Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 678 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS



Zapraszam na Forum Ks. Marka Bałwasa

www.forum.dobreprzeslanie.pl


________________________________________________________________

Święty Walenty i mity o zakochaniu.

sobota, 14 lutego 2009 20:19

Ludzie dojrzali kojarzą zakochanie z czułością i fascynacją drugą osobą, z marzeniem o wielkiej miłości i szczęśliwej rodzinie. Ludziom niedojrzałym zakochanie kojarzy się z „Walentynkami", które w ostatnich latach stały się równie popularne, co banalne. Coraz częściej tego dnia „świętowane" bywa wyuzdanie i cynizm, a nie zakochanie.

Obecnie dziewczęta i chłopcy zakochują się coraz wcześniej. To znak, że coraz słabsze są więzi dzieci z rodzicami. Młodzi ludzie głodni są wtedy bliskości, miłości i czułości. Właśnie dlatego tak łatwo mylą miłość z zakochaniem, z akceptacją, z naiwnością, a nawet z popędem. Dramat zaczyna się wtedy, gdy zamiast osoby z osobą spotyka się popęd z popędem, czy naiwność z pożądaniem. Zakochanie przestaje być wtedy drogą do rozwoju i radości. Przeciwnie, staje się miejscem krzywdy i poniżenia. Prowadzi do inicjacji alkoholowej, narkotykowej, seksualnej, do okrutnych krzywd, a nawet do samobójstw. Pierwsza „miłość" zamienia się w emocjonalną katastrofę i przekleństwo.

Szczególnie groźnym błędem jest podejmowanie zachowań seksualnych w wieku rozwojowym, bo ich bolesne skutki pozostają zwykle do śmierci. Właśnie dlatego przed chorą seksualnością chroni ludzi młodych nie tylko Dekalog i sumienie, ale nawet kodeks karny. Gdy czynności seksualnych dopuszcza się pełnoletni chłopak wobec dziewczyny, która nie skończyła jeszcze piętnastu lat, to tak drastycznie krzywdzi on tą drugą osobę, że popełnia przestępstwo, za które grozi kilka lat więzienia.

Dzień Świętego Walentego już od dawna przestał być dla mnie świętem. Jest to bowiem dzień, w którym przypominam sobie o setkach osób, które poprzez źle przeżyte zakochanie doprowadziły się do życiowych tragedii: uzależnień, chorób wenerycznych i psychicznych, ciężkich grzechów, przestępstw, stanów samobójczych. Są to osoby, które okazały się nieodpowiedzialne lub które zakochały się w kimś prymitywnym i bez sumienia. Ludzie prymitywni są świetnymi aktorami i wręcz geniuszami w wyszukiwaniu sobie kolejnych ofiar. A ktoś naiwny i zakochany staje się wymarzoną ofiarą, bo pozwala, by ktoś ją wykorzystał i wyrzucił.

Najlepszą obroną przed tragediami nieświętego zakochania jest szlachetne wychowywanie samego siebie. Uczciwie przeżyte zakochanie jest potrzebną fazą rozwoju. To nie od nas zależy, kiedy i w kim się zakochamy, ale to od nas zależy, w jaki sposób się zachowujemy, w jakich środowiskach przebywamy, jakie więzi i wartości nas interesują. Jeśli jakaś dziewczyna szuka kogoś, kto będzie jej pożądał zamiast kochać, to skazuje samą siebie na okrutne krzywdy i poniżenia. Jeśli natomiast interesuje ją wyłącznie ktoś taki, kto potrafi uczciwie myśleć, dojrzale kochać i solidnie pracować, to dziewczyna ta nie pozwoli sobie na bliższy kontakt z kimś, kto nie radzi sobie z własnym popędem, emocjami czy lenistwem.

Jeśli niestety dojdzie już do błędów, grzechów i poważnych krzywd w okresie zakochania, to wtedy konieczne jest natychmiastowe zerwanie toksycznych więzi, choćby wiązało się to z nieznośną tęsknotą i z wielkim bólem emocjonalnym. Następny krok to pojednanie się z Bogiem w sakramencie pokuty, przebaczenie samemu sobie bolesnej przeszłości oraz włączenie się do jakiejś grupy formacyjnej dla młodzieży czy dorosłych.

Błogosławieni są ci młodzi, którzy w Boży sposób przeżywają zauroczenie drugą osobą. To dobrze, że patronem zakochanych jest święty biskup Walenty, bo szlachetne zakochanie to przecież wspólne dorastanie do miłości, czyli do świętości. Mądre dziewczęta i mądrzy chłopcy pozwalają swoim rodzicom i spowiednikom, by im towarzyszyli w tej wyjątkowo delikatnej fazie rozwoju, która zwykle decyduje o całej ich przyszłości. Mając wsparcie Boga i mądrych ludzi, dziewczęta potrafią przemieniać chłopców w książęta, czyli w takich mężczyzn, którzy traktują kobiety jak Boże Księżniczki. Z kolei szlachetni chłopcy pomagają dziewczętom cieszyć się ich kobiecym geniuszem i rozkwitać w ich arystokratycznym człowieczeństwie. Wtedy i tylko wtedy zakochanie prowadzi do świętej miłości, dzięki której kobieta i mężczyzna powracają do raju.

 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/ID/walentynki_mityz.html


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Nieszczęsne oblicza ludzkiej seksualności.

piątek, 13 lutego 2009 17:51

Ludzka seksualność odsłania swoje najbardziej zaburzone i nieszczęsne oblicza wtedy, gdy decydujemy się na takie zachowania, które naruszają jej podstawowy sens i znaczenie. Wspólnym podłożem tego typu nieszczęsnych zachowań jest nieodpowiedzialna, „rozrywkowa" wizja seksualności. Aby łudzić się, że seksualność to prosty sposób na doznanie doraźnej przyjemności - bez żadnych zobowiązań oraz bez żadnych konsekwencji - trzeba oderwać seksualność od miłości i od płodności. Technicznie jest to oczywiście możliwe, ale konsekwencje takiego działania są nieuchronne i zwykle dramatycznie bolesne.

 

Seksualność bez miłości

Pierwszym przejawem niedojrzałych zachowań seksualnych jest współżycie pozamałżeńskie. Prowadzi ono do bolesnych konsekwencji, gdyż w takiej sytuacji ktoś decyduje się na najbardziej intymny gest zanim zbuduje najbardziej intymną więź, czyli więź wyłączną (tylko z tobą) i wierną (do śmierci). Naruszenie tej zasady może dokonywać się na różne sposoby.

Pierwszym z nich jest współżycie przedmałżeńskie, a zwłaszcza współżycie między osobą dorosłą a nieletnimi. Jest to zachowanie aż tak bardzo szkodliwe, że jest zakazane przez kodeksy karne wszystkich państw świata. Decydowanie się na przedmałżeńskie współżycie seksualne grozi zwłaszcza tym młodym, którzy przeżywają duże trudności emocjonalne i frustracje, związane np. z bolesną sytuacją rodzinną, z uzależnieniem od alkoholu czy narkotyków, z brakiem pogłębionych więzi międzyludzkich. W większości przypadków nieletni, którzy podejmują współżycie seksualne, to nie tyle ludzie zniewoleni seksualnością, zdemoralizowani czy wyuzdani, ile raczej spragnieni miłości, głodni bliskości, czułości, wsparcia ze strony innych. Ponieważ z różnych względów nie mogą albo potrafią zaspokoić tego głodu w sposób dojrzały i pogłębiony, więc próbują ów głód zmniejszyć lub zagłuszyć właśnie poprzez współżycie seksualne.

Przedwczesna inicjacja seksualna grozi nie tylko niechcianą ciążą czy chorobami wenerycznymi. Grozi także popadnięciem w nałogi seksualne i w chorobliwą koncentrację na sferze seksualnej. Dla człowieka uzależnionego seks staje się ważniejszy niż wszystko inne, gdyż wydaje się jedyną drogą do szczęścia. Jest to zatem sytuacja analogiczna do sytuacji narkomana czy alkoholika. Ponadto przedwczesna inicjacja seksualna uczy błędnej filozofii życia, w której doznanie chwilowej przyjemności staje się najwyższą normą postępowania. To z kolei wyklucza możliwość dojrzałego przygotowania się do małżeństwa i rodzicielstwa.

Bolesnym skutkiem przedwczesnej inicjacji seksualnej jest ponadto rosnąca frustracja, bo nastolatkom decydującym się na współżycie towarzyszy zwykle iluzja, że seks wystarczy im do pełnej satysfakcji oraz do zbudowania trwałej więzi. Tymczasem po początkowym zadowoleniu pojawia się bolesne rozczarowanie. Nie może być inaczej, gdyż przyjemność seksualna nie jest w stanie zaspokoić ludzkiej tęsknoty za miłością i wiernością. Prawdę tę wyraża wypowiedź dwudziestoletniej Barbary: "jeśli miłość jest dojrzała, to seks przestaje być najważniejszy. Najważniejszy jest dla niekochających się ludzi. Współżycie bez miłości to zwykła kopulacja. Może nawet dawać przyjemność, ale nie szczęście".

Rozmawiając z młodzieżą mam okazję odkryć, jakimi argumentami posługują się niektórzy młodzi, aby "udowodnić" samym sobie, iż współżycie przed ślubem jest czymś właściwym i uzasadnionym. Jednym z takich argumentów jest stwierdzenie, że się przecież kochają, a to upoważnia ich do współżycia. Tymczasem sama miłość nie wystarczy, gdyż ludzka miłość nie jest doskonała. Może być szczera, a jednocześnie może być niedojrzała i wyrządzać krzywdę. Jeśli ktoś z miłości chce robić to, co sprzeciwia się dobru drugiej osoby, zdrowemu rozsądkowi, odpowiedzialności czy prawu, to powinien się powstrzymać od takiego działania.

Innym typowym „argumentem" jest twierdzenie, że chłopak ma „prawo" przed ślubem, by dziewczyna dała mu "dowód" swojej miłości. Jest to oczywista manipulacja, gdyż w miłości nie istnieją w ogóle dowody! Pewność miłości opiera się na wzajemnym zaufaniu, a nie na dowodach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, to nigdy nie uwierzę, że ona mnie kocha czy że będzie mi wierna. Żądanie "dowodów" miłości oznacza w rzeczywistości, że tej miłości nie ma. Uczciwe rozumowanie ze strony chłopaka powinno być dokładnie odwrotne. Powinien on zapytać swoją dziewczynę o to, czego ona pragnie oraz przez jakie postępowanie może on jej pomóc, by mu coraz bardziej ufała i by czuła się kochaną. Odpowiedzią ze strony dziewczyny raczej nie będzie wtedy propozycja współżycia seksualnego.

Część młodych posługuje się w tym kontekście jeszcze innym „argumentem". Twierdzą, że nie muszą czekać ze współżyciem do ślubu, gdyż jeśli się kochają, to przecież ślub niczego już nie zmienia. W rzeczywistości ślub zmienia całkowicie sytuację. Przed ślubem nie ma jeszcze decyzji, że biorę cię za męża/żonę, że ślubuję ci miłość i wierność oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Przed ślubem wszystko byłoby więc jeszcze na próbę. Tymczasem na próbę można zdawać maturę czy wypełnić kupon na loterii. Nie można natomiast na próbę kochać i współżyć, podobnie jak nie można na próbę umierać. Dopiero w czasie zawierania ślubu obie strony ostatecznie i publicznie podejmują decyzję, że stają się małżonkami, że ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że się nie opuszczą aż do śmierci. Współżycie seksualne przed podjęciem takiej decyzji oznacza kierowanie się popędem, a nie miłością i jest przez to bolesną formą manipulowania drugim człowiekiem oraz samym sobą.

Na szczęście młodzi ludzie coraz lepiej zdają sobie sprawę z bolesnych skutków przedwczesnej inicjacji seksualnej. Zwłaszcza w tych krajach, w których zjawisko to przybrało w ostatnich dziesięcioleciach szersze rozmiary. W USA kilka milionów młodzieży należy obecnie do ruchu "true love waits" ("prawdziwa miłość czeka"). Nikt nie zrozumie wartości i sensu tego czekania oraz wartości i sensu czystości przedmałżeńskiej, jeśli nie zrozumiał, że miłość to troska o dobro drugiej osoby, że przynajmniej w niektórych sytuacjach wymaga ona rezygnacji z szukania własnego zadowolenia, że wymaga panowania nad ciałem i emocjami. Jednak taka czysta i cierpliwa miłość daje nieporównywalnie więcej szczęścia niż cokolwiek innego. Kto doświadcza tego typu satysfakcji i radości, temu nie grozi, że przyjemność cielesną postawi wyżej niż miłość.

Drugą, obok współżycia przedmałżeńskiego, zaburzoną formą seksualności jest zdrada małżeńska. Jest to sytuacja, w której przynajmniej jedna z osób współżyjących pozostaje w związku małżeńskim z inną osobą. Zdrada oznacza nie tylko niewierność wobec współmałżonka, lecz także niewierność wobec samego siebie, wobec własnej przysięgi małżeńskiej. Nic więc dziwnego, że zdrada małżeńska prowadzi do zranień psychicznych i duchowych, do cierpienia całych rodzin. Przejmujący opis takiej sytuacji ukazuje Anna Kowalska w powieści pt. "Pestka". Bohaterka tej powieści wiąże się z żonatym mężczyzną i stopniowo coraz bardziej doświadcza, że nie da się zbudować miłości na zaprzeczeniu wcześniejszej miłości. Coraz dotkliwiej odkrywa własne cierpienie, a także cierpienie jej kochanka oraz dramat jego żony i dzieci. W końcu nie jest w stanie udźwignąć ciężaru tej sytuacji i popełnia samobójstwo.

Najbardziej okrutne są sytuacje, w których do współżycia dochodzi nie tylko poza małżeństwem, lecz jednocześnie wbrew woli jednej ze stron. Mamy wtedy do czynienia z gwałtem seksualnym. Ze strony agresora takie zachowanie świadczy o szczególnym okrucieństwie, o uzależnieniu od popędu, o głębokim kryzysie życia. Czasem o chorobie psychicznej lub skrajnej demoralizacji. U ofiary natomiast gwałt powoduje szok oraz poczucie okrutnego zranienia psychicznego i duchowego. Maksimum tragedii ma miejsce wtedy, gdy ofiarą jest osoba nieletnia. Tego typu doświadczenie pozostawia głęboki ślad i dramatycznie zaburza rozwój psychospołeczny. Gwałt seksualny oznacza, że doraźna przyjemność staje się ważniejsza od osoby. Z tego względu gwałt jest najbardziej okrutnym, najgłębiej zaburzonym i nieludzkim sposobem wyrażania seksualności. Czasem prowadzi też do śmierci fizycznej, gdyż nierzadko agresor zabija swoją ofiarę.

Obok gwałtu, drugą drastycznie wypaczoną formą przeżywania seksualności bez miłości jest prostytucja. Wprawdzie dochodzi tutaj do współżycia za zgodą obu stron, ale dzieje się to poza kontekstem więzi małżeńskiej. Co więcej, dochodzi do współżycia poza jakimkolwiek kontekstem osobistej więzi i bliskości. Prostytucja to sytuacja, w której jedna ze stron podporządkowuje się całkowicie popędowi seksualnemu i aż do tego stopnia rezygnuje z władzy nad własną seksualnością, że akceptuje współżycie z nieznaną sobie osobą. Z kolei druga strona - przyjmując pieniądze - akceptuje, że jest traktowana jak rzecz, którą używa się przez określony czas za określoną zapłatą. Druga strona godzi się więc na to, że nie jest traktowana jako osoba, że współżyjący z nią człowiek nie interesuje się jej przeżyciami, jej losem, jej wnętrzem, że jest on zainteresowany jedynie własną przyjemnością cielesną i w tym celu posługuje się ciałem drugiej osoby.

Kolejną formą zaburzenia i oderwania sfery seksualnej od miłości małżeńskiej jest homoseksualizm. Wiele środowisk opiniotwórczych twierdzi obecnie, że zachowania homoseksualne są czymś normalnym i że stanowią alternatywną formę „miłości". Tymczasem homoseksualizm jest jedną z konsekwencji bardziej podstawowych zaburzeń, które związane są zwykle z bolesnymi doświadczeniami w dzieciństwie. Chodzi tu o te dzieci, których rodzice mieli wyraźnie zaburzoną postawę wobec siebie nawzajem. W takiej sytuacji syn czy córka boi się w swoim dorosłym życiu osób drugiej płci, albo nimi gardzi. W konsekwencji szuka kontaktu z osobami tej samej płci. Także wtedy, gdy chodzi o kontakty seksualne. Homoseksualizm jest zatem bardziej zaburzeniem psychicznym i emocjonalnym, niż seksualnym. Podobnie, jak w innych zaburzeniach psychospołecznych tak też w przypadku homoseksualizmu możliwa jest terapia i powrót do normalnego funkcjonowania.

Niektórzy podają jako argument za homoseksualizmem to, iż sami zainteresowani - a przynajmniej niektórzy z nich - uważają, że jest im z tym dobrze. Gdyby taki argument był wystarczający, to trzeba by uznać za stan normalny na przykład alkoholizm czy narkomanię. Człowiek uzależniony w czynnej fazie choroby też uważa, że jego sposób życia jest udany i że interwencje ze strony innych, by przestał pić czy ćpać, nie są potrzebne. Subiektywne przekonanie danej osoby, że jej postępowanie jest dojrzałe, nie może nigdy być jedynym kryterium oceny tegoż postępowania.

Kolejną formą zaburzonego przeżywania seksualności w oderwaniu od miłości jest masturbacja. Także w odniesieniu do tego zjawiska krąży obecnie wiele naiwnych poglądów. Z jednej strony spotykamy się z twierdzeniem, że masturbacja jest zjawiskiem normalnym, a nawet pozytywnym, gdyż w ten sposób młody człowiek lepiej poznaje własne ciało, a przez to przygotowuje się do współżycia seksualnego w małżeństwie. Z drugiej strony spotykamy się z twierdzeniami, że w każdym przypadku masturbacja jest grzechem ciężkim i przejawem demoralizacji. Prawda jak zwykle jest bardziej złożona.

Masturbacja jest niedojrzałym sposobem przeżywania seksualności, gdyż odrywa ją od więzi małżeńskiej i od płodności. W związku z tym niesie ze sobą negatywne konsekwencje. Po pierwsze, powoduje nadmierną koncentrację na popędzie fizycznym, co może doprowadzić do uzależnienia i nałogu. Po drugie, blokuje motywację do rozwoju i szukania radości w innych dziedzinach życia. Po trzecie, masturbacja skłania danego człowieka do zamknięcia się w sobie oraz sprzyja izolacji i samotności. W konsekwencji prowadzi do silnego napięcia psychicznego oraz do poczucia winy. Powoduje też u młodych lęk o to, czy będą w stanie być w przyszłości normalnym partnerem seksualnym w małżeństwie. Po piąte, masturbacja powoduje nierzadko rzeczywiste zaburzenia w życiu małżeńskim, które negatywnie wpływają na współżycie seksualne i na więź ze współmałżonkiem.

Obserwując różne dyskusje czy sondaże w środkach przekazu zauważam, że stawia się tam zwykle alternatywę: masturbacja jest czymś naturalnym, czy też należy potępiać tych, którzy jej ulegają? Tymczasem właściwe pytanie brzmi: czy sprawę masturbacji należy pozostawić spontaniczności danej osoby, czy też należy włączyć ją w proces wychowania? Jest oczywiste, że ta sfera - jak wszystkie inne - powinna podlegać pracy nad sobą i wysiłkowi samowychowania. Pomoc ze strony wychowawców oznacza jednoznaczność co do zasad (masturbacja utrudnia rozwój psychospołeczny), ale jednocześnie szacunek dla wychowanka oraz ostrożność co do ocen moralnych. Nie chodzi o to, by potępiać, straszyć czy wzmagać poczucie winy, lecz aby pomagać. W wielu przypadkach masturbacja bardzo niepokoi młodych, ale ze względu na genezę tego zachowania (np. przypadkowe pojawienie się tego mechanizmu w dzieciństwie), nie stanowi przede wszystkim problemu moralnego, lecz jest głównie ciężarem psychicznym. Ponadto ostrożność w ocenie moralnej masturbacji wiąże się z tym, że w wielu przypadkach jest ona formą somatyzacji, czyli wyrażania za pośrednictwem czynności seksualnych tych frustracji i napięć, których dana osoba sobie nie uświadamia, albo których nie potrafi rozwiązać czy przezwyciężyć.

Z tego właśnie względu pomoc w pokonaniu masturbacji nie może polegać jedynie na metodach negatywnych, czyli na koncentrowaniu się na walce z tego typu zachowaniem czy nałogiem. Trzeba przede wszystkim eliminować źródła napięć psychospołecznych, a także poszerzać zakres pozytywnych pragnień i aspiracji. Masturbacja jest przecież najbardziej atrakcyjna dla ludzi cierpiących i nieszczęśliwych. Także w tej dziedzinie zło zwycięża się najpełniej dobrem. W tym przypadku dobrem tym są konkurencyjne źródła radości i życiowej satysfakcji, np. przyjaźń z Bogiem i ludźmi, sukcesy szkolne i wiedza, pasje muzyczne, sportowe czy literackie.

Seksualność bez płodności

Powyższe analizy ukazywały niedojrzałe czy zaburzone sposoby przeżywania seksualności, które miały jedną cechę wspólną: odrywały ludzką seksualność od miłości wiernej i wyłącznej, zwanej miłością małżeńską. Przyjrzyjmy się teraz drugiej grupie zaburzonych postaw wobec seksualności, których wspólną cechą jest to, iż odrywają one ludzką seksualność od płodności.

Warto na początku zaznaczyć, iż modny jest mit, który głosi, że Kościół zajmuje wrogą postawę wobec ludzkiej seksualności i dlatego sprzeciwia się antykoncepcji. Prawda jest zupełnie inna. Kościół widzi w seksualności niezwykły dar od Boga ("Bądźcie płodni i rozmnażajcie się"; Rdz 1, 22), który w płaszczyźnie fizycznej stanowi najgłębszy wyraz miłości oraz więzi małżeńskiej. Miłość głoszona przez chrześcijan to nie jakaś pusta teoria, czy miłość jedynie duchowa. To miłość wcielona. W małżeństwie jednym z najbardziej istotnych przejawów cielesnego wyrażania miłości jest właśnie współżycie seksualne. Jest to aż tak istotny przejaw miłości małżeńskiej, że Kościół nie może uznać za ważne te związki, w których małżonkowie z góry wykluczają współżycie seksualne i/lub potomstwo.

Kościół patrzy w sposób pozytywny nie tylko na ludzką seksualność, lecz także na zdolność człowieka, by kierować tą sferą życia własną mocą. Człowiek ma szansę być na tyle silny, na tyle wolny wobec popędów i instynktów, na tyle świadomy swych działań i swojej płodności, że potrafi własną mocą kierować sferą seksualną. Nie potrzebuje do tego żadnych pomocy w postaci środków fizycznych czy substancji chemicznych. Dokładnie tak, jak jest w stanie kierować swymi emocjami własną mocą, bez odwoływania się do alkoholu, narkotyków, leków psychotropowych czy tabletek nasennych.

To właśnie z tej pozytywnej wizji człowieka i jego zdolności do panowania nad własną seksualnością wynika sprzeciw Kościoła wobec środków antykoncepcyjnych. Sięganie po środki antykoncepcyjne jest zawsze porażką człowieka. Oznacza przecież rezygnację danej osoby ze zdolności do panowania nad sobą: nad własnym ciałem i popędem seksualnym. Porażka w odniesieniu do własnej seksualności prowadzi zwykle do porażek i słabości w innych sferach życia. Kościół sprzeciwia się antykoncepcji nie dlatego, że negatywnie widzi ludzką seksualność lecz dlatego, że pozytywnie widzi człowieka i jego zdolność do kierowania sobą, w tym także własną seksualnością.

Drugim mitem jest przekonanie, że sprzeciwiając się antykoncepcji, Kościół przynajmniej pośrednio przymusza do nieodpowiedzialnego rodzicielstwa, lub do rezygnacji ze współżycia seksualnego nawet w małżeństwie. Nic bardziej błędnego. Kościół podkreśla, że odpowiedzialne rodzicielstwo jest koniecznym warunkiem dojrzałej miłości małżeńskiej. Jednocześnie jednak przypomina, że odpowiedzialne rodzicielstwo nie może zostać osiągnięte nieodpowiedzialnymi metodami. Tymczasem antykoncepcja jest próbą osiągnięcia odpowiedzialnego rodzicielstwa w oparciu o nieodpowiedzialne metody. A przecież cel nigdy nie może usprawiedliwiać środków, jeśli te są szkodliwe, czy oznaczają rezygnację z wolności.

Szkodliwość antykoncepcji wynika z kilku powodów. Po pierwsze, antykoncepcja nie chroni przed bolesnymi konsekwencjami nieodpowiedzialnego współżycia seksualnego. Zmniejsza jedynie ich ryzyko. Nigdy nie gwarantuje „bezpiecznego" seksu. Po drugie, większość środków antykoncepcyjnych szkodzi zdrowiu fizycznemu (wystarczy przeczytać ulotki, które dołączają sami producenci antykoncepcji!). Środki mechaniczne i chemiczne mogą powodować urazy i stany zapalne, a tabletki hormonalne hamują działanie przysadki mózgowej, wpływają negatywnie na układ naczyniowy, na krzepliwość krwi, na wątrobę i wiele innych układów. Po trzecie, sięganie po antykoncepcję oznacza rezygnację danego człowieka z kierowania seksualnością własną mocą i świadomością. Po czwarte, antykoncepcja oszukuje, gdyż sugeruje, że współżycie seksualne ma jedynie konsekwencje fizjologiczne i biologiczne oraz że stosując antykoncepcję można bezkarnie współżyć z kimkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Tymczasem nieodpowiedzialne współżycie seksualne przynosi dramatyczne zranienia w sferze psychicznej (np. poczucie krzywdy, żal do samego siebie, lęk wobec seksualności), moralnej (np. poczucie winy) i społecznej (np. zerwane więzi przyjaźni z samym sobą, z rodzicami, z Bogiem, uraz do osób płci odmiennej, itp.). A żadna pigułka czy prezerwatywa nie ochroni przed tego typu konsekwencjami. Nic poza miłością i odpowiedzialnością nie może gwarantować człowiekowi kierowania seksualnością w sposób dojrzały i bezpieczny.

Z tego względu Kościół proponuje jedyny odpowiedzialny sposób na odpowiedzialne planowanie rodziny. Jest nim znajomość naturalnych okresów płodności i bezpłodności pary ludzkiej. W polskich publikacjach, które propagują środki antykoncepcyjne (zwykle za pieniądze producentów tych środków!), albo bezkrytycznie zachwala się takie środki, albo jedynie ogólnie wspomina się o szkodliwych skutkach ubocznych. Nie wspomina się natomiast zwykle ani słowem o tym, co najważniejsze: że środki te oznaczają rezygnację z panowania nad własnym popędem i własnymi zachowaniami oraz że są zbędne dla ludzi dojrzałych. Bardziej rzetelne są publikacje w Europie Zachodniej, gdzie już zbyt widoczne stały bolesne konsekwencje psychiczne i społeczne stosowania antykoncepcji, aby nadal ukazywać ją w naiwny sposób. Potwierdzeniem tej tendencji jest tekst, który przeczytałem w jednym z numerów "Badische Zeitung" (19.04.1996). Jest to najbardziej poczytny dziennik w południowo-zachodnich Niemczech i ma charakter czysto świecki. Właśnie tam znalazłem artykuł na temat metod regulacji poczęć. Zostały w nim ukazane różne formy antykoncepcji oraz naturalne metody regulacji poczęć. Przy wszystkich formach antykoncepcji podkreślano, że są one na ogół łatwe w stosowaniu, gdyż nie wymagają wiedzy na temat ludzkiej płodności ani wysiłku panowania nad popędem. Z drugiej jednak strony zaznaczono, że przynoszą one poważne skutki uboczne. Przy każdej formie antykoncepcji zostały ukazane w jasny sposób liczne negatywne konsekwencje, specyficzne dla danej metody.

Omawiając z kolei naturalne metody regulacji poczęć autor artykułu wyjaśnia, że stanowią one jakościowo wyższą formę odpowiedzialnego rodzicielstwa. Określa ją jako nie mniej skuteczną od większości metod antykoncepcyjnych, (metoda termiczna połączona z obserwacją śluzu), ale w przeciwieństwie do tamtych jako jedyną ekologiczną, a przez to zupełnie nieszkodliwą dla organizmu oraz jako jedyną partnerską, a więc świadczącą o wzajemnym rozumieniu się i respektowaniu osób, które z tej metody korzystają. Konfrontacja tego typu artykułu z tym, co czytamy o antykoncepcji i naturalnych metodach regulacji poczęć w naszych gazetach i publikacjach, świadczy o tym, jak polskim mass-mediom daleko jeszcze do standardów europejskiej rzetelności i odpowiedzialności w tym względzie.

Do jeszcze bardziej dramatycznych, niż w przypadku antykoncepcji, szkód prowadzi aborcja. Nawet dla zagorzałych zwolenników aborcji jest oczywiste, iż jest to bardzo niebezpieczna dla matki interwencja chirurgiczna. Zwolennicy aborcji twierdzą jednak, że w niektórych sytuacjach jest to mniejsze zło niż urodzenie dziecka. Z tego powodu postulują, by w określonych sytuacjach zabijanie niemowląt w łonie matki było dozwolone prawem. Jest prawdą, iż kobiety oczekujące dziecka, znajdują się czasem w bardzo trudnej sytuacji. Ale tylko wtedy, gdy poród stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia matki, mamy do czynienia z rzeczywistą alternatywą: czyje życie ma ratować lekarz? Natomiast wszelkie działania, których celem nie jest ratowanie życia matki, lecz zabicie dziecka, jest zawsze ciężkim złem moralnym. Aborcja nigdy nie jest mniejszym złem! Przeciwnie, nawet w bardzo bolesnych i skrajnych sytuacjach aborcja jest zawsze złem większym. Jest to oczywiste z wielu powodów.

Po pierwsze, aborcja jest zabiciem niewinnego dziecka. Jest to wyjątkowo ciężkie i nieodwracalne zło moralne. Zabicie dziecka jest nieporównywalnie większym złem, niż wychowywanie potomstwa w trudnych warunkach materialnych, niż ewentualna choroba dziecka, niż trudności w zaakceptowaniu i pokochaniu dziecka. Z kolei popieranie aborcji z powodu trudnych warunków społecznych, oznacza cyniczne twierdzenie, że w Polsce trzeba niektóre dzieci zabijać, gdyż nie starczy dla nich chleba. Rozwiązaniem problemu nie jest zabijanie dzieci, lecz sprawiedliwsze dzielenie chleba. Gdyby z kolei przyjąć zasadę, że można dokonać aborcji wtedy, gdy poczęte dziecko (np. w wyniku gwałtu) nie będzie wystarczająco kochane, to trzeba by przyznać też prawo do zabijania dzieci już narodzonych, które nie czują się kochane przez swoich rodziców.

Aborcja jest w każdej sytuacji większym złem nie tylko dlatego, że oznacza zabicie niewinnego człowieka, ale także dlatego, że oznacza nieodwracalną krzywdę dla matki zabijanego dziecka. Będąc drastyczną interwencją chirurgiczną w najbardziej delikatne narządy kobiecego organizmu aborcja powoduje niepłodność, stany zapalne, nowotwory, komplikacje przy następnej ciąży. Nie sposób wyliczyć tu wszystkich możliwych zagrożeń. Wspomnę jeszcze tylko o jednym. Istnieje bezpośredni związek między aborcją a rakiem piersi. Związek ten wynika z faktu, że od chwili poczęcia przez pierwsze sześć miesięcy ciąży organizm kobiety wydziela hormony, które między innymi stymulują zmiany w piersiach. Dopiero od szóstego miesiąca ciąży pojawiają się hormony, które kontrolują i zamykają ten proces. Gdy kobieta podda się aborcji, wtedy takie hormony już się nie pojawią, a przez to ogromnie wzrasta prawdopodobieństwo raka piersi. Na ten temat przez kilka lat prowadzono na wielką skalę badania na Wydziale Medycyny Uniwersytetu w Seattle (USA). Ich wyniki opublikowano we wrześniu 1994 roku. Okazuje się, że gdy aborcji dokonuje się przy pierwszej ciąży, a matka dziecka ma osiemnaście lat lub mniej, to prawdopodobieństwo raka piersi wzrasta u niej 800 razy, czyli 80.000% , w stosunku do kobiet, które nie poddały się aborcji.

Oprócz konsekwencji fizycznych kobiety przeżywają także bardzo bolesne konsekwencje psychiczne i duchowe aborcji, zwane syndromem poaborcyjnym. Są to bolesne rany psychiczne i duchowe, które przejawiają się w wyrzutach sumienia, lęku, niepokoju, żalu do siebie i do innych ludzi. Aborcja jest okrutnym gwałtem na kobiecej wrażliwości i na jej powołaniu do ochrony życia. Prawdziwy postęp oznacza takie wychowanie mężczyzn, by umieli kochać i respektować kobiety, by potrafili tak zorganizować życie społeczne i rodzinne, aby rodzenie dzieci było wyrazem wzajemnej miłości i odpowiedzialności rodziców oraz by nie wymagało od matek heroicznego poświęcenia.

 

Ks. Marek Dziewiecki.

 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/seks_noblicza.html


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Miłość i fizyczna bliskość.

piątek, 13 lutego 2009 17:42

Warunkiem czystości jest wielka miłość,
a nie wielki dystans fizyczny.


Rozbieżności w patrzeniu na fizyczną bliskość między chłopcami i dziewczętami i na ewentualne zagrożenia w tym względzie, wynikają głównie z braku rozróżnienia między podnieceniem a pożądaniem. To pierwsze jest spontaniczną reakcją organizmu, a to drugie jest postawą. Podniecenie jest problemem moralnym tylko wtedy, gdy ktoś je prowokuje - u samego siebie lub u drugiej osoby. Pożądanie jest winą moralną zawsze, gdyż człowiek pożądliwy traktuje drugą osobę jak swoją własność i jak narzędzie do zaspokojenia przyjemności. Jezus stanowczo przestrzega przed postawą pożądania, a nie przed spontanicznymi odruchami ciała. Zwykle podniecenie seksualne pojawia się spontaniczne, zwłaszcza u nastoletnich chłopców. Nie jest ono wtedy winą moralną. Podobnie, jak winą moralną nie jest, na przykład, silne odczucie ochoty na zjedzenie czekolady. Nikt ze zdrowych fizycznie młodych ludzi nie uniknie - przynajmniej czasami - stanu podniecenia seksualnego. Chodzi natomiast o to, by tego stanu nie prowokować, a gdy się pojawi, by nad nim stanowczo, a jednocześnie pogodnie panować.

Chrześcijaństwo jest religią realizmu, a nie religią strachu. Właśnie dlatego uczy miłości wcielonej nie tylko w słowa i czyny, ale też w bliskość fizyczną. Trudno dorastać do narzeczeństwa i do małżeństwa w dwóch sytuacjach: wtedy, gdy on i ona skupiają się na cielesności i ulegają pożądaniu, ale także wtedy, gdy on i ona boją się jakiejkolwiek formy fizycznej bliskości. Dorastanie do miłości wymaga panowania nad sobą w każdej dziedzinie. Wymaga zwłaszcza panowania nad emocjami i nad fizycznym pobudzeniem. Ktoś, kto nie panuje nad sobą, nie dorośnie do czystości ani do wierności, choćby w okresie narzeczeństwa nawet nie uścisnął dłoni tej drugiej osoby.

Mądrość i odpowiedzialność polega na tym, by fizyczna bliskość między chłopakiem a dziewczyną, była proporcjonalna do więzi, którą już zbudowali oraz do stopnia dojrzałości obydwu stron. Im bardziej ona i on rozumieją i szanują siebie nawzajem, tym bardziej staje się naturalne to, że siadają blisko siebie, że mogą się serdecznie przytulić czy pocałować na powitanie i pożegnanie, że cieszą się bliskością siebie w tańcu czy że okazują sobie inne gesty czułości, na przykład pogłaskanie po twarzy. Ważne, by żadna ze stron nie traktowała bliskości fizycznej jako głównego elementu ich spotkań czy jako największego źródła radości. Ważne jest też, by nigdy nie pozwalać sobie na taką formę bliskości czy czułości, która ma podtekst erotyczny czy która niepokoi choćby jedną ze stron.

Chrześcijaństwo w żadnej dziedzinie życia nie daje prostych, magicznych recept na dojrzałość, lecz daje recepty prawdziwe. Najpewniejszym sposobem zachowania czystości przedmałżeńskiej i wzajemnej wierności małżeńskiej nie jest zachowanie największego nawet dystansu fizycznego, lecz uczenie się największej miłości. Im bardziej on i ona cieszą się tą drugą osobą, a nie jedynie jej czy jego ciałem, tym mniejsze jest ryzyko, że ich bliskość fizyczna przybierze nierozważne formy. Ten, kto kocha, w każdej sytuacji widzi całą osobę i nią się zachwyca. Kto nie kocha, ten w każdej sytuacji dostrzeże jedynie ciało tej drugiej osoby. Nawet jeśli trzyma się od niej na dystans i widzi jedynie jej twarz.

 

Ks. Marek Dziewiecki


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Czystość jest błogosławieństwem.

piątek, 13 lutego 2009 17:35

Czystość to świadomość, że osoba
jest nieskończenie ważniejsza niż przyjemność.


Bóg stworzył ludzi po to, by kochali i by szukali radości, a nie po to, by pożądali i by szukali przyjemności. Czystość to trwanie w Bożej miłości. To świadomość, że moje serce pozostaje niespokojne, jeśli odnoszę się do samego siebie czy do drugiego człowieka w sposób inny niż pragnie tego Bóg. Warunkiem życia w czystości jest integracja cielesności, płciowości, seksualności i uczuciowości wokół miłości. Człowiek czysty to ktoś, kto kocha i kto nie chce brudzić siebie żadną myślą, słowem czy zachowaniem, które nie jest godne dziecka Bożego. Czystość chroni miłość i prowadzi do radości. Zaprzeczeniem czystości jest skupianie się na cielesności, instynktach i popędach oraz szukanie przyjemności za każdą cenę. Negatywne konsekwencje nieczystości bywają bolesne, począwszy od masturbacji i pornografii, a skończywszy na uzależnieniach, skrajnym egoizmie, demoralizacji, a nawet utracie zdrowia i życia.

Czystość to bycie darem dla drugiej osoby, a nieczystość to bycie złodziejem, który chce wykraść komuś godność i niewinność tak, jak złodziej usiłuje wykraść rzeczy, które do niego nie należą. Seksualność czysta to spotkanie dwóch osób, połączonych miłością małżeńską, a seksualność nieczysta to spotkanie dwóch popędów lub popędu z uległością. Miłość, która nie panuje nad popędem, nie jest prawdziwą miłością. Więź oparta na pożądaniu sprawia, że seksualność staje się przekleństwem, czyli miejscem wyrażania przemocy (do gwałtu włącznie) i miejscem przekazywania śmierci (do aborcji i AIDS włącznie). Natomiast miłość dojrzała owocuje wzruszającą bliskością i czułością. Czystość nie wynika z lęku przed ciałem, seksualnością czy przyjemnością. Wynika natomiast z postawienia miłości na pierwszym miejscu. Osoba jest tak niezwykłym dobrem, że jedynym właściwym odniesieniem do niej jest miłość oczyszczona z egoizmu i pożądania. Czystość chroni człowieka przed pokusą, by używać drugą osobę lub samego siebie (!) jako środka, a nie jako celu działania. Wartość osoby nieskończenie przewyższa przecież wartość przyjemności!

Biblia ukazuje zjednoczenie kobiety i mężczyzny jako wielką tajemnicę miłości (por. Rdz 1,27; 2,23). Chrystus w sposób stanowczy chroni nierozerwalną i czystą miłość małżeńską (por. Mt 19, 3-12). Małżeństwo jest jedyną formą więzi między kobietą a mężczyzną, w której współżycie seksualne może uzyskać w pełni osobowy i odpowiedzialny charakter. Chodzi tu przecież o więź nieodwołalną, wierną, wyłączną i płodną. Jedynie w małżeństwie opartym na takiej więzi seksualność respektuje podwójną wolę Boga: by chronić godność osoby w kontakcie seksualnym i by w sposób godny człowieka przekazywać życie. Współżycie seksualne jest najsilniejszym gestem bliskości i odpowiedzialności. Właśnie dlatego ludzie dojrzali i zdrowi psychicznie rezerwują współżycie do najsilniejszej więzi między kobietą a mężczyzną, jaka jest możliwa na tej ziemi, czyli do więzi małżeńskiej. Współżycie przed ślubem to jedynie spotkanie mężczyzny i kobiety. Współżycie po ślubie to spotkanie męża i żony, którzy są dla siebie nawzajem darem od Boga. Jeden ze studentów postawił mi pytanie o to, czy lepsze jest „czyste" współżycie przedmałżeńskie dwojga zakochanych czy też nieczyste współżycie małżeńskie, gdy dokonuje się poza kontekstem wzajemnej miłości. Odpowiedziałem rozmówcy, że nie musi wybierać między dwoma złymi alternatywami, gdyż uczeń Chrystusa ma pozytywną możliwość: dorastać do czystego współżycia w małżeństwie.

Czystość przedmałżeńska ogromnie ułatwia trwanie w czystości małżeńskiej. Czystość małżeńska to świadomość, że miłość nie jest chwilową namiętnością. Seksualność, która wyprzedza miłość, niszczy wolność, zabija entuzjazm i uczy egoizmu. Współżycie poza miłością jest gwałtem także w małżeństwie. Największym ciosem w czystość małżeńską jest zdrada małżeńska. Współżycie seksualne związane jest z przekazywaniem życia. Czystość chroni również tę sferę przed wypaczeniami. Jest gwarancją tego, że małżonkowie nie będą rozdzielać miłości małżeńskiej od miłości rodzicielskiej. Ponieważ czystość umacnia miłość małżeńską, to tym samym umacnia także miłość rodzicielską. Jednocześnie chroni przed współżyciem wtedy, gdy przekazywanie życia nie byłoby odpowiedzialne. Współżycie czyste respektuje współmałżonka: jego nastroje, stan zdrowia, przeżycia i potrzeby. Respektuje także rytm odpowiedzialnego rodzicielstwa. Kochający mąż nigdy nie zaproponuje żonie antykoncepcji po to, by zaspokoić swoje popędy. Antykoncepcja prowadzi do traktowania kobiety jak rzeczy, która powinna pozostawać nieustannie do dyspozycji mężczyzny.

Wzorem dla małżonków wszystkich czasów jest Maryja i Józef. Oni stworzyli najpiękniejszą historię czystej i wiernej miłości kobiety i mężczyzny. Ich historia to potwierdzenie, że fundamentem ludzkiej miłości jest więź z Bogiem oraz czystość i wierność małżonków.

 

Ks. Marek Dziewiecki
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Czystość w świetle Katechizmu Kościoła Katolickiego.

piątek, 02 stycznia 2009 19:04

II. Powołanie do czystości

2337 Czystość oznacza osiągniętą integrację płciowości w osobie, a w konsekwencji wewnętrzną jedność człowieka w jego bycie cielesnym i duchowym. Płciowość, w której wyraża się przynależność człowieka do świata cielesnego i biologicznego, staje się osobowa i prawdziwie ludzka, gdy zostaje włączona w relację osoby do osoby, we wzajemny dar mężczyzny i kobiety, który jest całkowity i nieograniczony w czasie.
Cnota czystości obejmuje zatem integralność osoby i integralność daru.

Integralność osoby

2338 Osoba żyjąca w czystości zachowuje integralność obecnych w niej sił życia i miłości. Integralność ta zapewnia jedność osoby i sprzeciwia się wszelkiemu raniącemu ją postępowaniu. Nie toleruje ani podwójnego życia, ani podwójnej mowy 82 .

2339 Czystość domaga się osiągnięcia panowania nad sobą, które jest pedagogią ludzkiej wolności. Alternatywa jest oczywista: albo człowiek panuje nad swoimi namiętnościami i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się nieszczęśliwy 83 . "Godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego. Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy uwalniając się od wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swojego celu drogą wolnego wyboru dobra oraz zapewnia sobie skutecznie i pilnie odpowiednie pomoce" 84 .

2340 Kto chce pozostać wierny przyrzeczeniom chrztu i przeciwstawić się pokusom, podejmie w tym celu środki takie, jak: poznanie siebie, praktykowanie ascezy odpowiedniej do spotykanych sytuacji, posłuszeństwo przykazaniom Bożym, ćwiczenie się w cnotach moralnych i wierność modlitwie. "Czystość integruje nas na nowo i prowadzi do jedności, którą utraciliśmy, rozpraszając się w wielości" 85 .

2341 Cnota czystości pozostaje w zależności od kardynalnej cnoty umiarkowania, która zmierza do przeniknięcia rozumem uczuć i popędów ludzkiej zmysłowości.

2342 Panowanie nad sobą jest zadaniem długotrwałym. Nigdy nie należy uważać, że zdobyło się je raz na zawsze. Zakłada ono wysiłek podejmowany we wszystkich okresach życia 86 . Wymagany wysiłek powinien być bardziej intensywny w pewnych okresach - gdy kształtuje się osobowość, w dzieciństwie i w młodości.

2343 W dziedzinie czystości znane są prawa wzrostu, który dokonuje się etapami naznaczonymi niedoskonałością i dość często grzechem. "Człowiek cnotliwy i czysty formuje się dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje; dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swojego rozwoju" 87 .

2344 Czystość jest zadaniem wyjątkowo osobistym; zakłada również wysiłek kulturowy, gdyż istnieje "wzajemna zależność między postępem osoby ludzkiej i rozwojem społeczeństwa" 88 . Czystość zakłada poszanowanie praw osoby, szczególnie prawa do otrzymywania informacji i wychowania, które szanują moralne i duchowe wymiary życia ludzkiego.

2345 Czystość jest cnotą moralną. Jest ona również darem Bożym, łaską, owocem działania Ducha 89 . Duch Święty uzdalnia odnowionego wodą chrztu do naśladowania czystości Chrystusa 90 .

Integralność daru z siebie

2346 Miłość jest formą wszystkich cnót. Pod jej wpływem czystość jawi się jako szkoła daru z własnej osoby. Panowanie nad sobą jest podporządkowane darowi z siebie. Czystość prowadzi tego, kto ją praktykuje, do stawania się wobec bliźniego świadkiem wierności i czułości Boga.

2347 Cnota czystości rozwija się w przyjaźni. Wskazuje ona uczniowi, jak iść za Chrystusem i jak Go naśladować, ponieważ wybrał nas na swoich przyjaciół 91 oddał się nam całkowicie i uczynił nas uczestnikami swojej Boskiej natury. Czystość jest obietnicą nieśmiertelności.
Czystość przejawia się szczególnie w przyjaźni wobec bliźniego. Przyjaźń rozwijana między osobami tej samej płci bądź różnych płci stanowi wielkie dobro dla wszystkich. Prowadzi do wspólnoty duchowej.

Różne formy czystości

2348 Każdy ochrzczony jest powołany do czystości. Chrześcijanin "przyoblekł się w Chrystusa" (Ga 3, 27), wzór wszelkiej czystości. Wszyscy wierzący w Chrystusa są powołani do życia w czystości zgodnie z różnymi stanami życia. W chwili chrztu chrześcijanin zobowiązał się do czystego przeżywania swojej uczuciowości.

2349 "Wszyscy ludzie powinni odznaczać się cnotą czystości stosownie do różnych stanów swego życia; jedni, przyrzekając Bogu dziewictwo lub święty celibat, w ten sposób mogąc łatwiej poświęcić się niepodzielnym sercem Bogu; inni natomiast prowadząc życie w taki sposób, jaki prawo moralne określa dla wszystkich, zależnie od tego, czy są związani małżeństwem, czy nie" 92 . Osoby związane małżeństwem są wezwane do życia w czystości małżeńskiej; pozostali praktykują czystość we wstrzemięźliwości:

Istnieją trzy formy cnoty czystości: jedna dotyczy stanu małżeńskiego, druga - wdowieństwa, trzecia - dziewictwa. Nie pochwalamy jednej z nich z wyłączeniem pozostałych... Dyscyplina Kościoła pod tym względem jest bogata 93 .

2350 Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości.

Wykroczenia przeciw czystości

2351 Rozwiązłość jest nieuporządkowanym pożądaniem lub nieumiarkowanym korzystaniem z przyjemności cielesnych. Przyjemność seksualna jest moralnie nieuporządkowana, gdy szuka się jej dla niej samej w oderwaniu od nastawienia na prokreację i zjednoczenie.

2352 Przez masturbację należy rozumieć dobrowolne pobudzanie narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności cielesnej. "Zarówno Urząd Nauczycielski Kościoła wraz z niezmienną tradycją, jak i zmysł moralny chrześcijan stanowczo stwierdzają, że masturbacja jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym". "Bez względu na świadomy i dobrowolny motyw użycie narządów płciowych poza prawidłowym współżyciem małżeńskim w sposób istotny sprzeciwia się ich celowości". Poszukuje się w niej przyjemności płciowej poza "relacją płciową, wymaganą przez porządek moralny, która urzeczywistnia <<w kontekście prawdziwej miłości pełny sens wzajemnego oddawania się sobie i przekazywania życia ludzkiego>>" 94 .
W celu sformułowania wyważonej oceny odpowiedzialności moralnej konkretnych osób i ukierunkowania działań duszpasterskich należy wziąć pod uwagę niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które mogą zmniejszyć, a nawet zredukować do minimum winę moralną.

2353 Nierząd jest zjednoczeniem cielesnym między wolnym mężczyzną i wolną kobietą poza małżeństwem. Jest on w poważnej sprzeczności z godnością osoby ludzkiej i jej płciowości w sposób naturalny podporządkowanej dobru małżonków, jak również przekazywaniu życia i wychowaniu dzieci. Poza tym nierząd jest poważnym wykroczeniem, gdy powoduje deprawację młodzieży.

2354 Pornografia polega na wyrwaniu aktów płciowych, rzeczywistych lub symulowanych, z intymności partnerów, aby w sposób zamierzony pokazywać je innym. Znieważa ona czystość, ponieważ stanowi wynaturzenie aktu małżeńskiego, wzajemnego intymnego daru małżonków. Narusza poważnie godność tych, którzy jej się oddają (aktorzy, sprzedawcy, publiczność), ponieważ jedni stają się dla drugich przedmiotem prymitywnej przyjemności i niedozwolonego zarobku. Przenosi ona ich wszystkich w świat iluzoryczny. Pornografia jest ciężką winą. Władze cywilne powinny zabronić wytwarzania i rozpowszechniania materiałów pornograficznych.

2355 Prostytucja narusza godność osoby, która oddaje się prostytucji, stając się przedmiotem przyjemności cielesnej kogoś drugiego. Ten, kto płaci, grzeszy ciężko przeciw sobie samemu; niszczy czystość, do której zobowiązuje go chrzest, i znieważa swoje ciało, świątynię Ducha Świętego 95 . Prostytucja stanowi plagę społeczną. Dotyka na ogół kobiety, lecz także mężczyzn, dzieci i młodzież (w dwóch ostatnich przypadkach grzech jest jednocześnie zgorszeniem). Oddawanie się prostytucji jest zawsze grzechem ciężkim, jednak nędza, szantaż i presja społeczna mogą zmniejszyć odpowiedzialność za winę.

2356 Gwałt oznacza wtargnięcie przemocą w intymność płciową osoby. Jest naruszeniem sprawiedliwości i miłości. Rani on głęboko prawo każdego człowieka do szacunku, wolności oraz integralności fizycznej i moralnej. Wyrządza poważną krzywdę ofierze i może wywrzeć piętno na całym jej życiu. Jest zawsze czynem wewnętrznie złym. Jeszcze poważniejszy jest gwałt popełniony przez rodziców (por. kazirodztwo) lub wychowawców na dzieciach, które są im powierzone.

Czystość i homoseksualizm

2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie 96 , zawsze głosiła, że "akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane" 97 . Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

2358 Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować  te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej

 

II. Walka o czystość

2520 Chrzest udziela temu, kto go przyjmuje, łaski oczyszczenia ze wszystkich grzechów. Ochrzczony powinien jednak nadal walczyć z pożądaniem ciała i z nieuporządkowanymi pożądliwościami. Za pomocą łaski Bożej osiąga to oczyszczenie:
- przez cnotę i dar czystości, ponieważ czystość pozwala miłować sercem prawym i niepodzielnym;
- przez czystość intencji, która polega na dążeniu do prawdziwego celu człowieka; ochrzczony stara się z prostotą rozpoznawać wolę Bożą i pełnić ją we wszystkim 247 ;
- przez czystość spojrzenia, zewnętrznego i wewnętrznego; przez czuwanie nad uczuciami i wyobraźnią, przez odrzucenie jakiegokolwiek upodobania w myślach nieczystych, które skłaniają do odejścia z drogi Bożych przykazań: "Widok roznamiętnia głupich" (Mdr 15, 5);
- przez modlitwę:

Mniemałem, że do powściągliwości człowiek jest zdolny o własnych siłach, a ja w sobie tych sił nie dostrzegałem. Głupiec, nie wiedziałem, że - jak napisano - nikt nie może być powściągliwy, jeśli Ty mu tego nie udzielisz. Udzieliłbyś mi na pewno, gdybym z głębi serca wołał do Ciebie i gdybym miał wiarę dostatecznie mocną, by moje troski Tobie powierzyć 248 .

2521 Czystość domaga się wstydliwości. Jest ona integralną częścią umiarkowania. Wstydliwość chroni intymność osoby. Polega ona na odmowie odsłaniania tego, co powinno pozostać zakryte. Wstydliwość jest związana z czystością, świadczy o jej delikatności. Kieruje ona spojrzeniami i gestami, które odpowiadają godności osób i godności ich zjednoczenia.


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (3) | Powiedz coś...

Nieczystość.

piątek, 02 stycznia 2009 18:56
Jest takie starodawne powiedzenie, że szatan ożenił się z bezbożnością i miał z nią kilka córek, które powydawał za mąż za różne stany.

-          Pychę za szlachcica. - Skąpstwo i Oszustwo za chłopa i kupca.
Zazdrość dostała się dworakom.
Natomiast najbardziej ulubioną córkę, Nieczystość, nie wydał nikomu w małżeństwo, lecz kazał uprawiać nierząd ze wszystkimi, aby jak najwięcej ludzi chwycić w swe sidła. Jest to bowiem grzech, który trudno wymówić bez rumieńca wstydu, a który spotykamy często w formie najobrzydliwszej i najpodlejszej. Jest to grzech, który hańbi starych, wyniszcza i deprawuje młodzież, rozbija rodziny, który przyniósł tysiące nieszczęść całemu światu, który można spotkać wszędzie, w każdym stanie i narodzie.

-          Grzechem nieczystości jest wszystko, co obraża i narusza cnotę wstydliwości, bez względu na to, czy uczynek został popełniony sam ze sobą, czy z innymi. Grzechem nie są jednak same uczynki!
Grzechem jest wszystko co bezwstydne, nieskromne, nieczyste, i wszystko jedno czy to będą myli, pragnienia, spojrzenia, słowa czy uczynki. I trzeba dodać, że wszystkie grzechy nieczyste są z natury swojej grzechami śmiertelnymi chyba że, nie były uczynione w pełni świadomie czy dobrowolnie.

-          - Każda myśll, chociaż najkrótsza, jeżeli była z upodobaniem i dobrowolnie pozwoliliśmy na nią jest grzechem ciężkim.
- Każda chęć, czyli pragnienie spełnienia uczynku nieczystego jest -grzechem ciężkim. - Nieskromne spojrzenia na siebie i innych oraz oglądanie pornografii czy podobnych filmów, słuchanie takich rozmów czy mówienie takich rzeczy - jest grzechem ciężkim. - Współdziałanie w cudzym grzechu czy to przez ułatwianie jego popełnienia, doradzanie, czy namawianie - jest grzechem ciężkim.
- Jeżeli biernie się przyglądamy i nic nie czynimy przeciw, z obojętności czy lenistwa - także grzeszymy ciężko.

-          Wprawdzie grzech nieczysty unika światła dziennego i troskliwie się ukrywa w ciemnościach nocy, to jednak wyciska pewne cechy i znamiona na tych, którzy się go dopuszczają. Po tym można ich odróżnić od ludzi czystych. I tak:

-          - Próżniacy, którzy nie mają co robić całymi dniami i ci co błąkają się po ulicach bez żadnego celu mylicie, że są czyści? To przecież "lenistwo jest matką wszystkich występków" i diabeł takim ludziom podsuwa najstraszniejsze myli i najgorsze pragnienia oraz chęci, przed którymi nie może ani nie chce się bronić.
- Obżartuch i pijak także nie może być czysty bo nieumiarkowanie jest matką wszystkich nieczystości". Ciało nadmiernie napchane albo upojone musi brykać.
- Czy będą czystymi ci, którzy ciągle powtarzają nieskromne kawały i czynią nieprzyzwoite żarty. Nie, oni nie są czyści.
- A panienki nieskromnie ubrane, które wystawiają swoje ciało na widok jak kupiec towar na sprzedaż, czy ich cnotą będzie czystość?
- A ci, którzy się za nimi oglądają i wszędzie wypatrują czy takich nie ma, oczami rzucają ciągle to na prawo, to na lewo, czy tacy będą czyści?

-          Św. Augustyn powiada: "Nie powiadajcie, że macie serce skromne, skoro oczu nie możecie poskromić, bo nieposkromione oczy są posłańcami nieposkromionego serca".


Skutki grzechu nieczystości
Przede wszystkim grzech ten jest hańbą dla tego, kto go popełnia. Dowodem na to jest to, że się wstydzimy po popełnieniu go, a także to, że ukrywamy się z nim przed innymi. Nawet na spowiedzi staramy się go pomniejszyć, ubarwić czy usprawiedliwić. Nieczystość była od wieków uważana za hańbę przez wszystkie ludy i narody. Ten właśnie grzech najbardziej ze wszystkich poniża ludzką godność, a służba ciału jest tak niska, że hańbi zawsze człowieka. Św. Bernard pisze: "Człowiek pyszny grzeszy wprawdzie, lecz grzeszy po ludzku. Kto oddaje się rozpuście, grzeszy jak bydle. Grzesząc za jak bydle, nie ma już rozumu, któryby go odróżniał od bydlęcia".

Zabiera duszy niewinność, którą jesteśmy ozdobieni od chrztu w. Tej nieczystości raz utraconej, nigdy nie będziemy mogli odzyskać za żadną cenę. Nie odzyskamy jej na-wet gdybyśmy oddali cały wiat. I żadna, nawet największa pokuta, wyrzeczenie, modlitwy czy żal nam jej nie przywrócą. Niewinność utracona, przepada raz na zawsze. Razem z niewinnością tracimy często wiarę, gdyż często sam grzesznik ją wyrzuca ze swego serca, by nie mieć wyrzutów sumienia. Z drugiej strony traci poczucie tego co wyższe, co piękne, co duchowe, co ma naprawdę wartość. Mówi w. Paweł: "Człowiek cielesny nie pojmuje tego co duchowe" (1 Kor. 2. 14). Z nieczystością jest tak, ze jeśli popełnimy ten grzech, to potem trudno się jest od niego uwolnić i popełniamy go kolejny raz, mimo chęci po-prawy i szczerych postanowień. Przy najbliższej okazji uczynimy to samo i chociaż potem byśmy tego żałowali i mieli wyrzuty sumienia to i tak powracamy i czynimy kolejny raz to samo, chyba że, otrzymamy szczególną łaskę zwyciężenia tej strasznej pokusy. A dotyka ona wszystkich: młodych i starych i nie uwolnimy się od niej do końca naszego życia.

Osłabia i przytępia pamięć, a wyobraźnię wypełnia najgorszymi obrazami. Przez to nieczystość niszczy bardzo pobożność, bojaźń Bożą, wiarę i umiłowanie cnoty.

Grzech ten przynosi szkodę także ciału. Jest powodem wielu chorób, o których słyszymy tak wiele w telewizji, czytamy w prasie czy spotykamy wśród bliskich.

Skutkiem nieczystości są kłamstwa, morderstwa, krzywoprzysięstwa, zdrady małżeńskie, świętokradztwa, niewierność, a nawet samobójstwa. To za ten grzech Bóg ukarał ziemię potopem, spalił ogniem Sodomę i Gomorę, a ocalił sprawiedliwego Noego i Lota.

Środki przeciw nieczystości
Pierwszym takim środkiem jest częsta i dobra modlitwa. Bez łaski Bożej nigdy nie pokonamy tej zmysłowej żądzy a Bóg łaski wytrwania w pokusie nigdy i nikomu nie odmówi, ale trzeba o nią prosić w gorącej modlitwie. Pan nasz Jezus Chrystus mówi: "Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie" (Mt. 26, 41).
Każdy więc, kto będzie prosił o tę łaskę, będzie się cieszył szczególną opieką Bożą i nie będzie żadnej pokusy, której nie mógłby pokonać.

Należy czuwać i poskramiać zmysły, szczególnie wzroku i słuchu. Należy więc unikać oglądania wszystkiego co prowokuje do powstawania myli nieczystych tj. brudnych filmów i obrazów. Uciekać z miejsca, gdzie prowadzi się takie rozmowy, a zająć umysł np. ciekawą lekturą czy sportem lub nauką.

Trzeba strzec się lenistwa i próżniactwa, gdyż szatan chętnie wykorzystuje naszą bezczynność i czyni nas swoimi niewolnikami i wypełnia nas najokropniejszymi myślami i wyobrażeniami.

Często do tego grzechu nakłaniają nas koledzy, dlatego dobrze należy wybierać towarzystwo w jakim chcemy przebywać.

Tych wszystkich środków uda nam się użyć jeśli tylko będziemy mieć dobrą wolę i będziemy otwarci na łaskę Bożą.

"Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt. 5,8).

 


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (3) | Powiedz coś...

PORNOGRAFIA- o co tu chodzi?

piątek, 19 grudnia 2008 16:53

Czasami młodzi ludzie przyznają się, że oglądali „filmy dla dorosłych". Czy to dziwne określenie nie wskazuje na to, że te dzieci są wychowywane w klimacie pruderii? Czy nie powinny wiedzieć i widzieć co się dzieje na tym świecie?

 

Zgoda! Wyraz „filmy dla dorosłych" nie jest szczęśliwy, a nawet mylny. Jeżeli chodzi o filmy pornograficzne, to one są niedobre również dla dorosłych. Owszem, dla dzieci są jeszcze bardziej szkodliwe (podobnie jak palenie papierosów, używanie alkoholu i tp.). Młodzy człowiek w wieku dorastania bardziej wrażliwie reaguje na obrazy pobudzające nadmiernie jego seksualność. To prowadzi to zaburzeń w rozwoju i raczej przeszkadza w dojrzewaniu, a nie wspiera go.

Mogą istnieć takie filmy lub publikacje, które dojrzały człowiek ogląda z mniejszą szkodą, ale jeżeli chodzi o właściwą pornografię, to także w nim pozostawia ona negatywne ślady. Powinniśmy pornografię zawsze nazywać po imieniu, będąc świadomi, że ona jednak jest szkodliwa dla wszystkich. Wyraz „filmy dla dorosłych" przypomina, że prawodawca kiedyś bardziej konsekwentnie chronił młodzież, zostawiając dorosłym więcej wolności. Jeżeli jednak człowiek mając 18 i więcej lat decyduje się na konsumpcję szkodliwych produktów, to wobec prawa może być w porządku, ale nie automatycznie jest tak wobec sumienia. Uważam, że lepiej nie mówić o „filmach dla dorosłych", ponieważ oni też obciążają swoje sumienie.

 

 

Dlaczego pornografia ma być tak szkodliwa? Czy nie lepiej powiedzieć dziecku prawdę o życiu i jego powstaniu, aniżeli ogłupiać je bajką o bocianie? Przecież ludzkie ciało i seksualność są dziełem Boga.

 

I dlatego ludzkie ciało i seksualność są cennym darem, który młody człowiek może i musi odkryć, aby go cenić. Też jestem przeciwko używaniu bajki o bocianie, to tylko niszczy w dzieciach zaufanie do dorosłych i prowadzi do szukania prawdy w niewłaściwych źródłach. Ale pornografia na pewno nie nadaje się na środek dydaktyczny w trakcie uświadamiania dzieci. Istota pornografii polega na budzeniu instynktów i pragnień, aby prowadzić do przeżycia seksualnego i do naśladowania. Akurat nie o to chodzi w nauczaniu młodzieży, której mamy przekazać wiedzę rozwijając odpowiedzialność na podstawie etyki i moralności. Dlatego uświadomienie dzieci powinno być przede wszystkim sprawą rodziny. Sama nauka biologii nie wystarczy. Pornografia nie uczy, ale zaślepia- nie pomaga w życiu, ale uzależnia.

 

 

Dlaczego pornografia ma być takim złem? jest przecież dużo ludzi, którzy nie mają partnera seksualnego, a też potrzebują trochę przyjemności. Czy nie lepiej pomagać im przez porno, niż ryzykować więcej gwałtów?

 

Pornografia jako pomoc w problemach seksualnych to ślepa ulica (podobnie jak inne formy uzależnienia) pod pretekstem pomocy ludziom w kłopotach. Jak alkohol nie pomaga rozwiązywać problemów życiowych, papierosy nie nadają się na środek uspokajający, a narkotyki nie są źródłem właściwego szczęścia, tak samo seksualizm nie daje rozwoju i radości życia. Obojętnie czy w kontakcie z drugą osobą lub w relacji do samego siebie (onanizm), czy z pomocą środków pobudzających (wzrokowych, słuchowych, farmakologicznych) erotyzowanie się w celu przeżycia przyjemności degraduje człowieka.

Seksualność jest dana człowiekowi nie przede wszystkim po to, aby przeżyć przyjemność, ale aby był szczęśliwy pogłębiając i przekazując własną miłość. Ona jest wyrazem wzajemnego dawania i przyjmowania, jest owocem szacunku, życzliwości i często też ofiarności dla dobra ukochanej osoby. Pornografia natomiast budzi egoistyczne instynkty, prowadzi do postawy konsumpcyjnej, do używania dla własnej przyjemności tego co ma służyć miłości i życiu. Dlatego nie pobudza miłości, ale ją niszczy.

Kto chce pomagać ludziom samotnym lub nieszczęśliwym w małżeństwie, niech uczy ich kochać też niezależnie od seksualności. Opanowana seksualność jest źródłem szczęścia dla wszystkich, czy przed małżeństwem, w małżeństwie, czy w innym powołaniu.

 

 

Czy dobry film pornograficzny nie może być jednak pomocą dla małżeństw, w które wkradła się nuda, ponieważ nie umieją sobie nawzajem dać satysfakcji erotycznej?

 

Niestety, tak nie można ratować sytuacji. Jeżeli brakuje harmonii i satysfakcji w intymności małżeńskiej, to raczej nie jest problemem łóżka, ale zazwyczaj braku wyrozumiałości, delikatności i pomocy wzajemnej... w ciągu całego dnia. Całe życie współmałżonkowie powinni się starać o pogłębienie wzajemnej miłości. Sfera erotyczna jest przy tym tylko jednym, chociaż ważnym aspektem. Przez oglądanie filmów, lub innych produktów erotycznych współżycie małżeńskie może ucierpieć wielką szkodę. Często pornografia jest powodem nawet gwałtów w małżeństwie, ponieważ porno nie pobudza miłości, ale prowadzi do egoistycznego i poniżającego używania drugiej osoby. Rozumiem dobrze kobietę, która opowiadała o tym, jak szczęśliwa była, kiedy mąż spokojnie i zdecydowanie wstał, i bez większego komentarza wyłączył telewizor, gdy zaczęło się jakieś porno. Ona była nie tylko wdzięczna mężowi, ale rósł w niej szacunek i miłości do partnera.

 

 

Cały świat jest pod wpływem pornograficznych obrazów. Trudno znaleźć warsztat lub biuro, gdzie nie wisi jakieś „jednoznaczne" zdjęcie. Czy nie lepiej hartować się i być normalnym, niż wszędzie przeżywać skrępowanie?

 

Nie ma hartowania od środków uzależniających. Do pewnego stopnia można się przyzwyczaić do pornograficznych obrazów (jak np. do papierosów), ale to nie znaczy, że palenie jest już nieszkodliwe. Wydaje mi się, że dla człowieka jest większym wstydem, jeżeli nie krępuje się wobec pornograficznej reklamy i podobnych obrazów (udając obojętność), niż wyrażenie niezgody. Wszyscy ludzie dobrej woli czując odpowiedzialność wobec społeczeństwa powinni głośno protestować wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe. Trzeba bojkotować produkty reklamowane z pomocą pornograficznych obrazów. Dlaczego nie protestować w sklepie, w urzędzie, w warsztacie... gdzie wiszą niemoralne obrazy? Opowiadał uczeń pewnej drukarni, jak w „świętym gniewie" zdjął demonstracyjnie powieszone tam zdjęcie pornograficzne, wymieniając je na obraz Matki Bożej. Był dobrym i lubianym kolegą i dlatego przeszedł mu ten „numer". Można pamiętać o tym, co mówił Jezus: „do każdego, który się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w Niebie." (Mt 10,32). Nie zawsze jest możliwe lub wskazane w ten sposób walczyć z pornografią, ale nic nie robić i na wszystko pozwalać- to jeszcze gorzej. Trzeba bronić godności człowieka!

 

 

Jak dzieci uchronić przed pornografią? Przecież wszędzie można dostać takie gazety i filmy video. Nawet telewizja nie jest od tego wolna.

 

Szczęśliwa rodzina, która decyduje się na życie bez telewizora! Nieraz słyszałem od odpowiedzialnych młodych ludzi: dopóki nasze dzieci są małe, nie będzie w naszym domu telewizora (przecież szkodzi im nie tylko porno). Owszem, takie życie bez telewizora wymagałoby więcej aktywności od rodziców, jeżeli chodzi o wypełnienie czasu wolnego.

Ale akurat ten wspólnie przeżyty czas zabawy, wycieczek itp. tworzy więcej zaufania między rodzicami a dziećmi. To zaufanie znowu jest potrzebne, aby przekazać dzieciom wartości odmienne od tych, które poznają na ulicy i w szkole. Kto dzisiaj chce wychowywać dzieci ograniczając wpływ porno do minimalnej „dawki", musi inwestować w formacje ich sumienia. Jeżeli przez poznanie dobrych obrazów uczą się cenić właściwe piękno świata i człowieka, to już nie tak szybko ulegną pokusom fałszu zawartego w porno. Dobra formacja sumienia zawiera nie tylko przestrogi i zakazy wobec zła zawartego w porno, ale prowadzi do piękna, czystości, harmonii, szacunku i miłości. Na ile to możliwe, trzeba ograniczać wpływy porno na dzieci i jeszcze bardziej budzić w nich zdrowe ideały i miłość do Boga. Wtedy mogą same walczyć i obronić się, jeżeli rodzice i wychowawcy już nie mają możliwości bliskiej ochrony i opieki.

 

 

Czy oglądanie pornograficznych gazet lub filmów jest takim grzechem, z którego trzeba się spowiadać?

 

Prawnie jesteśmy zobowiązani do spowiedzi ze wszystkich ciężkich grzechów. Do tego wielkiego Sakramentu pojednania z Bogiem i z ludźmi nie powinniśmy jednak podchodzić tylko prawnie. Ważniejsze od legalistycznego rozróżnienia tego, co czy w szczególnym przypadku oglądanie porno było „ciężkim" czy „lekkim" grzechem, jest zrozumienie i przyznanie się, że człowiek pozwolił sobie na niedojrzałe i szkodliwe postępowanie. Liczy się nie tyle poszczególne postępowanie, ile zwyczaj oraz stosunek do seksualności i czystości w ogóle. Każdy rozumie istotną różnicę pomiędzy oglądaniem porno przypadkowo (chociaż niepotrzebnie długo, bez pilnowania oczu), a oglądaniem kaset pożyczonych z premedytacją. To drugie może stać się nawet „ciężkim" grzechem ze względu na przykre konsekwencje (wobec samego siebie i innych).

Kto uczciwie przystępuje do sakramentu pokuty i pojednania, mówi o wszystkim, co poważnie przeszkadza w relacji do Pana Boga i bliźniego. Czasami ze względu na kierownictwo duchowe wskazane jest spowiadać się nawet z poważniejszych pokus. Kto chce stać się dojrzałym i kochającym człowiekiem na wzór Chrystusa, musi uczciwie starać się o czystość. To zaczyna się od pilnowania oczu. Nie wszystkie obrazy są przydatne, nie każda przyjemność jest dobra, nie zawsze to, co ciekawe, prowadzi do pogłębienia prawdy.

Aby widzieć lepiej i głębiej istotę stworzenia i człowieka, aby rozumieć wielkość i piękno planów Boga, i znaleźć swoją rolę w nich, trzeba się świadomie ograniczyć. Kto nie potrafi mówić NIE temu wszystkiemu co prymitywne, powierzchniowe i niedojrzałe, nie będzie też umiał mówić TAK temu, co wartościowe, piękne i dojrzałe. Często jest to potrzebne- z wyraźną niezgodą odejść z pokoju, jeżeli wspólnie ogląda się niedobry film i nie jest możliwe przekonać wszystkich, że lepiej jest zmienić program. Kto jednak mimo jasnych sygnałów w sumieniu zostaje w pokoju, powinien spowiadać się nie tylko z tego, że oglądał pornograficzny film, ale również z tego, że był tchórzem zdradzając własne sumienie, że szanował bardziej człowieka niż Boga...

 

Jak się oczyszczać, jeżeli przeżycie pornograficznych obrazów działa dalej w człowieku nie dając mu spokoju, szczególnie w momentach modlitwy?

 

Nie trzeba się dziwić, że nieczyste obrazy (lub uczynki) działają jeszcze długo na człowieka, nawet po oczyszczeniu sakramentalnym (spowiedź). Przecież takie obrazy działają nie tylko w momencie oglądania, ale zakodowują się głęboko w pamięci człowieka, głębiej niż inne przeżycia. Mimo woli wracają z podświadomości- i to najczęściej wtedy, kiedy są najmniej potrzebne, zwłaszcza w czasie modlitwy. Co można uczynić dla oczyszczenia pamięci i wyleczenia uszkodzonej osobowości? Nie wystarczy, jeżeli ktoś tylko nie używa dalej tego co szkodliwe.

Jest wskazane, by świadomie i regularnie patrzeć na to, co piękne. Harmonia przyrody, dzieła prawdziwej sztuki i jeszcze bardziej kontakt z ludźmi „czystego serca" oczyszczają splamioną osobowość człowieka. Szczególną leczniczą moc mają ikony Chrystusa, Matki Bożej i innych świętych. Samo spojrzenie i kontemplacja mogą stać się modlitwą, która działa głęboko na człowieka, „ładującego się" tym, co święte. Przecież to najwyższe powołanie tego, który został stworzony „na obraz i podobieństwo" Boga. Mamy stać się żywymi obrazami Boga na tym świecie. W tym celu jest nam dane Słowo Boże i sakramenty, podczas gdy używanie pornografii niszczy obraz Boga. Jedność z Chrystusem odnawia i uszlachetnia istotę i piękno człowieka.

 

Teks pochodzi z: Ks. Winfried Wermter CPPS, Pornografia- o co tu chodzi?, Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa, Częstochowa 1997.


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

ONANIZM- Jak się z tego uwolnić?

sobota, 06 grudnia 2008 15:39
Kiedyś z ciekawości spróbowałem onanizmu (samogwałtu), potem ciągnęło mnie to, szczególnie w momentach napięcia, skłócenia, zmęczenia... Teraz już nie potrafię się z tego wyzwolić, ale to mnie męczy. Jestem potem poniżony, czuję się podle. Czy jest z tego wyjście?

 

Tak, jest wyjście z tego więzienia, z tego uzależnienia. Nie wystarczą jedynie chęci („chciałbym")- trzeba mocno decydować się: „Chcę się leczyć!" O to chodzi, szczególnie wtedy, jeżeli to uzależnienie przechodzi w nałóg. Wtedy już nie wystarczy zakaz lub świadomość grzechu. Uzależnienie (lub nałóg) zmienia charakter i osobowość człowieka. Jest w pewnym sensie chorobą, z której trzeba się leczyć, podobnie jak z alkoholizmu, czy narkomanii itp.

Jak każde leczenie, także wyzwolenie z onanizmu (masturbacji, samogwałtu, nałogowego samozaspokojenia) wymaga nie tylko jasnej decyzji, ale też pewnego czasu i fachowej rady, to znaczy pomocy kompetentnej osoby, która towarzyszy człowiekowi walczącemu z tym problemem, aż znajdzie pełną wolność.

 

Często już spowiadałem się z grzechu onanizmu, ale mam wrażenie, że to mi nic nie pomaga. Coraz bardziej wstydzę się, rośnie we mnie niechęć wobec Boga i modlitwy. Dlaczego nie czuję łaski sakramentu?

 

Sakrament pokuty i pojednania (spowiedź) nie jest automatem, który zmienia człowieka bez jego własnego udziału w leczeniu. W regularnej spowiedzi chodzi nie tylko o rozgrzeszenie, ale również o kierownictwo duchowe i poradnictwo w problemach życiowych. Dlatego powinieneś rozmawiać o twoim problemie onanizmu ze stałym spowiednikiem, lub inną doświadczoną osobą, która dobrze pozna ciebie i będzie mogła udzielić rady na różnych etapach leczenia. Dopóki traktuje się onanizm tylko jako przestępstwo lub grzech, a nie zarazem jako słabość, z której trzeba leczyć się etapami- są marne szanse, by dążyć do pełnej wolności i dojrzałości erotycznej. Trzeba więc mieć stałego spowiednika, a nie „skakać" od jednego do drugiego. Pacjent, który ze swoją chorobą co tydzień (miesiąc...) chodzi do innego lekarza, właściwie nie leczy się. Po pewnym rozejrzeniu się trzeba zaufać jednemu i trzymać się jego, również wtedy, gdy rady lub wymagania są niewygodne.

 

Od czego trzeba zacząć leczenie z onanizmu, jeśli ten problem jest już stary, a nawet „chroniczny"?

 

Jak każdy nałóg, także regularne onanizowanie się, występujące przez dłuższy okres czasu, zmienia osobowość człowieka. Leczenie z wpływu tego nałogu na życie można porównać z generalnym remontem domu.

a)      Najpierw trzeba wzmocnić „fundamenty". W naszym wypadku oznacza to troskę o życie fizyczne. Dla młodego człowieka jest ważne, by nie tylko starał się o zdrowe odżywianie się (właściwa miara, jakość), ale też miał wystarczająco ruchu (sport, gimnastyka, spacery...).

b)      Potem odnawiamy „ściany", to znaczy życie psychiczne. Aby wyjść z nałogu, trzeba nie tylko dowiedzieć się, na czym polega problem nałogu (informacja, odpowiednia literatura itp.). Tak samo ważne jest umocnienie własnej woli i budzenie zdrowych uczuć. Z jednej strony chodzi o ćwiczenie woli, na przykład przez odmówienie sobie czegoś dobrego (wyrzeczenie), przez punktualność, słowność, wytrwałość w pracy itp. Z drugiej strony trzeba odkryć na nowo radość serca, życzliwość, uśmiech, serdeczność itp. Przy tym pomaga odkrycie i uznanie własnych dobrych cech i talentów. Należy chwalić i wynagradzać takie małe kroki na drodze do wolności i zwycięstwa. Niedobrze jest tylko krytykować własne braki i błędy. Przecież jest w tobie tyle dobrego! Warto zaakceptować siebie takim, jakim jesteś.

c)      Dalej trzeba sprawdzić „stropy", a więc relacje do innych, do społeczeństwa. Nie ma szans właściwego leczenia ten, kto nie potrafi pojednać się z innymi. Dopiero w jedności z otoczeniem człowiek znajduje też jedność z sobą, a więc dojrzałość. Szczególnie problem onanizmu polega na tym, że uzależniona osoba jest za bardzo skoncentrowana na sobie i przywiązana do siebie, za mało szuka i za mało odnajduje swojego zadowolenia i szczęścia w jedności z innymi. Kto miłuje drugiego „jak siebie samego" (por. Mt 22,39), nie potrzebuje onanizmu, aby czuć się dobrze, aby znaleźć spokój, ulgę, odprężenie... Właściwa przyjaźń, udział w zdrowej grupie, zaangażowanie się w dobrym klubie lub zespole, orkiestrze itd. bardzo pomagają w tym, aby stać się wolnym od onanizmu.

d)      Na końcu trzeba myśleć o remoncie „dachu", to znaczy o życiu duchowym, o właściwej relacji do Pana Boga, dobrej modlitwie. Bez tej „Wyższej Siły" ciężko jest wyjść z nałogu. Serce modlitwy to zaufanie. Przez czytanie Pisma Świętego, częsty udział w Komunii Świętej, przez czytanie duchowe i dobre rozmowy, przez uczestnictwo we wspólnocie, która daje świadectwo wiary, przez kierownictwo duchowe (nie tylko pod względem wyjścia z nałogu)- przez to wszystko można umacniać i rozwijać życie duchowe.

Owszem, kolejność prac w ramach „remontu generalnego" jest sprawą otwartą. Najlepiej uzgadniać ja z tym, który prowadzi cię w procesie leczenia. Nieraz pierwsza potrzeba polega na tym, by zatkać największe dziury w dachu. Także inne prace mogą być potrzebne równocześnie. Jak zwykle trzeba unikać skrajności: nie za dużo, nie za mało, nie za szybko, nie za wolno.

 

Czy onanizm jest ciężkim grzechem? Czy ten nałóg wyklucza przystąpienie do Komunii Świętej?

 

Z tym jest bardzo różnie. Kto poważnie zaniedbuje swój rozwój erotyczny, kto świadomie pozwala sobie na taki nałóg, kto z wygody nie chce się leczyć, ten odcina się od łaski Bożej, szkodząc poważnie swojemu życiu. Taki człowiek nie może przystępować do Komunii Świętej (brać w pełni udziału w Eucharystii) bez uprzedniego pojednania się z Panem Bogiem, Kościołem i sobą (spowiedź, podjęcie decyzji leczenia z nałogu).

Inaczej wygląda sytuacja tego, który uczciwie pracuje nad sobą z pomocą kompetentnego doradcy. Kto regularnie przystępuje do spowiedzi, niech uzgodni ze swoim spowiednikiem, jak często może lub powinien przyjmować Komunię Świętą, nawet jeżeli jeszcze nie jest wolny od upadków i leczenie potrzebuje dłuższego czasu. Nie każdy pojedynczy akt onanizmu jest zawsze pełnym grzechem.

 

Czy zmazy nocne (polucje) są grzechem?

 

O ile polucje są naturalną reakcją organizmu (wyzwolenie się z nadmiaru zbierających się plemników), takie „zmazy nocne" nie są grzechem i nie trzeba się z tego spowiadać. Zdarza się jednak, że takie reakcje są spowodowane przez niewłaściwe zachowanie się w ciągu dnia (oglądanie erotycznego filmu, pornograficznych gazet lub miłosne przesady w relacji do dziewczyny itp.). W tym wypadku właściwy grzech nie polega na polucji- grzesznym błędem jest brak roztropności i skromności w ciągu dnia (na przykład oglądanie pornografii) i z tego trzeba się spowiadać. Nieprzyzwoite obrazy, żarty, sceny... nie są grzechem, ale pokusą, nawet jeżeli rozbudzają erotycznie (nieskromne wyobrażenia, erekcja...) Nie ma obowiązku spowiadania się z tych pokus, ale ze względu na kierownictwo duchowe może być wskazane, by mówić o nich. W tym wypadku nie należy zagubić się w opisywaniu detali. O ile to możliwe, trzeba uciec od takich pokus im wcześniej, tym lepiej. W takich sytuacjach ucieczka jest najlepszą walką.

 

Czy istnieje jakieś szczególne lekarstwo („witamina"), które umacnia w procesie wyzdrowienia z nałogu onanizmu?

 

Jeżeli ktoś ma problem z płucami, to wysyła się go zazwyczaj nad morze, by oddychał zdrowym powietrzem. W wypadku leczenia z onanizmu zdrowe otoczenie, bez nieczystej atmosfery (towarzystwo, porno...) już dużo pomaga. Szczególnym darem na drodze do dojrzałej miłości jest zdrowa relacja do Maryi, Matki Jezusa. Kto lubi przebywać z Nią (nabożeństwo majowe, różaniec itp.), czerpie potrzebne „witaminy" duchowe, które przybliżają go do samego Chrystusa. W jedności z Chrystusem stajesz się pełnym, dojrzałym człowiekiem. Przez Niego rozwija się twoje ojcostwo lub macierzyństwo duchowe, nawet zanim wyjaśni się, czy masz powołanie do życia w naturalnej, czy duchowej rodzinie. Jeżeli patrzysz na drugiego człowieka ojcowskim sercem, jak Jezus, jak święty Józef, jak Ojciec święty... jeżeli kochasz ludzi matczynym sercem jak Maryja, to najszybciej wyleczysz się z twojego nałogu. Szukaj ludzi, którzy z pomocą Słowa Bożego będą uczyli ciebie żyć jak Jezus, jak Maryja, a będziesz wolny i dojrzały.

 

Teks pochodzi z: Ks. Winfried Wermter CPPS, Onanizm- jak się z tego uwolnić?, POMOC Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa, Częstochowa 1999.


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Jak rozwiązywać problem masturbacji?

wtorek, 19 lutego 2008 19:58
 

Przez masturbację należy rozumieć dobrowolne pobudzanie narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności. Jest ona jednym z zachowań autoerotycznych, w których osoba w swych przeżyciach i działaniach seksualnych koncentruje się wyłącznie na sobie. W języku hebrajskim pożądanie (seks) i poznanie oznacza to samo słowo. Kochać to poznać i być poznanym. Masturbacja to seks z kimś, kto jest najbliżej i kto nie budzi lęku, bo jest dobrze poznany - z samym sobą. Taka intymność bez obecności, wzajemności i poznania drugiej osoby nie tylko nie zbliża, ale powiększa pustkę, obcość i samotność. Za sprawą masturbacji budowanie bliskości z drugim, otwartość i zależność stają się coraz trudniejsze, coraz boleśniejsze.

Zasadniczą przyczyną masturbacji są zwykle głębokie nierozwiązane jeszcze problemy emocjonalne: konflikty wewnętrzne, zamknięcie na innych, depresja, poczucie niedowartościowania, brak sensu i celu życia, samotność. Innym źródłem masturbacji może być fiksacja, która polega na utrwaleniu się tego zjawiska jako podstawowego zachowania seksualnego. Za problemami autoerotycznymi wielu osób kryją się nieraz wielkie zranienia emocjonalno-seksualne okresu dzieciństwa i dojrzewania. Wówczas rozwiązanie problemu masturbacji nie jest możliwe bez uleczenia tych zranień.

Problem masturbacji nie może być izolowany od całokształtu osoby, od całości problemów osobistych. Uwagę należy raczej skierować bardziej na przyczyny masturbacji, niż na bezpośrednią likwidację tego zjawiska. W rozwiązywaniu problemu należy raczej zaakceptować z cierpliwością to, co nie może być od razu uleczone i jednocześnie zdobywać coraz większą dojrzałość i ofiarność we wszystkich sferach życia i działania. Zachowania autoerotyczne, których przykładem jest masturbacja, są odbiciem niedojrzałych więzi emocjonalnych z innymi. Objawiają koncentrację na sobie, lęki wobec innych, niezdolność do poświęcenia i ofiary w relacji emocjonalnej.

W masturbacji występuje również niedojrzały stosunek do siebie samego: z jednej strony kompleksy i poczucie niższości, z drugiej zaś wielkie chore ambicje, które sprawiają, iż osoba nie umie ucieszyć się do końca żadnym zdobytym sukcesem. Będąc w takiej sytuacji, człowiek żyje w ciągłym rozdarciu wewnętrznym pomiędzy poniżaniem, siebie i brakiem poczucia własnej godności a dążeniem do nieosiągalnego wprost sukcesu. Rodzi to napięcia psychiczne, które są nierzadko źródłem napięć seksualnych. W rozwiązywaniu problemu masturbacji ważne będzie z jednej strony realistyczne podejście do życia, z drugiej zaś odzyskanie szacunku do siebie oraz poczucia własnej "ludzkiej siły".

Masturbacja może być znakiem pasywnego podchodzenia nie tylko do problemów seksualnych, ale do życia w ogóle, może mieć charakter zachowań hedonistycznych. Dotyczy to osób, które nie posiadają wielkich głębokich zranień emocjonalnych, ale raczej bierny i konsumpcyjny stosunek do życia. W takich sytuacjach podjęcie bardziej zdecydowanego wysiłku duchowego i ludzkiego mogłoby doprowadzić do rozwiązania problemu masturbacji.

Rozeznawanie odpowiedzialności moralnej:

 

Ważną rzeczą w sposobie traktowania i przeżywania masturbacji jest właściwa ocena sumienia. Zdarza się, że masturbacja przedłuża się tylko dlatego, iż jest ona podtrzymywana przez lękowy sposób jej przeżywania. Dramatyzujący lęk i upokarzające poczucie wstydu wynikające miedzy innymi z braku właściwej oceny własnego sumienia, bywają czynnikami koncentrującymi człowieka na wszystkich jego odruchach i reakcjach seksualnych. Lękowa obserwacja swoich uczuć, myśli, reakcji seksualnych staje się czynnikiem napędzającym "błędne koło" kary i nagrody, ciekawości i lęku, które mogą podtrzymywać zachowania autoerotyczne. Choć masturbacja jest aktem nieuporządkowanym moralnie, to w ocenie subiektywnej odpowiedzialności trzeba kierować się ostrożnością i roztropnością. Niedojrzałość uczuciowa, siła skłonności, przyzwyczajenie, stany niepokoju wewnętrznego i inne jeszcze czynniki zmniejszają, a nawet ograniczają do minimum moralną odpowiedzialność.

 

(Zob. Katechizm Kościoła Katolickiego 2352)


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...



PORTAL KATOLICKI




Portal chrześcijański Angelus.pl

wtorek, 17 października 2017

Wędrowcy...:  377 709  

A czas płynie...

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Żebym wiedziała czy warto było...






Zobacz co sądzą inni...

Strony, które gorąco polecam.

Duszpasterstwa akademickie

Fundacje i Organizacje Pożytku Publicznego

Katolickie rozgłośnie radiowe

Masturbacja, pornografia i inne zagrożenia dla Miłości i czystości

Muzyka

Parafie

Prasa katolicka

Strony i serwisy katolickie

Warto posłuchać, warto przeczytać, warto zobaczyć...

Zgromadzenia zakonne

ekumenizm.pl


Szukaj a znajdziesz...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Tylu zatrzymało się na chwilę...: 377709
Tyle już powiedziałam...
  • liczba: 567
  • komentarze: 1656
Tyle już pokazałam...
  • liczba zdjęć: 202
  • komentarze: 59
Ad urbe condita...: 3706 dni

Lubię to