Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 070 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS



Zapraszam na Forum Ks. Marka Bałwasa

www.forum.dobreprzeslanie.pl


________________________________________________________________

Św. Justyn.

środa, 11 maja 2011 21:23

 

Święty Justym przyszedł na świat ok. roku 100, w rzymskiej rodzinie arystokratycznej. Urodził się w mieście Flavia Neapolis w Samarii, na terenie Palestyny. Pierwotnie miasto to nosiło nazwę Sychem (obecnie Nablus).

W swym rodzinnym mieście Justyn zdobył wszechstronne wyksztalcenie i już jako młody człowiek znany był z poszukiwania prawdy, szukał Boga, nurtowały go także problemy ogólnoludzkie. W związku z tym poznał i dogłębnie przebadał systemy filozoficzne: Platona, Arystotelesa, Pitagorasa, Epikura i modnych wówczas stoików. Interesował się judaizmem i chrześcijaństwem- studiował Pismo Święte, spotykał się z wyznawcami obu religii i poznawał ich zwyczaje. Wreszcie doszedł do wniosku, że prawdę, a więc i samego Boga znajdzie w chrześcijaństwie. W wieku lat 33 przyjął chrzest w Efezie. Już wtedy był znany jako filozof, cieszył się wśród ludzi autorytetem moralnym i naukowym. Wokół Justyna gromadzili się liczni uczniowie, z którymi prowadził dyskusje na tematy filozoficzne, etyczne, religijne. Sam był przekonany, że tylko w chrześcijaństwie istnieje pełna prawda i do tego chciał przekonać swoich uczniów, a także filozofów pogańskich i uczonych żydowskich. W Efezie spotykał się wielokrotnie w roku 135 ze znanym w tym mieście rabinem Tryfonem, prowadząc z nim dysputy. W ich wyniku powstał Dialog z Żydem Tryfonem, w którym wykazał, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem, bowiem na Jego osobie spełniły się proroctwa Starego Testamentu. Justyn przewędrował przez wiele krajów, głosząc wszędzie prawdę o Jezusie Chrystusie jako naszym Zbawicielu. Czynił to, posługując się ówczesną filozofią. Dotarł wreszcie do Rzymu (w czasach cesarza Antonina Piusa 138-161), gdzie założył bezpłatną prywatną szkołę. Wśród jego uczniów był miedzy innymi Tacjan, późniejszy apologeta.

Swoją pierwszą Apologię Justyn skierował do cesarza rzymskiego Antoniusa Piusa. W swoim dziele skrytykował skazywanie na śmierć chrześcijan za samo tylko wyznawanie swojej wiary. Udowodnił, że chrześcijanie nie są ateistami, a kierowane przeciw nim oskarżenia są po prostu oszczerstwami. Wykazał też na podstawie proroctw biblijnych, że Chrystus jest Bogiem. Opisał w niej również liturgię chrztu i Eucharystii oraz zapoznał cesarza z życiem codziennym chrześcijan. Domagał się też od cesarza, aby w razie konieczności przeprowadzano wobec chrześcijan regularne i uczciwe procesy z konkretnymi zarzutami, aby wydawano wyroki tylko w wypadku przekroczenia prawa rzymskiego i aby surowo karano fałszywych donosicieli. Jego druga Apologia skierowana była do senatu rzymskiego po skazaniu na śmierć trzech chrześcijan za samo tylko wyznawanie wiary chrześcijańskiej. W tej Apologii Justyn udowodnił, że prześladowanie jest dziełem tych samych demonów, którzy prześladowali sprawiedliwych w czasach Starego Testamentu, obalił też śmieszny zarzut, jakoby chrześcijanie popełniali samobójstwa, aby szybciej być w niebie u Boga. Wyjaśnił też, dlaczego Bóg dopuszcza na ludzi cierpienie.

Swoimi poglądami oraz aktywną działalnością chrześcijańską Justyn bardzo naraził się swemu osobistemu wrogowi- cynikowi Krescensowi, z którym kilkakrotnie prowadził publiczne dysputy. Krescens oskarżył Justyna i jego sześciu uczniów o wyznawanie wiary chrześcijańskiej. Na sądzie Justyn wraz ze swoimi uczniami wyznał wiarę w Jezusa Chrystusa. Powiedział wówczas wobec rzymskiego prefekta Juniusa Rustyka: „(...) Jestem chrześcijaninem (...) Mam żywą nadzieję, że jeżeli mnie to spotka (śmierć), to pójdę do Niego; wiem bowiem, że aż do czasu, gdy świat przeminie, nie odmawia on swojej łaski tym, którzy żyją według Jego nauki”.

Justyn jako obywatel rzymski został ścięty mieczem w Rzymie ok. roku 165. Wraz z nim zginęli także jego uczniowie.

W ikonografii przedstawia się św. Justyna w stroju starożytnego filozofa z księgą w ręku lub jako męczennika trzymającego krzyż.

Św. Justyn jest patronem filozofów, a jego liturgiczne wspomnienie przypada na dzień 1 czerwca i ma rangę wspomnienia obowiązkowego.

 


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Tarsycjusz.

niedziela, 08 maja 2011 21:13

Św. Tarsycjusza nazywa się również "Męczennikiem Eucharystii".

Taryscjusz był młodym rzymianinem, akolitą Kościoła Rzymskiego (jest to rodzaj niższych święceń, dających prawo klerykom Kościoła Rzymsko-Katolickiego do usługiwania podczas Mszy Świętej). Nie znana jest dokładna data jego śmierci. Przypuszcza się, że zginął śmiercią męczeńską za panowania cesarza Decjusza (lata 249-251 po narodzeniu Chrystusa). Był to jeden z najkrwawszych okresów prześladowań chrześcijan.

Chrześcijanie chętnie ginęli za Chrystusa, ale ich największym pragnieniem było, by mogli na drogę do wieczności posilić się Chlebem Eucharystii. Zanoszono im przeto potajemnie Komunię św. do więzień. Gorliwością w obsługiwaniu świętych męczenników wyróżniał się św. Tarsycjusz.

Pewnego dnia, gdy Tarsycjusz jak zwykle podążał do więzienia niosąc na sercu Wiatyk, spotkał swoich rówieśników bawiących się na jednym z licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy zaczęli wołać Tarsycjusza, by się do nich przyłączył. Gdy chłopiec zaczął przed nimi uciekać zaczęli go gonić, a gdy zauważyli, że przyciska coś do piersi chcieli zobaczyć cóż to takiego, Tarsycjusz jednak bronił swego Skarbu. Chłopcy przewrócili go na ziemię, zaczęli kopać i rzucać w niego kamieniami. Dopiero przechodzący przypadkowo żołnierz, również będący chrześcijaninem, rozegnał bandę i uwolnił chłopca, po czym zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł.

 

Jest patronem ministrantów oraz kandydatów do Włoskiej Młodzieży Akcji Katolickiej.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Beniamin

sobota, 03 stycznia 2009 21:20


Beniamin był diakonem biskupa Abdasa. Kiedy w Persji wybuchło prześladowanie w latach 420-422, Beniamin dostał się do więzienia. Wyróżniał się odwagą i wymową. Dzięki jednak interwencji ambasadora cesarza wschodnio-rzymskiego i na mocy traktatu, zawartego między cesarzem, a Persami, król perski przerwał prześladowanie. Św. Beniamin po dwóch latach wielu cierpień w więzieniu odzyskał wolność pod warunkiem, że zaprzestanie apostołowania.
Sytuacja jednak szybko się zmieniła. Persja popadła ponownie w konflikt z cesarstwem. Rozpoczęto na nowo prześladowanie chrześcijan, gdyż uważano ich za zwolenników cesarskich. Aresztowano ponownie św. Beniamina. Dla wymuszenia na nim wyparcia się wiary w Chrystusa zastosowano wobec niego najokrutniejsze męki. Kiedy zaś Święty nie załamał się, stracono go publicznie w 424 r. Do naszych czasów zachował się opis męki i śmierci Beniamina w języku greckim i ormiańskim. Kościoły wschodnie najczęściej obchodzą pamiątkę śmierci św. Beniamina 31 marca.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/03-31.php3
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Krystyna.

sobota, 03 stycznia 2009 21:12


  Niektóre życiorysy św. Krystyny podają, że miała pochodzić z Tyru w Fenicji (dzisiejszy Liban). Informacje te nie znajdują jednak żadnego potwierdzenia źródłowego. Być może chodzi tu o dwie różne osoby o tym samym imieniu, które w ciągu stuleci złączone zostały przez tradycję w jedną postać. Nasza lipcowa patronka urodziła się w Bolzano, mieście położonym ok. 115 km na północ od Rzymu.
Wiarygodne źródła opowiadające o życiu św. Krystyny - tzw. Akta męczeństwa - pochodzą z VI wieku, a Martyrologium św. Hieronima z IV wieku. Według nich, Krystyna była córką Urbana, prefekta Bolzano. Miała pochodzić ze znakomitej rodziny rzymskiej wywodzącej się z rodu Anicia, posiadającego dobra ziemskie nad brzegami Jeziora Bolseńskiego, zwłaszcza wielkie winnice i składy wina.
        Krystyna z chrześcijaństwem stykała się od najmłodszych lat we własnym domu, gdzie ojciec przesłuchiwał i sądził chrześcijan. W czasie tych procesów była wielokrotnie świadkiem heroicznej wiary wyznawców Chrystusa. Ich postawa budziła jej podziw, ciekawa była opowieści o Jezusie, z imieniem którego na ustach umierali Jego wyznawcy.
        Dzięki pomocy służącej, Krystyna mogła poznać główne prawdy wiary i przyjąć chrzest. Ponieważ nie kryła się ona ze swoją wiarą, wkrótce dowiedział się o tym jej ojciec, który uwięził ją w pałacu, oddając do dyspozycji dwunastu służących i znaczną część swego majątku. Krystyna bogate szaty rozdała ubogim, a na oczach ojca potłukła posążki bóstw pogańskich. Ten, rozgniewany, rozkazał ją pojmać i poddać torturom. Według tradycji została najpierw wysmagana rózgami i wtrącona do lochu. Kiedy to nie pomogło, okrutny ojciec kazał ją rozdzierać żelaznymi hakami, a potem obracać na kole, polewać jej ciało wrzącym olejem, palić na wolnym ogniu, a wreszcie z kamieniem u szyi utopić. Inna wersja głosi, że przywiązana do słupa skonała pod strzałami, którymi ją przeszyto w amfiteatrze miejskim. Miało się to stać 24 lipca 303 r., co zaświadcza najstarszy Kalendarz Kościoła Rzymskiego. Została umęczona w czasie rządów krwawego cesarza Dioklecjana, kiedy śmierć ponieśli tak wielcy święci jak Agnieszka, Wiktoria, Sebastian, Florian, Jerzy, użyźniając swoją krwią rodzący się Kościół.
Opisy zadawanych Krystynie męczarni są bardzo podobne do tych, jakie cierpieli inni wyznawcy Chrystusa. Można dziś kwestionować pewne szczegóły jej śmierci, musiała jednak być ona wyjątkowa, okrutna, skoro tradycja - zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie - przekazywała jej kult przez wszystkie wieki, mimo że tyle innych niewiast również poniosło śmierć męczeńską w obronie wiary. Legendarne Żywoty Świętych miały do spełnienia ważną rolę - dzięki nim ludzie interesowali się nauką chrześcijańską, a także rozwijał się kult świętych, zwłaszcza męczenników, bo w ich życiorysach najważniejsze było to, że oddali życie za wiarę i wytrwali przy Chrystusie do śmierci.
        Święta Krystyna została z czcią pogrzebana w miejscowych katakumbach, a mieszkańcy Bolzano otoczyli jej grób kultem.
        Po edykcie tolerancyjnym Konstantyna Wielkiego z 313 r., ciało św. Krystyny przeniesiono do dużego sarkofagu, a z biegiem czasu nad jej grobem zbudowano świątynię. W wieku VIII relikwie przeniesiono na wyspę Martanę leżącą na Jeziorze Bolseńskim. Tu odnalazła je księżna Matylda z Kanossy i po stwierdzeniu autentyczności relikwii przez papieża Grzegorza VII przeniosła je do pierwotnego grobu w Bolzano.
        Z biegiem czasu zapomniano, gdzie dokładnie znajduje się grób św. Krystyny. Dopiero w 1880 roku, podczas robót ziemnych i wykopaliskowych w katakumbach wydobyto sarkofag św. Krystyny. Na marmurowej urnie znaleziono napis: "Tu spoczywa ciało św. Krystyny Męczennicy". Dziś relikwie te są przechowywane w relikwiarzu znajdującym się w nowej kaplicy poświęconej św. Krystynie w bazylice pod jej wezwaniem w Bolzano.
Kult św. Krystyny trwa od IV wieku. Jego ślad spotykamy w wieku VI na bizantyjskich mozaikach w Rawennie, gdzie jednak przedstawiona jest nie jako dziewczynka, ale w postaci osoby dorosłej, dla podkreślenia, że ukochaniem Pana Jezusa i okazanym męstwem przewyższyła wielu dorosłych.
        Czcił św. Krystynę cesarz Karol Wielki, zaś miasto Palermo ogłosiło ją swoją główną patronką. We Włoszech znanych jest ponad siedemdziesiąt miejsc, gdzie św. Krystyna doznaje szczególnej czci.

http://www.zrodlo.krakow.pl/Archiwum/2003/29/16.html
 
Podziel się
oceń
4
1

Tylu zabrało głos... (6) | Powiedz coś...

Św. Rozalia.

sobota, 27 grudnia 2008 17:33


Rozalia była pustelnicą, żyła w grocie na Sycylii. Do dnia dzisiejszego jest czczona w świątyni wybudowanej na miejscu jej życia, modlitwy i śmierci.
Według starej opowieści urodziła się na zamku Olivella w pobliżu Pergamo ok. 1130 roku, jako córka księcia Sinibalda, służącego królowi Normanów Rogerowi II. Przed jej urodzeniem matka otrzymała polecenie we śnie, aby nazwała ją Rozalia, będzie bowiem najpiękniejszym kwiatem rodu i wyspy. Miał to być również proroczy symbol: jej życia pokutnego (kolce róży) i niewinności (biel lilii). Kiedy rodzice przynaglali ją do małżeństwa, uciekła z pałacu do groty na pobliską górę i tam zamieszkała jako pustelnica, prowadząc życie pełne pokuty i wyrzeczeń. Na ścianach wyryła napis:

Ja, Rozalia, córka Sinibalda, postanowiłam żyć w tej grocie dla miłości mego Pana, Jezusa Chrystusa.

Poddawała się licznym umartwieniom, żyjąc w ścisłej łączności z Bogiem. Po pewnym czasie zmieniła miejsce pobytu, przenosząc się w okolice Monte Pellegrino pod Palermo. Nie przyzwyczajona do surowego życia zmarła młodo, prawdopodobnie w 1165 lub 1170 r. Podobno po śmierci ukazała się i opowiedziała ludziom o tym, jak przez kilkanaście lat przebywała w grocie, kryjąc się przed światem w maleńkim zagłębieniu skalnym.
W roku 1624 przypadkowo odkryto relikwie św. Rozalii. Odtąd zaczął się jej kult. Podanie głosi, że podczas znalezienia relikwii miała ustać zaraza, która wówczas nękała miasto Palermo i całą okolicę. Dlatego odtąd św. Rozalia jest wzywana jako patronka chroniąca od zarazy. Jej imię wpisał do Martyrologium Rzymskiego surowy papież Urban VIII w 1630 r.
W ikonografii św. Rozalia przedstawiana jest z postacią, która pisze na ścianie jej imię. Atrybutem Świętej są: czaszka, grota, w której mieszkała, wieniec z róż.

Wspomnienie: 4. września.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/09-04b.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Błogosławiona Maria Angela Truszkowska.

sobota, 27 grudnia 2008 17:18


Zofia Kamila urodziła się 16 maja 1825 r. w Kaliszu jako dziecko wielodzietnej głęboko wierzącej rodziny szlacheckiej. Jej ojciec był prawnikiem. Od najmłodszych lat wyczulona była na działanie łaski Bożej i wrażliwa na potrzeby drugiego człowieka. Pragnęła życia zakonnego i usilnie pracowała nad sobą. Po latach edukacji w Warszawie i Szwajcarii pielęgnowała chorego ojca i w miarę możliwości niosła pomoc ubogim.
W 1854 r. wstąpiła w szeregi Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo i należała do członkiń najgorliwiej odwiedzających chorych i opiekujących się ubogimi. Umiała zachęcić do działalności charytatywnej wiele młodych kobiet. Z jej inicjatywy powstał w Warszawie mały przytułek dla biednych dzieci i opuszczonych samotnych staruszek. 27 maja 1855 r. razem ze swoją krewną wstąpiła do świeckiego III zakonu św. Franciszka. Jej powołanie związane było z postacią bł. ojca Honorata Koźmińskiego, wielkiego apostoła zgromadzeń bezhabitowych. 21 listopada 1855 r. obie siostry Truszkowskie poświęciły się Najświętszej Maryi Pannie, obiecując rozwijać dzieło rozpoczęte z woli Boga. Datę tę przyjmuje się jako początek nowego Zgromadzenia. Siostry wraz ze swymi podopiecznymi często modliły się w kościele ojców kapucynów przed ołtarzem św. Feliksa de Cantalizio, dlatego też nazwano je "felicjankami".
10 kwietnia 1857 r. siostry przyjęły habit zakonny, a ich wspólnotą kierował dalej o. Honorat Koźmiński. Pod koniec 1859 matka Angela stanęła oficjalnie na czele nowego zgromadzenia. W latach 1858-1864 siostry felicjanki założyły 27 ochronek wiejskich i rozwinęły wielostronną działałność charytatywną w Warszawie. W październiku 1860 r. matka Angela wraz z jedenastoma towarzyszkami odłączyła się od sióstr czynnych, tworząc grupę kontemplacyjną opartą na drugiej regule św. Franciszka. Po wybuchu powstania styczniowego na mocy ukazu carskiego felicjanki czynne zostały rozwiązane. Podczas obrad kapituły zgromadzenia, 25 sierpnia 1868 r., matka Angela została jednogłośnie wybrana po raz trzeci przełożoną generalną. 21 listopada tegoż roku złożyła śluby wieczyste. Rok później ze względu na postępującą chorobę nowotworową oraz prawie całkowitą utratę słuchu, zrzekła się urzędu. Odtąd przez 30 lat służyła swemu Zgromadzeniu cichą pracą, modlitwą, ofiarą, dobrym przykładem i radą.
Wzór doskonałego posłuszeństwa wobec woli Bożej Maria Angela widziała w Maryi. Uczyła się od Niej pokory, zawierzenia i męstwa w cierpieniu. Wierzyła, że tylko przez Maryję można osiągnąć doskonałe zjednoczenie z Bogiem. Dlatego wszystkie swoje siostry oddała Niepokalanemu Sercu Maryi. Żywiła wielki kult Eucharystii, wielbiła Chrystusa ukrytego w tabernakulum. Usilnie zabiegała o uzyskanie dla swojego zgromadzenia przywileju nieustannej adoracji, aby ożywiać i umacniać w siostrach miłość do Eucharystii.
Na kilka miesięcy przed śmiercią przeżyła wielką radość, przyjmując z rąk kardynała Jana Puzyny dekret papieża Leona XIII zatwierdzający zgromadzenie. Zmarła wyniszczona chorobą nowotworową i cierpieniami, które znosiła w pokorze, 10 października 1899 r. w Krakowie. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji matki Marii Angeli Truszkowskiej 18 kwietnia 1993 r. podczas uroczystej Mszy św. na placu św. Piotra w Rzymie. Mówił wtedy, że jej życie "znaczone było miłością. Była to troska o wszystkich głodnych chleba, serca i domu oraz prawdy ewangelicznej".

Wspomnienie 10. października.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/10-10c.php3
 
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Koleta z Corbie.

sobota, 27 grudnia 2008 17:04


Nicolette Boylet przyszła na świat 13 stycznia 1381 r. w Corbie we francuskiej Pikardii. Była długo wyczekiwanym (jej rodzice mieli w momencie jej narodzin około 60 lat) i jedynym dzieckiem Roberta i Małgorzaty Boylet. Rodzice - przypisując narodziny córki wstawiennictwu św. Mikołaja - nadali jej imię owego orędownika. Była już pełnoletnia, kiedy - po śmierci obojga rodziców - znalazła się pod opieką Raoula de Roye, opata benedyktynów w Corbie, gdzie za życia jej ojciec był cieślą. Odrzuciła kilka ofert matrymonialnych i wstąpiła do klasztoru beginek, potem przeniosła się do benedyktynek, a w końcu trafiła do klarysek. Ostatecznie zdecydowała się jednak na żywot pustelnicy i za zezwoleniem opata 17 września 1402 r., w wieku 21 lat, została zamurowana w celi jako rekluza.
Był to dla niej czas intensywnych przeżyć mistycznych. Miała wizję św. Franciszka z Asyżu, który wzywał ją do przywrócenia pierwotnej surowości regule św. Klary. Kiedy Koleta się wahała, na trzy dni została pozbawiona wzroku, a na trzy kolejne - mowy. Po czterech latach odosobnienia opuściła więc celę i w 1406 r. została zwolniona ze ślubowanego odosobnienia. Wsparcia w reformowaniu klarysek udzielił jej specjalną bullą Benedykt XIII, a pomagali jej franciszkanie: przełożony generalny Wilhelm z Casale oraz Henryk de Baume, w którego majątku rodzinnym w Baume-de-Frontanay założyła pierwszą zreformowaną wspólnotę. Przez kolejne lata reformowała istniejące klasztory i tworzyła nowe. Spotykała się jednak z buntem i oszczerstwami. Oskarżono ją nawet o czarnoksięstwo. Jej reforma objęła Burgundię, Francję, Flandrię i Hiszpanię. Jedna z gałęzi klarysek jest do dziś nazywana koletankami. Znana była z głębokiej czci dla Męki Chrystusowej. Pościła w każdy piątek. Po przyjęciu Komunii przeżywała wielogodzinne ekstazy.
Dużo czasu spędzała w podróżach pomiędzy Francją, Włochami a Niemcami, spotykając się m.in. ze św. Janem Kapistranem i św. Wincentym Ferreriuszem. Być może w 1429 r. widziała się w Moulins także ze św. Joanną d'Arc. Zmarła 6 marca 1447 r. w belgijskiej Gandawie, zgodnie z przepowiedzianą przez siebie datą śmierci. Beatyfikowano ją w 1625, a kanonizowano w 1807 r.

Wspomnienie: 7. lutego.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/02-07c.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Dyzmas- Św. Dobry Łotr.

sobota, 27 grudnia 2008 16:48


Święty Dyzmas był tym człowiekiem, o którym pisze w swojej Ewangelii św. Łukasz, że kiedy jeden z ukrzyżowanych z Jezusem łotrów urągał Mu, skarcił go, że oni umierają słusznie, za swe zbrodnie, ale Jezus nic złego nie uczynił. I zwrócił się do Jezusa, prosząc, żeby wspomniał na niego, kiedy już przyjdzie do swego królestwa. A Jezus obiecał Dobremu Łotrowi - bo tak go od tego czasu nazywamy - że jeszcze dziś będzie z Nim w raju. Był to pierwszy swoisty akt kanonizacji, którego jeszcze na Krzyżu dokonał Chrystus.

O Dobrym Łotrze pisało wielu Ojców Kościoła i świętych. Jego imię Dyzmas pochodzi z pism apokryficznych. Kościół wschodni czci go nawet jako męczennika. W Bolonii, w kościele Św. Witalisa i w bazylice Św. Stefana oddawano cześć częściom krzyża, na którym Dobry Łotr miał ponieść śmierć. Pielgrzymi, udający się do Ziemi Świętej, chętnie nawiedzali miejscowość "Latrum" w pobliżu Emaus, która im przypominała postać Dobrego Łotra.


Dobry Łotr jest symbolem Bożego Miłosierdzia; pokazuje, że nawet w ostatniej chwili życia można jeszcze powrócić do Boga. Św. Dyzmas jest patronem Gallipoli (Apulii), złodziei, skazanych na śmierć i dobrej śmierci.

Wspomnienie: 26. marca.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/03-26a.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Chryzant i Daria.

sobota, 27 grudnia 2008 16:43


W oparciu o inskrypcje w Passio można przyjąć, że Chryzant przybył do Rzymu na studia. Nawróciwszy się, przywiódł do Chrystusa westalkę Darię oraz innych mieszkańców. Podczas prześladowania za czasów cesarza Numeriana zostali oni pochwyceni i skazani na śmierć. Wyrok wykonano w sposób okrutny - wrzucono ich do dołu powstałego po nieużywanym akwedukcie przy via Salaria i tam żywcem zasypano ziemią oraz kamieniami. Śmierć ponieśli w 283 lub 284 r. Ci egipscy męczennicy są patronami sędziów.

W ikonografii przedstawia się św. Chryzanta jako rzymskiego młodzieńca z palmą w dłoni. Czasami jako rycerza Chrystusa w wianku na głowie. Jego atrybutami są: chorągiew, kamienie, korona, tarcza.
Św. Daria ukazywana jest w sztuce religijnej jako matrona rzymska z palmą w jednej, a z księgą w drugiej ręce. Jej atrybutami są: kamienie, korona, lew.

Wspomnienie: 25 października.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/10-25a.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (3) | Powiedz coś...

Św. Apolonia.

sobota, 27 grudnia 2008 16:33


Pierwszy historyk Kościoła, Euzebiusz, przytacza list św. Dionizego Wielkiego (+ 265), który opisuje pogrom chrześcijan, jaki odbył się w Aleksandrii pod koniec 248 roku lub na początku 249 r. Rzucono się na domy chrześcijan, wyznawców Chrystusa wywlekano siłą z ich mieszkań, zabijano, a ich dobytek grabiono. W tych właśnie okolicznościach zginęła św. Apolonia. Być może, Dionizy był naocznym świadkiem wydarzeń. Na pewno znał świadków. W jednym z fragmentów owego listu znajduje się opis męczeństwa św. Apolonii: "Apolonia była już podeszła wiekiem. A jednak poganie, nie patrząc na to, rzucili się na nią, zmiażdżyli jej szczęki i powybijali wszystkie zęby. Następnie tłum rozszalały żądzą krwi rozpalił stos przed miastem i zagroził Świętej, że ją żywcem spali, jeśli nie będzie złorzeczyć Chrystusowi. Na to Święta poprosiła o chwilę do namysłu, a potem gotowa na ofiarę, sama się w ogień rzuciła i spłonęła". Miało się to wydarzyć pod koniec roku 248 lub na początku roku 249.
Św. Apolonia zdobyła się na ten heroiczny akt z obawy, by poganie nowymi katuszami i powolną śmiercią na stosie nie załamali jej woli. Nie była to więc śmierć samobójcza, ale bohaterskie oddanie życia za najwyższą wartość, jaką jest wieczne zbawienie. Żar jej miłości do Chrystusa był tak potężny, że stłumił w niej obawę przed męką ognia doczesnego. Równocześnie św. Apolonia dała poganom piękny przykład, że nie tylko nie lęka się pogróżek, ale sama jest gotowa oddać życie dla sprawy Bożej. Jej heroiczny czyn był także zachętą dla chrześcijan, by dla Chrystusa byli gotowi na wszelkie ofiary.
Kult św. Apolonii rozszerzył się rychło w całym chrześcijaństwie, tak na Wschodzie, gdzie poniosła męczeńską śmierć, jak też na Zachodzie. W Rzymie przy bazylice NMP w Zatybrzu wystawiono jej bazylikę. Ikonografia przedstawia Świętą z obcęgami dla przypomnienia, że zmiażdżono jej usta i wybito zęby. Święta uchodzi jeszcze dotąd za patronkę wzywaną w chorobach zębów i dziąseł. "Pontyfikał krakowski" z XV wieku nazywa św. Apolonię patronką Regni Poloniae - Królestwa Polskiego.


W ikonografii św. Apolonia przedstawiana jest z kleszczami, którymi wyrwano jej zęby. Jej atrybuty to: korona, księga, palma męczeństwa oraz stos, na którym spłonęła.

Wspomnienie: 9 lutego.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/02-09.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Maksymilian Maria Kolbe

środa, 03 grudnia 2008 14:52


Rajmund urodził się w Zduńskiej Woli koło Łodzi 8 stycznia 1894 r. Był drugim z kolei dzieckiem, jego rodzice trudnili się chałupniczym tkactwem. Jego rodzina posiadała tylko jedną, dużą izbę, gdzie w kącie stał piec kuchenny, z drugiej strony cztery warsztaty tkackie, a za przepierzeniem była sypialnia. We wnęce znajdowała się na stoliku figurka Matki Bożej, przy której rodzina rozpoczynała i kończyła modlitwą każdy dzień. Rodzice, chociaż ubodzy, byli jednak przesiąknięci duchem katolickim i polskim. Należeli do III zakonu św. Franciszka. Ojciec Rajmunda bardzo czynnie udzielał się w parafii. Dzieci wychowywali karnie i pobożnie. Ojciec nawet należał do konspiracji i swoim synom często czytał patriotyczne książki. Pierwsze nauki Rajmund pobierał w domu. Nie było bowiem wtedy szkół polskich, a rodzice nie chcieli posyłać dzieci do szkół rosyjskich. Rajmund sam więc uczył się czytania, pisania i rachunków. Wkrótce zaczął pomagać rodzicom w sklepie. Zdradzał bowiem zdolności matematyczne.
Od najwcześniejszych lat Rajmund wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Jako mały chłopiec kupił sobie figurkę Niepokalanej. Nie był on jednak chłopcem idealnym. Pewnego dnia na widok swawoli syna matka odezwała się do niego z wyrzutem: "Mundziu, co z ciebie będzie?" Chłopak zawstydził się i spoważniał; odtąd zaczął oddawać się modlitwie przy domowym ołtarzyku. Miał ok. 12 lat, kiedy prosił Matkę Bożą, aby mu Ona sama odpowiedziała, kim będzie. Jak opowiadał później mamie, pokazała mu się wtedy Maryja trzymająca dwie korony: jedną białą i drugą czerwoną, i zapytała, czy je chce. "Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boska mile na mnie spojrzała i zniknęła". Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.
W roku 1907 w parafii pabianickiej po raz pierwszy od dziesiątków lat odbywały się misje. Prowadził je franciszkanin, o. Peregryn Haczela ze Lwowa. Na jednej z nauk misjonarz zachęcił chłopców, by wstąpili do zakonu św. Franciszka. Nauki zakonnicy udzielali za darmo w gimnazjum we Lwowie. Pod wpływem przeprowadzonej misji Rajmund ze swoim starszym bratem, Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów konwentualnych. Za pozwoleniem rodziców udali się obaj do małego seminarium we Lwowie. W rok potem (1908) poszedł w ich ślady brat najmłodszy, Józef. W gimnazjum Rajmund wybijał się w matematyce i fizyce.
Będąc w gimnazjum, Rajmund postanowił zbrojnie walczyć dla Maryi. Wkrótce jednak doszedł do przekonania, że takiej walki nie da się połączyć ze stanem duchownym, który chciał obrać. Postanowił więc zrezygnować z powołania duchownego i kapłańskiego. W tej krytycznej chwili zjawiła się we Lwowie jego matka i wyznała obu synom, że postanowiła z ojcem poświęcić się na służbę Bożą. Matka miała wstąpić do benedyktynek we Lwowie, a ojciec - do franciszkanów w Krakowie. Rajmund ujrzał w tym wyraźną wolę Bożą i uznał, że jego przeznaczeniem jest pozostanie w zakonie. Poprosił więc o przyjęcie do nowicjatu, który rozpoczął 4 września 1910 r. Przy obłóczynach otrzymał imię zakonne Maksymilian.
W tym okresie Maksymilian przeżywał okres skrupułów. Dzięki jednak roztropności spowiednika i przełożonych rychło się z nich wyleczył. W rok potem złożył czasowe śluby (5 września 1911 r.). Po nowicjacie ukończył ostatnią, ósmą klasę gimnazjalną i zdał maturę. Jesienią 1912 r. udał się na dalsze studia do Krakowa. Przełożeni jednak, widząc jego wyjątkowe zdolności, wysłali go na studia do Rzymu, gdzie zamieszkał w Międzynarodowym Kolegium Serafickim. Równocześnie uczęszczał na wykłady na Uniwersytecie Gregorianum. Tam studiował filozofię (1912-1915), a potem, już w samym Kolegium Serafickim, teologię (1915-1919). Studia wyższe ukończył z dwoma dyplomami doktoratu: z filozofii i teologii. W wolnych chwilach oddawał się ulubionym studiom fizycznym. Napisał wtedy artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym, który zaprojektował w oparciu o newtonowskie prawo akcji i reakcji.
1 listopada 1914 r. złożył profesję uroczystą, czyli śluby wieczyste, przybierając sobie imię Maria. Ulubioną lekturą Kolbego były wówczas Dzieje Duszy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Rozczytywał się w nich i pogłębiał swoje życie wewnętrzne. Duże wrażenie uczyniła także na nim lektura św. Gemmy Galgani Głębia duszy. Nie rozstawał się również z dziełkiem św. Alfonsa Marii Liguori Uwielbienia Maryi i św. Ludwika Marii Grignion de Monfort O ofiarowaniu się Jezusowi przez Maryję.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, Klerycy spod zaboru austriackiego otrzymali rozkaz natychmiastowego opuszczenia Rzymu i powrotu do rodzinnego kraju. Kolbe wyjechał do San Marino, gdzie starał się o przedłużenie paszportu i na odbywanie dalszych studiów w Rzymie. Wkróce otrzymał wiadomość, że jego brat, Franciszek, opuścił zakon i wstąpił do polskich legionów. Potem założył rodzinę i pracował jako nauczyciel, organista, a w końcu jako urzędnik państwowy. Zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zapewne w roku 1943. Także ojciec Maksymiliana wstąpił do legionów i zginął w potyczce między Olkuszem a Miechowem (1914). W duszy Maksymiliana powstała walka, czy i on nie powinien iść w ich ślady. Doszedł jdnak do przekonania, że więcej dla ojczyzny uczyni jako kapłan. 29 listopada 1914 r. otrzymał święcenia niższe, a 28 października 1915 r. na Uniwersytecie Gregoriańskim obronił pracę doktorską z wynikiem summa cum laude (z wyróżnieniem).
Pod wpływem szeroko zakrojonej akcji antykatolickiej, której był świadkiem w Rzymie, po naradzie ze współbraćmi i za zgodą swego spowiednika, Maksymilian Maria założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae). Celem tego stowarzyszenia była walka o nawrócenie schizmatyków, heretyków i masonów. Dla jego realizacji jego członkowie mieli się oddawać na całkowitą i wyłączną służbę Maryi Niepokalanej i codziennie powierzać Jej los grzeszników. Temu programowi Maksymilian odtąd oddał się z całym zapałem i pozostał mu wiernym aż do śmierci. Wkrótce po założeniu Rycerstwa napisał list do przełożonego generalnego franciszkanów, o. Dominika Tavaniego, z prośbą o błogosławieństwo. 8 października 1917 r. otrzymał święcenia diakonatu, a 28 kwietnia 1918 r. w kościele św. Andrzeja della Valle święcenia kapłańskie z rąk kard. Bazylego Pompilego. Mszę prymicyjną odprawiał w kościele i przy ołtarzu, gdzie w 1842 r. Niepokalana objawiła się Alfonsowi Ratisbonnowi. 22 lipca 1919 r. o. Maksymilian Kolbe ukończył wydział teologiczny również ze stopniem naukowym doktora.
W roku 1919, po siedmiu latach pobytu w Rzymie, o. Maksymilian wrócił do Polski. Postanawił dołożyć wszystkich sił, aby stała się ona królestwem Maryi. Przełożeni przeznaczyli go na nauczyciela historii Kościoła w seminarium zakonnym w Krakowie. Zaczął werbować kleryków do Milicji Niepokalanej. Do najgorliwszych apostołów należał o. Katarzyniec, zmarły w opinii świętości. Jego proces beatyfikacyjny jest w toku. Maksymilian miał wówczas 26 lat. Do Milicji Niepokalanej zaczęli napływać nie tylko klerycy i franciszkanie, ale również ludzie świeccy. Maksymilian zbierał ich w jednej z sal przy kościele franciszkanów i wygłaszał do nich referaty o Niepokalanej, oddaniu się Jej, o życiu wewnętrznym. Niestety, rozwijająca się gruźlica zmusiła przełożonych, by wysłali go na trzy miesiące do Zakopanego. Tam odprawił rekolekcje. Kiedy nastąpiła wyraźna poprawa, wrócił do Krakowa. Kiedy jednak choroba powróciła, prowincjał wysłał go ponownie do Zakopanego, zabraniając mu wszelkiej pracy apostolskiej. Przebywał tam osiem miesięcy, po czym przełożeni za poradą lekarzy przenieśli go do Nieszawy. Z końcem października 1921 r. powrócił do Krakowa. 2 stycznia 1922 rr. otrzymał z Rzymu upragnione zatwierdzenie Milicji Niepokalanej. W tym samym miesiącu zaczął wydawać w Krakowie miesięcznik pod znamiennym tytułem Rycerz Niepokalanej, który z czasem zdobędzie sobie niezmiernie wielką popularność w Polsce i za granicą.
Przełożeni zaniepokojeni w ich mniemaniu zbyt szeroko zakrojoną akcją o. Kolbego przenieśli go do Grodna. Jednak i tu rozpoczętego dzieła szerzenia Milicji Niepokalanej i rozpowszechniania Rycerza Niepokalanej franciszkanin nie zaniechał. Zdobył małą drukarkę i wśród współbraci znalazł ochotnych pomocników. Zaczął także werbować powołania do pracy wydawniczej. Dzięki temu Rycerz stale zwiększał swój nakład. W ciągu pięciu lat (1922-1927) z 5000 wzrósł do 70000 egzemplarzy! Na pięciolecie pisma otrzymał wiele listów gratulacyjnych od biskupów oraz błogosławieństwo papieża Piusa XI z licznymi odpustami i łaskami, o które dla swojego związku prosił.
Gdy w klasztorze grodzieńskim pole do pracy okazało się zbyt ciasne, o. Maksymilian Maria za pozwoleniem przełożonych zaczął oglądać się za nową placówką. Książę Jan Drucki-Lubecki ofiarował mu w okolicach Warszawy pięć morgów pola ze swego majątku Teresin. Ojciec Kolbe zjawił się w późniejszym Niepokalanowie 6 sierpnia 1927 r. i postawił tam figurę Niepokalanej. Z pomocą oddanych sobie współbraci i okolicznej ludności zabrał się też do budowy kaplicy. Postawiono także drewniane baraki, do których wniesiono maszyny. Przenosiny miały miejsce 21 listopada 1927 r. - w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.
Kiedy dzieło w Niepokalanowie doszło do pełni rozwoju, za zezwoleniem generała zakonu o. Kolbe w towarzystwie czterech braci zakonnych udał się do Japonii, aby tam szerzyć wielkie dzieło (26 lutego 1930 r.). W drodze zatrzymał się w Szanghaju. Znany chiński katolik Lo-Pa-Hong z miejsca zaofiarował mu dom, maszyny drukarskie i motor oraz zapewnił utrzymanie zakonnikom. Niestety tamtejszy biskup wyraził stanowczy sprzeciw. O. Kolbe udał się więc do Japonii. W niezmiernie ciężkich warunkach, bez żadnej pomocy miejscowego biskupa w Nagasaki, o. Kolbe rozpoczął pracę wydawniczą. W trzy miesiące później miał już własną drukarnię i dom. Pierwszy numer Rycerza japońskiego (Seibo no Kishi) ukazał się w nakładzie 18000 egzemplarzy. Drugi numer, listopadowy, miał już nakład 20000, a grudniowy - 25000. W 1931 r. Maksymilian nałożył habit franciszkański pierwszemu Japończykowi. Dał mu na imię Maria. W tym samym roku nabył pod klasztor dziki stok góry, gdzie wystawił pierwszy własny budynek. Tak powstał japoński Niepokalanów (Mugenzai no Sono - Ogród Niepokalanej). W roku 1934 poświęcono tam także nowy kościół.
W roku 1936 japoński Niepokalanów był już na tyle okrzepły, że o. Kolbe mógł go opuścić. Na kapitule prowincjalnej został bowiem wybrany przełożonym Niepokalanowa w Polsce. Po sześciu latach nieobecności wrócił do kraju. Sława Niepokalanowa rosła. Co roku zgłaszało się ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował zgłaszających się. Stosował surową selekcję. Przyjmował około 100. Głównym warunkiem przyjęcia było pragnienie świętości. W roku 1939 Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy, Mały Dziennik - nakład codzienny 137 tys., a niedzielny - 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej liczył w 1937 r. 440 tys. egzemplarzy nakładu. Od roku 1938 Niepokalanów miał własną radiostację, której sygnałem była melodia Po górach, dolinach.
1 września 1939 r. wybuchła druga wojna światowa. Już 12 września Niepokalanów dostał się pod okupację niemiecką. 19 września gestapo aresztowało mieszkańców Niepokalanowa, którzy nie zdołali na czas uciec lub uciekać nie chcieli. W obozie tymczasowym w Lamsdorf (Łambinowice), a potem w Amteitz (Gębice) franciszkanie pozostali od 24 września do 8 listopada. Było tam 14 tys. więźniów. Głód i robactwo dawało się bardzo we znaki. Esesmani bili więźniów i poniewierali ich. 9 listopada przewieziono franciszkanów do Ostrzeszowa. W samą zaś uroczystość Niepokalanej (8 grudnia) nastąpiło zwolnienie wszystkich z obozu. O. Kolbe natychmiast wrócił do Niepokalanowa i na nowo zorganizował wszystko od początku w warunkach o wiele trudniejszych. Trzeba było przygotować ok. 3000 miejsc dla wysiedlonych Polaków z poznańskiego, wśród których było ok. 2000 Żydów. Znowu zdołał o. Kolbe skupić dokoła siebie wielu współbraci. Nie mogąc wydawać żadnych pism, zorganizował nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu i otworzył warsztaty dla ludności: kuźnię, blacharnię, dział naprawy rowerów i zegarów, dział fotografii, zakład krawiecki i szewski, dział sanitarny itp.
17 lutego 1941 r. w Niepokalanowie ponownie zjawiło się gestapo i zabrało o. Kolbego i 4 innych ojców. Wywieziono ich do Warszawy. O. Kolbego umieszczono na Pawiaku. Strażnik na widok zakonnika w habicie z koronką u pasa zapytał, czy wierzy w Chrystusa. Kiedy otrzymał odpowiedź "wierzę", wymierzył mu silny policzek. To powtórzyło się wiele razy, ale o. Kolbe nie ustąpił. Wkrótce jednak zabrano mu habit i nakazano wdziać strój więźnia. 28 maja 1941 r. został wywieziony do Oświęcimia wraz z 303 więźniami. Tu otrzymał na pasiaku numer 16670. Przydzielono o. Kolbego do oddziału "Krwawego Krotta", znanego kryminalisty. Pewnego dnia Krott tak skatował o. Kolbego, że był cały pokrwawiony. Kazał jeszcze wymierzyć mu 50 razów. Przekonany, że nie żyje, kazał przykryć go gałęziami. Koledzy jednak wyciągnęli go i umieścili w rewirze. Cierpiał strasznie. Ale wszystko znosił heroicznie, dzieląc się nawet swoją głodową porcją z innymi. Współwięźniów pocieszał i zachęcał do oddania się w opiekę Niepokalanej.
Pod koniec lipca 1941 roku z bloku, w którym był o. Kolbe, uciekł jeden z więźniów. Rozwścieczony Rapportfuhrer Karol Frotzsch zwołał na plac apelowy wszystkich więźniów z bloku i wybrał dziesięciu, skazując ich na śmierć głodową. Wśród nich znalazł się także Franciszek Gajowniczek, który osierociłby żonę i dzieci. Wtedy z szeregu wystąpił o. Kolbe i poprosił, aby to jego skazano na śmierć w miejsce Gajowniczka. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że jest kapłanem katolickim. Poszedł więc z 9 towarzyszami do bloku 13, zwanego blokiem śmierci. Przyzwyczajony do głodu, przez dwa tygodnie pozostał żywy bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie hitlerowcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to dnia 14 sierpnia 1941 roku. Była to wigilia uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ciała św. Maksymiliana nie ma. Zostało ono spalone w krematorium.
Dzięki ofierze o. Maksymiliana Franciszek Gajowniczek zmarł dopiero w 1995 r. w wieku 94 lat. 17 października 1971 r. Paweł VI dokonał osobiście w sposób uroczysty beatyfikacji o. Maksymiliana w obecności wielu dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3 tys. pielgrzymów z Polski. Kanonizacji dokonał 10 października 1982 r. Jan Paweł II. Podczas swej II pielgrzymki do Ojczyzny nawiedził Niepokalanów 18 czerwca 1983 r., gdzie odbyły się historyczne uroczystości pokanonizacyjne.
Jest patronem archidiecezji gdańskiej i diecezji koszalińskiej oraz - jak powiedział Jan Paweł II - "naszych trudnych czasów".

W ikonografii św. Maksymilian przedstawiany jest w habicie franciszkańskim lub w więziennym pasiaku, czasem z numerem obozowym 16670 na piersi. Towarzyszy mu Maryja Niepokalana. Jego atrybutem jest korona z drutu kolczastego lub dwie korony - czerwona i biała.

http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/08-14a.php3
Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Św. Jan Boży.

środa, 03 grudnia 2008 14:44


Jan Cidade urodził się w Portugalii w roku 1495. Ojciec Jana, Andrzej Ciudad, miał swój dom i mały warsztat rzemieślniczy. W pracy pomagała mu małżonka, Teresa Duarte. Gdy Jan miał 8 lat, zjawił się w jego domu jakiś podróżny, kapłan, i prosił o nocleg. Przy wieczerzy gość opowiadał o krajach, które zwiedził. Kiedy dnia następnego opuścił dom, zauważył przy sobie chłopca, który postanowił towarzyszyć kapłanowi w drodze. Uczynił to potajemnie przed rodzicami. Ci pełni smutku daremnie go poszukiwali po całej okolicy. Matka niebawem zmarła ze smutku, a ojciec wstąpił do franciszkanów. Nie wiemy, dlaczego kapłan nie odesłał chłopca do domu. Może myślał, że mu jest w domu bardzo źle, a może chłopiec nie chciał wrócić. Po 20 dniach forsownej drogi chłopiec nie mógł już iść dalej. Kapłan więc zostawił chłopca w mieście Oropesa u niejakiego Franciszka Mayorala, zarządcy owczarni pewnego hrabiego. Ten przyjął Jana jak syna i nazwał małego chłopca "Janem otrzymanym od Boga - a Deo".
Chłopiec przeżył w domu opiekuna kilkanaście lat. Przybrani rodzice tak pokochali młodzieńca, że chcieli go uczynić spadkobiercą swojego majątku i zamierzali mu oddać za żonę swoją jedyną córkę. Mając dwadzieścia kilka lat Jan opuścił dom opiekunów. Zaciągnął się do wojska. Zaczęło się typowe życie najemnego żołnierza: włóczęga, zawadiactwo, kieliszek, dziewczęta. Jan był za uczciwy i zbyt religijny, by pozwalać sobie na wszystkie wybryki. Niemniej życie jego było bardzo wtedy dalekie od doskonałości chrześcijańskiej.
Pewnego dnia Jan został posłany przez oficera z misją zaopatrzenia oddziału w konieczną aprowizację. Pobliski ddwór zajmowali jednak Francuzi. Jan postanowił zaskoczyć ich brawurową szarżą. Koń zrzucił go jednak z siodła, tak iż cudem tylko uszedł niechybnej śmierci. Był to pierwszy głos napomnienia z nieba. Innym razem dowódca powierzył Janowi kasę oddziału. Niestety, w nocy Jana ktoś okradł. Podejrzenie padło na Jana. Został skazany na rozstrzelanie. Już zabierano się do egzekucji, kiedy nadjechał dowódca pułku i po zapoznaniu się z całą sprawą nakazał Jana uwolnić, ale wydalił go z wojska. Do końca życia nie mógł sobie Święty wytłumaczyć, jak się to stało, że tak cudownie został uwolniony, dosłownie w ostatnim momencie. W planach Opatrzności miał jeszcze żyć.
Jan powrócił do Oropesy. Opiekun przyjął go serdecznie, ale i teraz Jan nie zagrzał tu długo miejsca. Wybuchła wojna na wschodzie Europy. Jan ponownie zgłosił się do wojska. Po zawarciu pokoju przez obie strony Jan powrócił, ale już nie do swojego opiekuna, ale w rodzinne strony. Tu dowiedział się o losie swoich rodziców. Uczyniło to na nim ogromne wrażenie. Z wielką skruchą odbył spowiedź z całego życia i udał się z pielgrzymką do Compostelli, na grób św. Jakuba Apostoła. Pchany żarliwością zbawienia dusz i poniesienia męczeńskiej śmierci udał się do Afryki, gdzie naprzeciw Gibraltaru była portugalska twierdza Ceuta. Przez kilka lat pracował tu ciężko przy fortyfikacji Ceuty, wspierając równocześnie pewnego szlachcica, skazanego przez króla na banicję w te strony wraz z rodziną (1533-1535). Okazji jednak do męczeństwa nie było. Arabowie nie byli też skłonni do przyjęcia wiary Chrystusa. Jan wrócił więc do Hiszpanii i przez krótki czas pracował w Gibraltarze. Za zaoszczędzone pieniądze kupił pobożne książki i założył małą księgarnię, by w ten sposób propagować dobrą prasę (1535-1536). Stąd udał się Święty do Grenady. Założył tu księgarnię książek i obrazów religijnych (1538).
20 stycznia 1538 r. odbywał się w Grenadzie odpust ku czci św. Sebastiana. Przybyło mnóstwo ludzi. Kazanie głosił słynny kaznodzieja, św. Jan z Avili. Kazanie wywarło na Janie wrażenie piorunujące. Ogarnął go ból za stracone dla wieczności lata. Wydał głośny jęk, rzucił się na ziemię, zaczął targać włosy i ubranie na sobie. Drapał sobie twarz, wołając: "Boże! Miłosierdzia!". W takim też stanie wybiegł na ulicę. Otoczenie myślało, że postradał zmysły. Kilkunastu ludzi pobiegło za nim, rzuciło się nań jako na szaleńca, związano go, wychłostano dotkliwie i zamknięto w domu dla obłąkanych. Dla Jana zaczęły się dni straszliwej katorgi fizycznej i duchowej. Metoda ówczesnego leczenia tego rodzaju zaburzeń psychicznych polegała bowiem na zamknięciu pacjenta w wilgotnym i zimnym lochu. Przykutego do ściany łańcuchem bito do utraty przytomności i sił. Tak obchodzono się z Janem przez 40 dni. Jednak ku zdumieniu oprawców Jan nie tylko się nie bronił, ale zachęcał ich jeszcze: "Bijcie! bijcie! to przeniewiercze ciało; niech ponosi karę za swoje winy". Stawał jednocześnie bardzo stanowczo w obronie swoich towarzyszy. Kiedy więc wypuszczono go na wolność, zaczął usługiwać nieszczęśliwym, by chociaż w części złagodzić ich dolę.
Szybko Jan przekonał się, że sam niewiele zdziała. Za użebrane pieniądze zakupił własny dom, w którym mógł postawić 47 łóżek. W miarę napływu ofiar powiększał szpital i lepiej go zaopatrywał, by chorzy mieli jak największe wygody. Sam każdego dnia odwiedzał swoich podopiecznych, chorych i ubogich, przewiązywał ich rany, pocieszał, leczył. Nie mniejszą troskliwość okazywał o potrzeby duchowe swoich podopiecznych, zapraszając kapłanów w każdą niedzielę ze Mszą świętą i kazaniem, a nawet z codzienną Komunią świętą. W ciągu dnia przewidział czas na wspólne modlitwy - poranne i wieczorne. Dla uniknięcia zarazy podzielił swój szpital na sektory. Za poradą św. Jana z Avili w szpitalu leczyli się wyłącznie mężczyźni. Na parterze były miejsca przeznaczone dla bezdomnych i ubogich wędrowców.
Troska o leki, bieliznę, bandaże, łóżka, opłata służby i wyżywienie całej załogi wymagało od Świętego heroicznego poświęcenia. Codziennie udawał się na miasto i na umówionym placu zbierał żywność i ofiary pieniężne. Najczęściej one nie wystarczały. Wtedy udawał się do domów możnych, błagając o pomoc tymi znamiennymi słowy: "Pomóżcie sobie, wspomagając ubogich i chorych, bowiem błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią". Kiedy wyczerpał już wszystkie środki i zadłużył się, udał się do miasta Valladolid, gdzie był wtedy dwór królewski. Nie zawiódł się, dostał szczodry zasiłek od najprzedniejszych pań i panów dworu.
W swojej żarliwości apostolskiej nie zapomniał o kobietach. Zajął się losem kobiet upadłych. Nawiedzał je osobiście i błagał o zmianę życia. Starał się o uczciwe zabezpieczenie ich losu, by nie musiały utrzymywać się z nierządu. Staruszki i samotne wdowy polecał poszczególnym rodzinom pod opiekę. Niemniej czuły był na los sierot, których wówczas nie brakowało, powierzając je rodzinom, które zapewniały im pewny los.
Jan wiedział jednak, że ciężaru, który na siebie nałożył, sam nie udźwignie. Nadto trapiła go troska o przyszłość dzieła. Zebrał więc koło siebie gromadkę podobnych szaleńców Bożych i tak założył nową rodzinę zakonną dla obsługi chorych i opuszczonych. Tak powstał zakon Braci Miłosierdzia, zwany u nas bonifratrami. Założycielowi zaś nadał miejscowy arcybiskup przydomek "Jana Bożego" i takim go znamy.
Zmarł na klęczkach 8 marca 1550 r. w wieku 55 lat. W poczet błogosławionych zaliczył Jana papież Urban VIII w 1630 roku, a papież Aleksander VIII wpisał jego imię do katalogu świętych (1690). Papież Leon XIII ogłosił św. Jana Bożego wraz ze św. Kamilem de Lellis patronem szpitali i chorych (1886). Papież Pius XI wyznaczył go na patrona pielęgniarzy i służby zdrowia. Relikwie Świętego znajdują się w kościele zakonu w Grenadzie. Jest ponadto patronem Grenady i księgarzy.


W ikonografii przedstawiany jest w prostym habicie bonifratra. W ręku trzyma przekrojony owoc granatu, z którego wyrasta krzyż. Jego atrybutami są: cierniowa korona, żebrak na plecach, żebrak u stóp.


http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/03-08a.php3

Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

Św. Mikołaj.

środa, 03 grudnia 2008 14:38


Św. Mikołaj urodził się prawdopodobnie w bogatej rodzinie zamieszkałej w Patarze w Lycji (prowincja Azji Mniejszej). Wybrany został biskupem zaniedbanej podówczas diecezji Myry, którą zarządzał z wielką troską i wiarą. Tam właśnie zasłynął swą świętością, zapałem i cudami. Zmarł ok. 350 r. Niewielka ilość autentycznych informacji na jego temat chętnie uzupełniana była kolorowymi szczegółami legend. Pierwszą biografię Mikołaja napisano w 9 wieku, najbardziej jednak upowszechniła się jego biografia spisana przez Szymona Metaphrastesa w wieku 10.

Historycy greccy utrzymują, że Mikołaj cierpiał uwięzienie i nie wyparł się wiary podczas prześladowań Dioklecjana. Obecny był na Soborze w Nicei, gdzie potępiał arianizm. Jedna z opowieści twierdzi, że nawet uderzył heretyka Ariusza. Dodają także, że Mikołaj zmarł w stolicy swej diecezji, Myrze. Niestety brak konkretnych dowodów historycznych potwierdzających te fakty.

Już w czasach Justyniana (VI wiek) w Konstantynopolu znajdowała się bazylika zbudowana ku czci św. Mikołaja. Od IX wieku na wschodzie oraz od XI na zachodzie był on jednym z najpopularniejszych świętych, a także przedmiotem licznych legend. Mówią one o nim jako o młodym człowieku, który zdecydował się poświęcić swoje pieniądze na działalność charytatywną, a całe swe życie na nawracanie grzeszników.

Legendy mówią też, że choć mógł on odnaleźć jedność z Bogiem w życiu monastycznym, uznał, że nie chce zamykać się w klasztorze. Chciał bowiem iść w ślady Jezusa wędrującego po Palestynie. Podczas jednej ze swych podróży uciszył fale morza - dlatego też uważany jest za patrona żeglarzy i podróżników.

Pewien obywatel Patary utracił swój majątek i ponieważ nie mógł zapewnić posagu swym trzem córkom, groziło im zejście na złą drogę. Słysząc o tym, Mikołaj wziął mieszek ze złotem i wrzucił go przez okno do domu tego człowieka. Najstarsza córka wyszła dzięki temu za mąż. Podobnie uczynił też wobec dwóch pozostałych dziewcząt. Stąd często przedstawiano go na obrazach z trzema mieszkami. Błędna interpretacja tego wizerunku (myślano, że są to głowy dzieci) przyczyniła się do powstania innej (makabrycznej!) historii, według której Mikołaj wskrzesił trzech chłopców zamordowanych wcześniej i zakonserwowanych przez właściciela gospody.

Inna legenda mówi o tym, że Mikołaj pojawił się marynarzom pochwyconym przez sztorm u wybrzeży Lycji i doprowadził ich bezpiecznie do portu. Dlatego też często można spotkać kościoły poświęcone temu świętemu znajdujące się blisko brzegu morza. Jeszcze inne podanie twierdzi, że pojawił się we śnie Konstantynowi i sprawił, że ten ocalił od śmierci trzech niesłusznie oskarżonych urzędników. Inna wersja tej historii mówi, że gubernator Myry przyjąwszy łapówkę zgodził się wydać na śmierć trzech niewinnych ludzi. Gdy kat miał już pozbawić ich życia, pojawił się biskup tego miasta, Mikołaj i powstrzymał od wykonania wyroku, a następnie zwrócił się do gubernatora z tak przekonującą mową, że ten przyznał się do swego występku i poprosił o wybaczenie.

Gdy Myra dostała się w ręce Saracenów, miasta włoskie wykorzystały okazję, by zdobyć relikwie Mikołaja. Zostały one wykradzione przez kupców włoskich i dotarły do Bari na południu Włoch w roku 1087. Wybudowano tam nowy kościół ku czci świętego, a przy jego konsekracji obecny był papież Urban II. W ten sposób kult świętego Mikołaja stał się jeszcze popularniejszy, a sanktuarium stało się jednym z centrów pielgrzymkowych średniowiecznej Europy. U grobu św. Mikołaja dokonywały się liczne cuda.

Popularne wyobrażenie "świętego Mikołaja" (Santa Claus, Sint Klaus) jest niestety mieszanką elementów różnych kultur ludowych: niderlandzki zwyczaj obdarowywania dzieci prezentami w dniu jego święta miesza się tu z wyobrażeniem czarodzieja, który karze niegrzeczne dzieci, grzeczne zaś nagradza, a także z postacią germańskiego bóstwa Thora, który kojarzony był z zimą i jeździł na saniach zaprzężonych w kozy.

W średniowiecznej Europie dzień św. Mikołaja był okazją do wyboru "chłopca-biskupa", który sprawował rządy aż do święta Młodzianków (28.12). Zwyczaj ten dotrwał jeszcze do naszych czasów w Montserrat w Katalonii.

Emblematem św. Mikołaja w sztuce są trzy kule. Czasem ukazywany jest jako: (1) młody mężczyzna wrzucający trzy złote kule w okno trzech biednych dziewczyn; (2) wskrzeszający troje dzieci z beczki z marynatą; (3) ratujący rozbitków z wraku statku; (4) przywracający życie niesłusznie powieszonemu człowiekowi; (5) jako noworodek chwalący Boga. Szczególną czcią otaczany jest w Bari, Monserrat, i w Rosji.


http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/s_mikolaj.html


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Św. Ekspedyt.

środa, 03 grudnia 2008 14:21


Święty Ekspedyt znany jest w Polsce także pod imieniem św. Wierzyna. Martyrologium Rzymskie wspomina o jego męczeństwie pod datą 19 kwietnia tymi słowami:

W Mitiienie (miasto w Małej Azji) święci: Ermogen, Kajus, Ekspedyt, Aristonikus, Rufus i Galatus jednego dnia otrzymali koronę męczeńską. W roku 274 cesarz Marek Aureliusz prowadził wojnę z Markomanami (dzisiejsze Czechy) wśród najstraszliwszej posuchy utrudniającej walkę. Chcąc ubłagać zwycięstwo, złożył cesarz wraz z wojskiem ofiary bogom pogańskim. Od tego uchylił się jednak chrześcijański Legion XIII, który gorącymi modły wyprosił u prawdziwego Boga obfity deszcz, podczas gdy grad i błyskawice tak oślepiły nieprzyjaciela, że poniósł klęskę. Cud ten uwidoczniono na kolumnie Antoryńskiej w Rzymie. Cesarz z wdzięczności za jawny dowód opieki Boskiej wydał edykt na pochwalę chrześcijan, a bohaterski legion z Mitiieny obdarzył tytułem „Legii Piorunującej". Św. Ekspedyt dzierżył naczelne dowództwo tej legii. Religia chrześcijańska niedługo cieszyła się pozorną wolnością. W 285 r. zasiadł na tronie rzymskim cesarz Dioklecjan. Ten za namową swego zięcia, Galeriusza, rozkazał, aby żołnierze jego dworu złożyli ofiarę bogom religii pogańskiej. Nadto wydał edykt nakazujący zniszczenie wszystkich chrześcijańskich kościołów i spalenie ksiąg świętych. Nikt nie miał odwagi sprzeciwić się temu. Znalazł się jednak nieustraszony wyznawca Chrystusa, tj. św. Ekspedyt, który zerwał rozkaz cesarski z muru i zniszczył go publicznie. Za to został umęczony wraz z pięciu towarzyszami w roku 303.

Jedną z największych łask, jaką może Bóg udzielić duszy, jest łaska męczeństwa. Bo i cóż może być szczytniejszego, jak wylać krew swą dla Boga - a zaprawdę, tylko sam Bóg jest godny tak wielkiej ofiary. Kościół chlubi się niezliczoną ilością męczenników, którzy w pierwszych wiekach oddali swe życie na stwierdzenie prawdziwości Bóstwa Jezusa Chrystusa. I nie ulękli się ci święci ni srogich katuszy, ni dzikich zwierząt - odważnie i z radością szli na męki, chwaląc i wielbiąc Boga, iż się stali godnymi cierpieć dla Niego. I mimo woli pytamy się, co ich krzepiło i umacniało w tej walce? Miłość Jezusa Ukrzyżowanego i ufność w Jego opiekę dodawały im sił, że bez lęku znosili najcięższe tortury. I nie było stanu ni wieku, który by nie mógł poszczycić się jakimś bohaterem męczeństwa. Widzimy w tej liczbie starców, młodzieńców, dziewice, a nawet i maleńkie dzieci Kościoła, który Zbawiciel założył.

O, cześć Wam, cześć, Święci Męczennicy! Cześć i Tobie, święty Ekspedycie, który zaliczasz się do tych błogosławionych zastępów!

Sztuka kościelna przedstawia świętego Ekspedyta jako rycerza w zbroi, trzymającego w lewej ręce palmę męczeństwa, w prawej krzyż z łacińskim napisem: Hodie - Dziś. Nogą depce kruka z szarfą w dziobie, na której widnieje napis: Cras - Jutro.

Te dwa wyrazy „Dziś" i „Jutro" mają głębokie znaczenie i zawierają tę naukę, że nie powinniśmy odkładać do jutra tego, co może dziś uświęcić naszą duszę. „Dziś" niech grzesznik powstanie z grzechu, bo jutro może być za późno. „Dziś" sprawiedliwy niech się pomnaża w łasce, „Dziś" wszyscy wzrastajmy z każdą chwilą w miłości Bożej, której jeden akt więcej wart niż tysiące światów, a w niebie niczego nie będziemy żałować, jak tylko tego, żeśmy na ziemi za mało kochali Boga. Święty Ekspedyt czczony jest szczególnie w Rzymie. Nabożeństwo do niego rozpowszechnia się również i w Polsce. Pomocy tego świętego doznają wszyscy wzywający Go z ufnością w ciężkich i trudnych sprawach, np.: procesach, zgubach, rozlicznych cierpieniach, burzach, zarazach, pożarach, powodziach itp.

Pomaga on również w nawracaniu grzeszników, jednaniu zwaśnionych, łagodzi spory rodzinne - jednym słowem jest potężnym Opiekunem i łaskawym Orędownikiem.

Wstawiennictwo św. Ekspedyta okazało się wielce skuteczne w trudnym położeniu. W ostatecznej potrzebie, w przypadkach na pozór spóźnionych ratowała ludzi wiara w niezawodną pomoc świętego Ekspedyta (św. Wierzyna), dodawała im sił, otuchy, podtrzymywała w przedsięwzięciach potrzebnych - choć na pozór - według rozumowania ludzkiego - prawie nieziszczalnych.

W całym kraju prócz spraw osobistych, polecano mu sprawy społeczne; publiczne, sprawy całej Polski. Byli i tacy, co rozszerzali nierozsądne mniemania, że święty wysłuchuje modlitw zmówionych w pewnej liczbie lub w pewnej porze. Stolica Apostolska błędne praktyki zganiła, w niczym jednak ufności w pomoc świętego nie naruszając. Wstawiennictwo jego jest bardzo skuteczne osobliwie w wypadkach beznadziejnych, tak, że Go nazwano „Świętym XI godziny", tj. w sensie biblijnym - ostatniej godziny, bo wysłuchuje także i tych, co się w ostatniej chwili do niego w potrzebie uciekają.
Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (142) | Powiedz coś...

Błogosławiona Kateri Tekakwitha.

niedziela, 23 listopada 2008 0:01

 

W historii ewangelizacji rdzennych mieszkańców Ameryki, być może najlepiej znaną, jest wcześnie nawrócona bł. Kateri Tekawitha. Urodziła się w 1656 r., w Ossernenon (Auriesville), na terytorium Mohawków, które później stało się częścią Nowego Jorku.

Bł. Kateri była córką nie-chrześcijańskiego, wielkiego przywódcy Mohawków z klanu Turtle. Jej matką była chrześcijanką, o imieniu Algonquin, która została porwana przez Irokezów i uratowana od losu branki przez ojca Tekakwitha.

Tekakwitha jest imieniem, które bł. Kateri otrzymała od jej plemienia, gdy się urodziła. W języków Mohawków, to imię oznacza: "Ona porządkuje sprawy." Wioska, w której bł. Kateri się urodziła, znajduje się na wschodzie. Dzisiaj to miejsce jest nazywane Nowym Jorkiem, ale w tamtych czasach, całkowicie należało do Indian.

Gdy Kateri miała 4 lata epidemia ospy zdziesiątkowała wioskę, pozostawiając ją zeszpeconą, uszkadzając jej wzrok i pozbawiając rodziców. Bł. Kateri  była potem wychowywana przez jej wuja, nowego przywódcę, który nie chciał żadnej cząstki chrześcijańskiej wiary.

W 1667 r. pewni, dziwni, biali mężczyźni przybyli, aby odwiedzić wioskę, w której mieszkała Tekakwitha. Ludzie nazwali ich "czarnymi sutannami" ponieważ, tak właśnie się oni ubierali.  Byli to Jezuiccy misjonarze: Fremin, Brujas i Pierron, towarzyszący wysłannikom Mohawków, którzy przybyli do Quebek-u (Kebeku), aby zawrzeć pokój z Francuzami.  Spędzili oni trzy dni w wigwamie wuja Tekakwithy. Bł. Kateri wierzyła, że francuscy księża misjonarze przynieśli do jej wioski przesłanie od jedynego, prawdziwego Boga. Od nich otrzymała swoją pierwszą wiedzę na temat chrześcijaństwa, ale chociaż natychmiast ochoczo zaakceptowała tę wiedzę w swoim sercu, nie poprosiła w tym czasie o chrzest.

Kiedy bł. Kateri miała 19 lat poprosiła o chrzest. W dniu 5-ego kwietnia 1676 r., w Niedzielę Wielkanocną, została ochrzczona w Caughnawaga i nadano jej imię Kateri lub Katarzyna.

Stała się obiektem narastającej pogardy i była wyśmiewana przez nie-chrześcijańską ludność ze swojej wioski, za jej nawrócenie, jak również za jej odmowę pracy w niedziele, a także za odmowę zawarcia małżeństwa. Ale to nie osłabiło jej wiary. Pewnego dnia, młody wojownik zdecydował przestraszyć bł. Kateri, aby porzuciła swój sposób myślenia. Nałożył na siebie barwy wojenne, podniósł maczugę i zamachnął się, tak jakby chciał ją zabić. Bł. Kateri myślała, że wkrótce umrze i nie poruszyła się z miejsca. Ta wielka odwaga, wywarła tak wielkie wrażenie na młodym wojowniku, że opuścił maczugę i odszedł.

Podobnie jak prawdziwi Indianie, bł. Kateri mogła stanąć w obliczu śmierci z odwagą. Każdy dzień był dobry, aby umrzeć.  

Księża poprosili ją, aby pojechała do chrześcijańskiej wioski w Kanadzie, znajdującej się nad rzeką Św. Lawrence. W 1677 r. bł. Kateri popłynęła do Quebec, do Ośrodka Misyjnego Świętego Franciszka Ksawera du Sault, nazywanego przez rdzennych mieszkańców Caughnawaga . W dniu 15-ego marca 1679 r., w Święto Zwiastowania, w chwilę po otrzymaniu Komunii Świętej, bł. Kateri złożyła swój ślub wieczystej czystości. Mottem bł. Kateri stało się: "Kto może powiedzieć mi, co jest najbardziej przyjemne dla Boga, abym ja mogła to uczynić?" Spędziła dużo czasu na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, klęcząc godzinami w zimnej kaplicy.

Kiedy zimowy sezon łowiecki zabrał bł. Kateri i wielu mieszkańców wioski z dala od ich miejsca zamieszkania, zrobiła własną, małą, drewnianą kaplicę, rzeźbiąc Krzyż na drzewie i spędzając czas na modlitwie w tym miejscu, klęcząc na śniegu.

Bł. Kateri kochała Różaniec i nosiła go zawsze na szyi.  

Od czasu, kiedy bł. Kateri udała się do Caughnawaga i zamieszkała w społeczności chrześcijan, prowadziła intensywne życie duchowe, rozwijała w sobie chrześcijańskie cnoty, aż do swojej śmierci, która miała miejsce w Caughnawaga, w Kanadzie, w dniu 17-ego kwietnia 1680 r., miała wtedy 24 lata.

Jej  sława jako heroicznej świętej rozpowszechniła się i wiele cudów wydarzało się dzięki jej wstawiennictwu.

Za życia mieszkała w chacie Anastazji Tegonhatsihonga, Indianki wyznającej chrześcijaństwo. Wyjątkowa świętość życia bł. Kateri wywarła wrażenie nie tylko na społeczności, z której pochodziła, ale również na Francuzach i misjonarzach. Jej umartwienie było wielkie i Chauchtiere mówi, że Kateri osiągnęła najdoskonalsze zjednoczenie z Bogiem w modlitwie. Po jej śmierci, nabożeństwo do niej rozpoczęło się natychmiast i było odprawiane przez społeczność, z której pochodziła. Wielu pielgrzymów odwiedzało jej grób w Caughnawaga. Tu też Rev. Clarence Walworth wystawił w 1884 r. pomnik dla uczczenia jej pamięci ; a Radni Baltimore i Quebec składali petycje o jej kanonizację. Bł. Kateri Tekakwitha naśladowała pokolenia Świętych: Jana de Brebeuf, Izaaka Jogues i ich towarzyszy, w ten sposób potwierdzając stare, chrześcijańskie powiedzenie, że: "krew męczenników jest nasieniem Chrześcijan".

Po śmierci bł. Kateri Tekakwitha, ci, którzy przy niej czuwali, zauważyli w niej zmianę. Skóra jej twarzy, która wcześniej była pełna blizn i znamion stanowiących pozostałość po chorobi, po śmierci wyglądała na gładką i świeżą. Każdy zrozumiał ten znak, ukazujący że Bóg zawsze bardzo kochał bł. Kateri i pozwolił, aby inni to zauważyli. Słowa, które Matka Pana Jezusa wypowiedziała pewnego razu, mogłyby dobrze pasować również do bł. Kateri: "Bóg wejrzał na moją pokorę i odtąd wszystkie narody będą nazywać mnie błogosławioną!"

Wytrwałość i życie bł. Kateri są inspiracją dla rdzennej ludności Północnej Ameryki, dla kobiet i wszystkich ludzi, którzy pragną zrozumieć kulturę Indian tego czasu, w którym żyła bł. Kateri. Historia toczy się wokół duchowego życia bł. Kateri i wzrostu świętości u niej. W miarę jak wydarzenia rozwijają się, autor ujawnia kulturę, historię i archeologię Indian mieszkających w lasach. Bł. Kateri Tekawitha jest naprawdę "najpiękniejszym kwiatkiem, który zakwitł wśród Indian" - te słowa możemy przeczytać na kamieniu, znajdującym się na jej grobie.

W dniu 3-ego stycznia 1943 r., bł. Kateri została ogłoszona przez Papieża Piusa XII Sługą Bożą.

W dniu 22-ego czerwca 1980 r. została beatyfikowana przez Papieża Jana Pawła II.

Bł. Kateri jest znana jako "Lilia Mohawków." Jest pierwszą osobą spośród rdzennej ludności Ameryki, która została ogłoszona błogosławioną. Papież Jan Paweł II wybrał Błogosławioną Kateri jako patronkę Światowego Dnia Młodzieży w 2002 r. Ojciec Jacques Bruyère, który jest opiekunem jej relikwi, ma nadzieję, że "JMJ - Światowy Dzień Młodzieży - przyniesie niezwykły rozgłos dla bł. Kateri", że to pozwoli Papieżowi kanonizować ją, "gdy on ma jeszcze czas", to aluzja do słabego zdrowia Papieża.

Patronuje: ekologom, działaczom ochrony środowiska, wygnańcom, ludziom, którzy utracili rodziców, ludziom mieszkającym na obczyźnie, ludziom wyśmiewanym z powodu ich pobożności, Światowemu Dniowi Młodzieży


http://www.jorieken.nl/Marypages/KateriTekakwithaPolish.htm


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (6) | Powiedz coś...



PORTAL KATOLICKI




Portal chrześcijański Angelus.pl

poniedziałek, 24 lipca 2017

Wędrowcy...:  372 886  

A czas płynie...

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Żebym wiedziała czy warto było...






Zobacz co sądzą inni...

Strony, które gorąco polecam.

Duszpasterstwa akademickie

Fundacje i Organizacje Pożytku Publicznego

Katolickie rozgłośnie radiowe

Masturbacja, pornografia i inne zagrożenia dla Miłości i czystości

Muzyka

Parafie

Prasa katolicka

Strony i serwisy katolickie

Warto posłuchać, warto przeczytać, warto zobaczyć...

Zgromadzenia zakonne

ekumenizm.pl


Szukaj a znajdziesz...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Tylu zatrzymało się na chwilę...: 372886
Tyle już powiedziałam...
  • liczba: 567
  • komentarze: 1565
Tyle już pokazałam...
  • liczba zdjęć: 202
  • komentarze: 59
Ad urbe condita...: 3620 dni

Lubię to