnego.

Mariusz powiedział, że zrobi wszystko aby Kubuś miał normalne życie. Obiecał mi to. Od początku usiłuje znaleźć najlepszego specjalistę, który wykona te operacje. Widzę jak bardzo się stara.

Ja nie potrafię zrozumieć tego wszystkiego, pogodzić się. Ale co mam zrobić? Nawet nie wiem po co to wszystko piszemy... Może dlatego, żeby pomóc innym rodzicom, którym urodzi się dziecko z anophthalmos. Ja, gdyby nie rozmowa z mamą dziewczynki z tą samą wadą, nie poradziłabym sobie. Dlatego Kasiu, dziękuję Ci!

Mariusz wierzy, że Kubuś za kilka lat dostanie swoje oczka i będzie mądrym chłopcem. Ostatnio powiedział mi; Wiola pamiętaj przyjdzie kiedyś taki dzień, w którym Kuba będzie przemawiał w jakiejś sali a inni będą go słuchać. Bo on będzie mądrym człowiekiem. A my w tym momencie siedzieć będziemy w ostatnim rzędzie i płakać ze szczęścia.

I to jest chyba cała nasza nadzieja, wiara i powód dla którego to wszystko robimy.

Wszystkie informacje nt. pomocy Kubusiowi można znaleźć na Jego stronie internetowej: http://www.kubusnowak.com

Informacje powyższe pochodzą ze strony Kubusia...
 
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Mariuszek potrzebuje pieniążków na nowe serduszko.

niedziela, 25 października 2009 12:29


Mariusz ma 10 lat i choruje na mukowiscydozę oraz kardiomiopatię; czeka na przeszczep serca.
Aby żyć potrzebuje Naszej pomocy!

POMÓŻMY LICZY SIĘ CZAS !

Oficjalna Stronka Mariuszka

http://mariuszstepniak.blogspot.com/

HISTORIA MARIUSZKA W MEDIACH:

TVP INFO Łódź 12.06.09r:
http://www.youtube.com/watch?v=q
Ud21FI6pmU


22 III 2009
TVP INFO : Raport z Polski - Mariusz Stępniak:
http://www.youtube.com/watch?v=K
HdycJ61LCI

Pomóż Mariuszkowi:
http://www.youtube.com/watch?v=O
B6yOvoCe5k

ZA KAŻDĄ POMOC OGROMNIE DZIĘKUJEMY.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Pomoc dla Mikołajka...

niedziela, 18 października 2009 15:12


Mikołaj urodził się przedwcześnie w 28 tygodniu ciąży z wagą 1080 g, w tzw. Zamartwicy, z niewydolnością oddechową.
Stan dziecka po porodzie był bardzo ciężki. W trzeciej dobie życia wykryto odmę opłucną obustronną, chłopiec został ekstubowany - oddychanie wspomagano NCPAP i wentylacją nosową. W dalszym ciągu leczenia, Mikołaja przewieziono do OITCh w Kielcach, gdzie wykryto Martwicze zapalenie jelit, chłopiec przeszedł operację resekcji jelita, po której przewieziony został do CZD w Warszawie do Kliniki Patologii Noworodka i Kliniki Okulistyki celem leczenia ROP. Mikołaj w 3 miesiącu życia przeszedł zabieg fotokoagulacji laserowej.
Dziecko potrzebuje długotrwałej rehabilitacji na którą nie stać jego mamę, sama wychowuje synka. Ze względu na choroby jakie przeszedł Mikołaj, Pani Anna nie może podjąć pracy, ponieważ musi się opiekować i rehabilitować swoje dziecko, aby mogło w przyszłości widzieć, poruszać się na własnych nóżkach, bawić się jak inne dzieci.

Forum Mikołaja:

http://www.podaruj-zycie.com.pl/forum/index.php/board,92.0.html
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Pomoc dla Oskarka.

czwartek, 28 maja 2009 20:27


Oskarek choruje na białaczkę mielomonocytową. W wieku 3 lat przeszedł pierwszy przeszczep szpiku. Dawcą była Jego starsza o 3 lata siostra, Gabrysia. Przez 1,5 roku Julita, mama Oskara cieszyła się zdrowiem Oskarka. Wysłała syna do przeszkola. Niestety, długo nie bawił się z innymi dziećmi. Kontrolne badania wykazały, że szpik chłopczyka znowu jest zły. Gabrysia znowu przyszła z pomocą bratu. Przez miesiąc lekarze pobierali od dzielnej siostry krew, odciągali limfocyty i robili tzw dolewki Oskarowi. Działania te nie przyniosły spodziewanych efektów. Oskar przeszedł drugą transplantację szpiku. Ponownie dawcą została Gabrysia.

Obecnie chłopiec ma objawy rozległej przewlekłej choroby przeszczep przeciw gospodarzowi. Objawia się to zmianami skórnymi i śluzówkowymi, zajęciem wątroby, zajęciem spojówek, zajęciem płuc z przewlekłą niewydolnością oddechową. Do tego Oskar zmaga się z gruźlicą.

Pomozmy Oskarkowi wygrac walke z chorobą!
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Możesz uratować życie Ani i innych chorych na białaczkę!

czwartek, 28 maja 2009 20:21


Choć dla Ani jest już za późno- zmarła na początku lipca 2009 roku- to jednak tysiące chorych na białaczkę nadal potrzebują pomocy i poszukują dawców szpiku, dlatego apel o zgłaszanie się do bazy potencjalnych dawców szpiku kostnego pozostaje nadal jak najbardziej aktualny!!!
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...



PORTAL KATOLICKI




Portal chrześcijański Angelus.pl

wtorek, 17 października 2017

Wędrowcy...:  377 733  

A czas płynie...

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Żebym wiedziała czy warto było...






Zobacz co sądzą inni...

Strony, które gorąco polecam.

Duszpasterstwa akademickie

Fundacje i Organizacje Pożytku Publicznego

Katolickie rozgłośnie radiowe

Masturbacja, pornografia i inne zagrożenia dla Miłości i czystości

Muzyka

Parafie

Prasa katolicka

Strony i serwisy katolickie

Warto posłuchać, warto przeczytać, warto zobaczyć...

Zgromadzenia zakonne

ekumenizm.pl


Szukaj a znajdziesz...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Tylu zatrzymało się na chwilę...: 377733
Tyle już powiedziałam...
  • liczba: 567
  • komentarze: 1656
Tyle już pokazałam...
  • liczba zdjęć: 202
  • komentarze: 59
Ad urbe condita...: 3706 dni

Lubię to