Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 678 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS



Zapraszam na Forum Ks. Marka Bałwasa

www.forum.dobreprzeslanie.pl


________________________________________________________________

Droga Krzyża Jana Pawła II.

piątek, 30 listopada 2007 13:44
 

Kiedy w ubiegłym roku razem z wszystkimi przeżywałem chwile odchodzenia do Pana Ojca Świętego Jana Pawła II, nie wiem dlaczego przychodziły mi ciągle na myśl słowa z księgi proroka Izajasza "Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi (.) To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba (.) ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (.) lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści. (Iz 42,4; 49,5; 53,4). Teksty te, określane Pieśniami o Słudze Cierpiącym od początku działalności Kościoła były rozumiane jako proroctwo dotyczące męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Pośrednio możemy je odnieść również do tych z Jego uczniów, którzy naśladowali Go w niesieniu własnego krzyża w sposób heroiczny. A takim myślę był Ojciec Święty Jan Paweł II. Gdy dzisiaj w pierwszą rocznicę jego śmierci ciągle zastanawiamy się nad żywotnością jego świadectwa, często chyba zapominamy, że jej źródłem był właśnie krzyż w jego życiu przeżywany w łączności z krzyżem Jezusa Chrystusa. Bez tego fundamentu chrześcijańskiej wiary, czyli jak sam określił "od wewnątrz" (por. Świadek Nadziei) a za pomocą tylko jakichś analiz socjologicznych czy psychologicznych, czyli "od zewnątrz" nie można zrozumieć żadnego świętego, również Jana Pawła II. Dlatego myślę, że kluczem do zrozumienia zarówno samej osoby jak też świętości Ojca Świętego jest krzyż codzienności znoszony cierpliwie i ofiarowany w łączności z Ofiarą Chrystusa za zbawienie świata. A krzyż oznacza rezygnację z własnych planów na życie i poddanie się prowadzeniu Boga. Często jest bolesnym oczyszczeniem czy wręcz odarciem naszego "ego" z resztek własnej woli nie niszcząc jej i nie zniewalając samego człowieka. Tak głębokie oczyszczenie duszy człowieka może się bowiem dokonać tylko za jego osobistą zgodą i bez żalu do losu, innych ludzi czy Boga. Do przejścia tą drogą Bóg przygotowywał Karola od wczesnych lat dzieciństwa a on zgadzał się na wolę Bożą. Wystarczy prześledzić ważniejsze momenty jego życia, by się o tym przekonać.

 

Gdy miał zaledwie kilka lat zmarła mu matka Emilia, potem brat Edmund i pozostał sam z ojcem. Nie znamy żadnych szczegółów o tym jak przeżywał te bolesne chwile mały czy później starszy Karol. Nie wykluczone, że może nawet długo wadził się z Panem Bogiem pytając Go "Co to znaczy?", "Dlaczego spotyka to właśnie mnie?" Na tym jednak nie koniec. Niedługo potem wybuchła II Wojna Światowa i nasza Ojczyzna znalazła się w rękach niemieckiego okupanta. Dla pokolenia Karola to czas bolesnych wyborów i decyzji: walczyć z bronią w ręku ryzykując śmierć czy walczyć poprzez kulturę wystawiają się na posądzenie przez przyjaciół o tchórzostwo. Dylemat ten doskonale uchwyciła pierwsza część filmu "Karol, człowiek, który został papieżem" G. Battiato. Dla młodego Karola to kolejny krzyż, kolejne odarcie z czegoś, co bardzo kochał: możliwość studiowania literatury i grania w teatrze. Karol jednak nie interpretował chyba tych wydarzeń jedynie jako "milczenie Boga", udręczenie i nie wpadł w pułapkę obwiniania Boga za wszelkie zło na świecie czynione przez ludzi ani też nie zbuntował się i nie odszedł od Niego jako to czyni w podobnych sytuacjach wielu ludzi. On zgadzał się na wolę Bożą już wtedy w tamtych bardzo trudnych chwilach. Można się domyślać, iż czynił tak, bo wierzył, że Bóg nigdy nie zabiera czegoś człowiekowi, by w zamian nie dać mu więcej. "Zabrał" więc mu studia polonistyczne i teatr, ale wezwał do kapłaństwa, gdzie pole do refleksji nad literaturą i dzielenie się nią z innymi było zdecydowanie dużo większe a talent aktorski przydawał się znakomicie w nowej roli. W czasie wojny Bóg zabiera mu również ostatnią osobę z jego najbliższej rodziny, ukochanego ojca oraz wielu jego bliskich przyjaciół i kolegów. Karol zostaje zupełnie sam. Na pewno starał się wtedy doszukiwać w tych wydarzeniach jakiegoś sensu w perspektywie wiary, lecz to wcale nie umniejszało ludzkiego bólu skrapianego łzami bezradności czy może wręcz buntu. On jednak to wszystko przyjmował z wiarą w sens działania Bożej opatrzności nawet jeśli do końca go nie rozumiał. Opatrzność, myślę już wtedy, przygotowywała go do "posługi samotności" jaką jest posługa następcy św. Piotra. Bo choć ma on wielu kompetentnych współpracowników, to jednak wiele decyzji musi podejmować sam. Musi bowiem często czynić i mówić rzeczy niewygodne, które inni starają się przemilczeć z obawy przed krytyką mediów lub nawet współwyznawców. Samotność nie stała się jednak dla Karola okazją do zgorzknienia, zamknięcia na innych ludzi i świat z żalem w sercu do Boga. Przyjął ja i twórczo wykorzystał gromadząc wokół siebie już jako ksiądz grupę młodych ludzi i przyjaciół. Śmierć najbliższych osób, ojca, matki i rodzeństwa jest straszliwym odarciem i niełatwo jest ją przeżyć twórczo. Może zamknąć człowieka na zawsze z poczuciem złości i żalu albo otworzyć na nowe relacje z Bogiem i ludźmi. Karol przeżył swoje doświadczenia właśnie w ten drugi sposób. Kończy w konspiracji Seminarium i pod koniec wojny zostaje wyświęcony na kapłana. Upadek jednak jednego totalitaryzmu, nazizmu, wcale nie oznaczał, że te nowy, komunizm będzie lepszy. Po okresie kilku lat studiów w Rzymie ks. Karol zostaje wrzucony w wir walki o duszę polaków najpierw w duszpasterstwie akademickim, a potem szerzej jako biskup pomocniczy i arcybiskupa Krakowa. Jego ukochana Ojczyzna kolejny raz była doświadczana przez opatrzność a Abp K. Wojtyła zamiast narzekać i oskarżać Boga angażuje się we wszystkie możliwe obszary ówczesnej działalności Kościoła. Nie daje się wmanewrować władzy komunistycznej w opozycję przeciw Prymasowi kard. S. Wyszyńskiemu, ale jednocześnie zachowuje poczucie wewnętrznej wolności. Jego wyjazd już jako biskupa na kajaki z młodzieżą bez stroju duchownego przed Soborem Watykańskim II jest dobitnym dowodem takiej wewnętrznej wolności.

 

Wybór na Stolicę Piotrową to kolejny bardzo ważny moment jego osobistej drogi krzyża. Trzeba było zostawić Polskę, Kraków, nasze Tatry, przyjaciół i znajomych oraz podjąć posługę papieską w bardzo trudnym okresie życia Kościoła. Dostał jednak w zamian cały świat do odwiedzenia, Rzym do przyjmowania pielgrzymów z różnych zakątków ziemi i Alpy, wyższe od naszych Tatr, do odpoczywania. Polska i kraje bloku wschodniego pozostawały nadal zniewolone przez komunizm a działalność Kościoła w nich była bardzo ograniczona, natomiast w tzw. Europie Zachodniej Kościół znajdował się w stanie pewnego chaosu po niemądrym wprowadzeniu słusznych reform Vaticanum II. My Polacy mamy szczególny powód do wdzięczności nie tylko za zainspirowanie przemian, które doprowadziły do upadku komunizmu, ale zwłaszcza dlatego, że nie cofnął się przed największą ofiarą z własnego cierpienia, gdy Bóg zażądał jej jako zadośćuczynienie za zbrodnie komunizmu. Podejmując walkę z komunizmem doskonale zdawał sobie sprawę, że ten system łatwo nie odpuści pola. Jan Paweł II jednak odważnie podjął to wyzwanie kładąc na szalę własne życie i zdrowie. On wystawił się wrogowi za nas, zasłonił nas swoim ciałem i przyjął w 1981 roku największy cios. "On się obarczył naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści" (por. Iz 53,4). Pamiętajmy ciągle, że zamach na jego życie miał miejsce praktycznie zaraz na początku pontyfikatu i po nim Ojciec Święty nie powrócił już nigdy do poprzedniej sprawności fizycznej. Oznaki ceny wolnej Polski nosił na swoim ciele jak "stygmaty wolności" do końca życia.

 

Cierpienie jakie towarzyszyło Jego pontyfikatowi sprawiło, że Poliklinika Gemelli stała się drugim Watykanem. Jan Paweł II przyjmował wszystko w duchu poddania się woli Bożej na wzór Maryi swojej szczególnej Wspomożycielki. Złamanie kości udowej, które miało miejsce w roku rodziny przyjął w duchu wyproszenia łask Bożych dla wszystkich rodzin. A cóż powiedzieć o przegranej w promowaniu pokoju na świecie w kontekście dwóch wojen w Zatoce Perskiej w 1990 i 2003 roku czy zamachu na World Trade Center? Wreszcie ten wysportowany i doświadczony w chodzeniu po górach człowiek oddaje Bogu na ofiarę również swoje nogi i traci prawie całkowicie zdolność poruszania się o własnych siłach. Spokojnie przyjął kolejną misję powierzoną mu przez Boga ewangelizowania swoją fizyczną słabością. On już w Teatrze Rapsodycznym u Kolarczyka nauczył się, że w sztuce postawa ciała jak tak samo ważna jak słowo więc "grał" na scenie świata misterium wierności Chrystusowi do końca. I wreszcie na koniec, aktor dla którego słowo mówione jest sensem życia przestaje prawie zupełnie mówić. Komunikuje się z wiernymi tylko za pomocą gestów. To wystarcza, bo prawdziwa miłość nie potrzebuje wielu słów czy gestów. Wystarczą bardzo proste.

 

Bóg odbierał mu więc po kolei: matkę, brata, ojca, przyjaciół w czasie wojny, wolność w komunistycznej Polsce, Ojczyznę, Kraków, polskie góry, zdrowie, zdolność chodzenia i wreszcie mówienia. A on Mu na to pozwalał akceptując Jego świętą wolę. Miał odwagę wyrzekać się tego wszystkiego, co dla niego osobiście było ważne i oddać własne życie do dyspozycji Bogu. I właśnie z tej ofiary zrodziły się owoce, które dotychczas zadziwiają wielu ludzi na całym świecie. A Bóg dał mu dużo więcej braci i sióstr, ojczyzn, gór oraz łaskę największego świadectwa na wózku i bez słów. Nawet śmierć chciał przeżywać jako świadectwo chrześcijańskiego umierania i Bóg dał mu tę łaskę. Ta śmierć, jak śmierć Mistrza z Nazaretu, nawróciła pewnie więcej ludzi do Boga niż całe lata pontyfikatu. Jan Paweł II rozumiał doskonale, że nie ma owocnego chrześcijaństwa bez krzyża, ofiary z własnego życia, ciągłe pozostawianie na boku swoich planów, by pozwolić się prowadzić woli Boga. A to jest właśnie świętość. Słusznie więc kard. St. Dziwisz w jednym z wywiadów podkreślił, że ks. Karol "był już świętym zanim został papieżem". Można tylko dodać, że był nim przez całe życie.


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

LITANIA DO NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU.

piątek, 30 listopada 2007 13:24

Kyrie eleison
Chryste eleison.

Kyrie eleison
Chryste, usłysz nas
Chryste, wysłuchaj nas
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami
Synu, Odkupicielu świata, Boże
Duchu Święty, Boże
Święta Trójco, jedyny Boże

Jezu, w Najświętszym Sakramencie jako Bóg i Człowiek obecny,  zmiłuj się nad nami
Jezu, żywy chlebie, któryś z nieba zstąpił
Jezu, utajony Boże i Zbawicielu
Jezu, nieustająca ofiaro nowego przymierza
Jezu, ofiary, czci i uwielbienia najgodniejsza
Jezu, prawdziwa ofiaro błagalna za żywych i zmarłych
Jezu, niewinny Baranku Boży
Jezu, Chlebie Anielski
Jezu, pokarmie nasz najcenniejszy
Jezu, przymierze miłości i pokoju
Jezu, źródło łask wszelkich
Jezu, pociecho zasmuconych
Jezu, ucieczko grzesznych
Jezu, wspomożycielu słabych i obarczonych
Jezu, lekarzu chorych
Jezu, pokarmie w godzinie śmierci
Jezu, szczęśliwości wybranych
Jezu, zadatku chwalebnego zmartwychwstania

Bądź nam miłościw, przepuść nam Panie
Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas Panie

Od niegodnego pożywania Ciała i Krwi Twojej najświętszej, zachowaj nas Panie
Od wszelkich pożądliwości ciała
Od pożądliwości oczu
Od wszelkiej pychy
Od wszelkich niebezpieczeństw i okazji do grzechu
Od wszelkiej lekkomyślności umysłu
Od wszelkiej oziębłości ku bliźnim
Od grzechu każdego
Od śmierci wiecznej

Przez najświętsze Wcielenie Twoje, wybaw nas Panie
Przez gorzką mękę i śmierć Twoją
Przez nieskończoną miłość którąś nam okazał przez ustanowienie Najświętszego Sakramentu
Przez Swoją najgłębszą pokorę, jakąś w poprzedzającym umywaniu nóg uczniom swoim okazał
Przez pięć ran Twego Najświętszego Ciała, któreś za nas sobie zadać pozwolił
Przez najdroższą Krew Twoją, którąś nam na ołtarzu zostawić raczył

My, grzeszni, prosimy Ciebie, wysłuchaj nas Panie
Abyś wiarę, uszanowanie i nabożeństwo ku temu Najświętszemu Sakramentowi zawsze w nas utrzymywać i pomnażać raczył
Abyś wszelkie zbrodnie i to, co Ci ,się nie podoba, w nas umarzać i z nas wykorzenić raczył
Abyś nas w łasce Swojej zachować i umacniać raczył
Abyś nas od wszelkich zasadzek nieprzyjaciół uwolnić raczył
Abyś serca nasze łaską Swoją oczyścić i poświęcić raczył
Abyś nam skutków tego niebieskiego Najświętszego Sakramentu w obfitości doznać pozwolił
Abyś nas przez tę tajemnicę miłości z Sobą coraz doskonalej zjednoczyć raczył
Abyś święte pragnienie częstego pożywania Ciebie w Komunii świętej w nas wzbudzić raczył
Abyś nam do godnego przygotowania na tę, ucztę przez prawdziwą pokutę dopomóc raczył
Abyś nas w godzinę śmierci tym Pokarmem Niebieskim zasilić i wzmocnić raczył
Abyś nam w godzinę śmierci na pomoc przybyć raczył
Abyś nam łaski szczęśliwej śmierci udzielić raczył
Abyś nas nam wieczne i chwalebne życie wskrzesić raczył
Abyś nas wysłuchać raczył
Synu Boży, źródło łaskawości i miłosierdzia

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami

Ojcze nasz...

Zdrowaś Maryjo...

O Święta uczto, w której Chrystusa pożywamy i pamiątka męki Jego uczczona
Dusza łaską napełniona, a nam zadatek przyszłej szczęśliwości udzielan bywa

Módlmy się:  Boże, który zostawiłeś nam pamiątkę męki Swojej w cudownym Sakramencie, racz nam dać, błagamy, iżbyśmy Najświętsze Ciało Twoje i Najświętszą Krew Twoją jak najczęściej i z jak najgłębszym nabożeństwem dla uleczenia i zbawienia dusz naszych przez Ciebie odkupionych, przyjmowali i świętością tegoż Sakramentu przez Boskie zasługi Twoje, Królestwo niebieskie sobie zapewnili. Który z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...

LITANIA DO CHRYSTUSA KRÓLA.

piątek, 30 listopada 2007 13:19

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami
Synu, Odkupicielu świata Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Chryste Królu, Boże z Boga, Światłości z Światłości, przyjdź Królestwo Twoje.
Chryste Królu, Obrazie Boga niewidzialnego,
Chryste Królu, w którym wszystkie rzeczy stworzone są,
Chryste Królu, przez którego świat jest stworzony,
Chryste Królu, z Dziewicy zrodzony,
Chryste Królu, prawdziwy Boże i prawdziwy Człowiecze,
Chryste Królu, uwielbiony przez pastuszków i Trzech Króli,
Chryste Królu, Prawodawco najwyższy,
Chryste Królu, Źródło i Wzorze wszelkiej świętości,
Chryste Królu, Drogo nasza, Prawdo i Życie nasze,
Chryste Królu, któremu jest dana wszelka władza na niebie i na ziemi, panuj nad duszami.
Chryste Królu, Kapłanie przedwieczny,
Chryste, Królu rozumu,
Chryste, Królu woli,
Chryste, Królu cierpienia, cierniem ukoronowany,
Chryste, Królu pokory przez urąganie szkarłatem odziany,
Chryste Królu, Oblubieńcze dziewic,
Chryste Królu, który w Marii Magdalenie uczciłeś życie pokutne,
Chryste Królu, którego Królestwo nie jest z tego świata,
Chryste Królu, przez królewski Dar Twojej Miłości, Eucharystię świętą,
Chryste Królu, Arcydzieło wszechmocy Ojca i miłości Ducha Świętego, panuj nad rodzinami.
Chryste Królu, który podniosłeś małżeństwo do godności Sakramentu,
Chryste Królu, któryś uczynił pierwszy cud na godach w Kanie Galilejskiej,
Chryste Królu, Przyjacielu dzieci,
Chryste Królu, który przez swe życie ukryte w Nazarecie dałeś przykład rodzicom i dzieciom,
Chryste Królu, który przez pracę rąk Twoich uszlachetniłeś i uświęciłeś naszą pracę,
Chryste Królu, który wskrzesiłeś z umarłych i oddałeś rodzinie młodzieńca z Nain, córkę Jaira i przyjaciela swego Łazarza,
Chryste Królu, który przebaczyłeś grzesznej niewieście,
Chryste Królu, przez Twoją miłość dla Maryi i Józefa,
Chryste, Królu Królów i Panie nad Panami, panuj nad narodami
Chryste, Królu wieków nieśmiertelny,
Chryste, Królu chwały wiecznej,
Chryste Królu, Książę pokoju,
Chryste Królu, który na swych ramionach nosisz znamię panowania,
Chryste Królu, którego Królestwu nie będzie końca,
Chryste Królu, który zasiadasz nad Cherubinami,
Chryste Królu, przez miłość, jaką we wszystkich czasach świadczyłeś narodom, które Ci były wierne, panuj nad swymi nieprzyjaciółmi.
Chryste Królu, który „strącasz władców z tronu a wywyższasz pokornych",
Chryste Królu, który druzgoczesz królów w dniu gniewu Twego,
Chryste Królu, który śmiercią na krzyżu piekło pokonałeś,
Chryste Królu, który zmartwychwstaniem Twoim śmierć zwyciężyłeś,
Chryste Królu, który przyjdziesz sądzić żywych i umarłych,
Chryste Królu, w dniu Twojej potęgi, w chwale Świętych Twoich,
Chryste Królu, przez Twoja modlitwę na krzyżu: „Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią",
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami
 

P. Królestwo Jego rozszerzać się będzie.
W. A pokój trwać będzie bez końca.
P. Módlmy się: Wszechmogący, wiekuisty Boże, który wszystko odnowić chciałeś przez Syna Twego, Króla wszechświata, racz w dobroci Twojej sprawić, aby wszystkie narody, rozdzielone przez grzech, poddały się słodkiej władzy Twojej. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków.
W. Amen.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (1) | Powiedz coś...

LITANIA DO ANIOŁÓW.

piątek, 30 listopada 2007 13:12
 

Kyrie, elejson, Chryste, elejson, Kyrie, elejson.

Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się z nami.

Synu, Odkupicielu Świata, Boże, zmiłuj się z nami.

Duchu Święty, Boże, zmiłuj się z nami.

Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się z nami.

Święta Maryjo, Królowo Aniołów, módl się za nami.

Święty Michale Archaniele, Aniele wiary i pokory, módl się za nami.

Święty Gabrielu Archaniele, Aniele nadziei i pokoju, módl się za nami.

Święty Rafale Archaniele, Aniele miłości Bożej, módl się za nami.

Święty Aniele Stróżu, módl się za nami.

Święty Chórze Serafinów, módl się za nami.

Święty Chórze Cherubinów, módl się za nami.

Święty Chórze Tronów, módl się za nami.

Święty Chórze Panowań, módl się za nami.

Święty Chórze Mocarstw, módl się za nami.

Święty Chórze Potęg, módl się za nami.

Święty Chórze Książąt, módl się za nami.

Święty Chórze Archaniołów, módl się za nami.

Święty Chórze Aniołow, módl się za nami.

Święci Aniołowie, którzy otaczacie tron Boży, pełen majestatu i chwały, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy nieustannie śpiewacie Bogu: ,, Święty, Święty, Święty Pan, Bóg Zastępów", módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy rozpraszacie ciemności i rozjaśniacie nasz umysł niebiańskim światłem, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy objawiacie ludziom niebiańskie sprawy, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, których straży Bóg nas poruczył, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy nieustannie wpatrujecie się w Oblicze Ojca niebieskiego, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy cieszycie się z nawrócenia nawet jednego grzesznika, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy wyprowadziliście Lota spośród grzeszników, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, których widział patriarcha Jakub, jak wstępowali i zstępowali po drabinie, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy na górze Synaj przekazaliście Mojżeszowi tablice Bożych przykazań, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy przy narodzeniu Chrystusa Pan zwiastowaliście pokój i wesele, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy usługiwaliście Chrystusowi Panu na pustyni, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy przenieśliście Łazarza na łono Abrahama, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy w białych szatach siedzieliście przy grobie Chrystusa Zmartwychwstałego, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy ukazaliście się uczniom przy Wniebowstąpieniu Chrystusa Pana, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy poprzedzicie Chrystusa Pana, gdy przyjdzie na Sąd Ostateczny, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy zgromadzicie wybranych na sąd przy końcu świata, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy w dniu sądu oddzielicie złych od sprawiedliwych, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy zanosicie modły wiernych przed tron Boży, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy towarzyszycie nam przy śmierci, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy wprowadzacie dusze sprawiedliwych do nieba, oczyszczone z wszelkiej zmazy, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy dokonujecie cudów mocą Bożą, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, których Bóg posyła do tych, co otrzymują dziedzictwo zbawienia wiecznego, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy sprawujecie pieczę nad państwami i krajami, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy często rozpraszacie zastępy nieprzyjacielskie, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy często wyswobadzacie sługi Boże z więzienia i innych niebezpieczeństw, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy często byliście dla świętych męczenników pociechą w ich mękach, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, którzy szczególną pięczą otaczacie przełożonych Kościoła i panujących, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie naszych kapłanów i duszpasterzy, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, naszych rodzin, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, naszych dzieci, módlcie się za nami.

Święci Aniołowie, naszej ojczyzny, módlcie się za nami.

Wszystkie święte Duchy niebieskie, módlcie się za nami.

Od wszelkich niebezpieczeństw - przez świętych Aniołów wybaw nas Panie.

Od wszelkiego odstępstwa od wiary - przez świętych Aniołów wybaw nas Panie.

Od powietrza, głodu, ognia i wojny - przez świętych Aniołów wybaw nas Panie.

Od nagłej, a niespodziewanej śmierci - przez świętych Aniołów wybaw nas Panie.

Od śmierci wiecznej - przez świętych Aniołów wybaw nas Panie.

My, grzeszni - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś nam grzechy odpuścić raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś karanie od nas oddalić raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś Kościół Twój święty rządzić i zachować raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś Najwyższego Pasterza, Ojca Świętego, i wszystkie stany duchowne w świętej pobożności zachować raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś nieprzyjaciół Kościoła świętego poniżyć raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś królom i władcom chrześcijańskim pokój i prawdziwą zgodę dać raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś myśli nasze ku pragnieniu rzeczy niebieskich podnieść raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Abyś wszystkich wiernych zmarłych wiecznym odpoczynkiem obdarzyć raczył - przez świętych Aniołów Ciebie, Boga, prosimy, wysłuchaj nas Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

K: Aniołom swoim Bóg rozkazał o tobie.

W: Aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.

 

Módlmy się. Boże, który układasz zadania aniołów i ludzi w przedziwnym porządku, pozwól w swojej dobroci, aby aniołowie, którzy nieustannie są przy Tobie dla wykonania Twoich rozkazów, stali się gorliwymi opiekunami naszego zbawienia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

MODLITWA DO ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA.

piątek, 30 listopada 2007 13:05
 

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


Podziel się
oceń
233
2

Tylu zabrało głos... (6) | Powiedz coś...

GODZINKI O NIEPOKALANYM POCZĘCIU NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY.

piątek, 30 listopada 2007 12:52
 

Na jutrznię

Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę świętą,

Zacznijcie opowiadać cześć Jej niepojętą.

Przybądź nam, miłościwa Pani, ku pomocy,

A wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy.

Chwała Ojcu, Synowi Jego przedwiecznemu.

I równemu im w Bóstwie Duchowi Świętemu.

Jak była na początku i zawsze, i ninie.

Niech Bóg w Trójcy Jedyny na wiek wieków słynie.

 

Hymn

1. Zawitaj, Pani świata, Niebieska Królowa,

Witaj, Panno nad panny, Gwiazdo porankowa!

2. Zawitaj pełna łaski, prześliczna światłości,

Pani, na pomoc świata spiesz się, zbaw nas złości.

3. Ciebie Monarcha wieczny od wieków swojemu.

Za Matkę obrał Słowu jednorodzonemu.

4. Przez które ziemi okrąg i nieba ogniste,

I powietrze, i wody stworzył przezroczyste.

5. Ciebie, Oblubienicę, przyozdobił sobie,

Bo przestępstwo Adama nie ma prawa w Tobie.

P: Wybrał Ją Bóg i wywyższył ponad wszystko.

W: I wziął Ją na mieszkanie do przybytku swego.

P: Pani, wysłuchaj modlitwy nasze.

W: A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

P: Módlmy się:

Święta Maryjo, Królowo Niebieska, Matko Pana naszego Jezusa Chrystusa i Pani świata, która nikogo nie opuszczasz i nikim nie gardzisz, wejrzyj na nas, Pani nasza, łaskawym okiem miłosierdzia swego i uproś nam u Syna swego miłego odpuszczenie wszystkich grzechów naszych, abyśmy, którzy teraz święte Twoje Niepokalane Poczęcie nabożnym sercem rozpamiętywamy, wiecznego błogosławieństwa zapłatę w niebie otrzymać mogli; co niechaj da Ten, któregoś Ty, Panno, porodziła, Syn Twój, a Pan nasz, Jezus Chrystus, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje w Trójcy Świętej, Jedyny Bóg na wieki wieków. Amen.

P: Pani, wysłuchaj modlitwy nasze.

W: A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

P: Błogosławmy Panu.

W: Bogu chwała.

P: A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju.

W: Amen.

 

Na prymę

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Zawitaj, Panno mądra, domie poświęcony,

Siedmioma kolumnami pięknie ozdobiony.

2. Od wszelakiej zarazy świata ochroniona,

Pierwej święta w żywocie matki, niż zrodzona.

3. Tyś Matką wszechżyjących, Tyś jest Świętych drzwiami.

Nowa gwiazdo z Jakuba, Tyś nad Aniołami.

4. Ogromna czartu jesteś, w szyku obóz silny,

Bądź chrześcijan ucieczką i port nieomylny.

P: Sam Ją stworzył w Duchu Świętym.

W: I wyniósł Ją nad wszystkie dzieją rąk swoich.

P: Pani, wysłuchaj modlitwy nasze.

W: A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie...

 

Na tercję

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Witaj Arko przymierza, tronie Salomona,

Tęczo wszechmocną ręką z pięknych farb złożona.

2. Tyś krzak Mojżeszów, Boskim ogniem gorejąca.

Tyś Różdżka Aronowa. śliczny kwiat rodząca.

3. Bramo rajska zamkniona, runo Gedeona,

Tyś niezwyciężonego plastr miodu Samsona.

4. Przystało, aby Cię Syn tak zacny od winy.

Pierworodnej zachował i zmazy Ewinej.

5. Który Ciebie za Matkę obierając sobie,

Chciał, by przywara grzechu nie postała w Tobie.

P: Ja mieszkam na wysokościach.

W: I tron mój w słupie obłoku.

P: Pani, wysłuchaj...

 

Na sekstę

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Witaj, świątynio Boga w Trójcy Jedynego,

Tyś raj Aniołów, pałac wstydu panieńskiego.

2. Pociecho utrapionych, ogrodzie wdzięczności,

O palmo cierpliwości, o cedrze czystości.

3. Ziemia jesteś kapłańska i błogosławiona,

Święta i pierworodną zmazą niedotkniona.

4. Miasto Pańskie i brama na wschód wystawiona,

Wszelkąś łaską, jedyna Panno, wypełniona.

P: Jak lilia między cierniem.

W: Tak przyjaciółka moja między córkami Adamowymi.

P: Pani, wysłuchaj...

 

Na nonę

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Witaj, miasto ucieczki, wieżo utwierdzona

Dawidowa, basztami i bronią wzmocniona.

2. Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała,

Przez Cię władza piekielnych mocarzów stajała.

3. O mężna białogłowo, Judyt wojująca,

Od niewoli okrutnej lud swój ratująca.

4. Rachel ożywiciela Egiptu nosiła,

Nam Zbawiciela świata Maryja powiła.

P: Wszystka piękna jesteś, przyjaciółko moja!

W: A zmaza pierworodna nigdy w Tobie nie postała.

P: Pani, wysłuchaj...

 

Na nieszpory

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Witaj, światło z Gabaon, coś zwycięstwo dało,

Z Ciebie Słowo przedwieczne w ciało się przybrało.

2. Aby człowiek z padołu powstał wywyższony,

Niewiele od Aniołów jest on umniejszony.

3. Słońca tego promieńmi Maryja jaśnieje,

W poczęciu swym jak złota zorza światłem sieje.

4. Między cierniem lilija kruszy łeb smokowi.

Piękna, jak w pełni księżyc, świeci człowiekowi.

P: Jam sprawiła na niebie, aby wschodziła światłość nieustająca!

W: I jako mgła okryłam wszystką ziemię.

P: Pani, wysłuchaj...

 

Na kompletę

Niech nas Syn Twój, o Pani, do siebie nawróci.

A swoje zagniewanie niech od nas odwróci.

Przybądź nam... Chwała Ojcu...

 

Hymn

1. Witaj, Matko szlachetna w panieńskiej czystości,

Gwiazdami uwieńczona, Pani łaskawości.

2. Niepokalana, czystsza niźli Aniołowie,

Po prawej stronie Króla stoisz w złotogłowie.

3. O Rodzicielko łaski, nadziejo grzeszących,

O jasna Gwiazdo morska, o porcie tonących!

4. Bramo rajska, niemocnych zdrowie w Twej obronę.

Niech Boga oglądamy na górnym Syjonie.

P: Jako olej wylany, o Maryjo, Imię Twoje.

W: Słudzy Twoi zakochali się bardzo w Tobie.

P: Pani, wysłuchaj...

Ofiarowanie godzinek

Z pokłonem, Panno święta, ofiarujem Tobie.

Te Godzinki ku większej czci Twej i ozdobie.

Prosząc, byś nas zbawienną drogą prowadziła,

A przy śmierci nam słodką Opiekunką była.

Antyfona

Ta to różdżka, w której ani pierworodnej,

ani uczynkowej winy skaza nie powstała.

P: W poczęciu swoim, Panno, niepokalanaś była.

W: Módl się za nami do Ojca, któregoś Syna porodziła.

P: Módlmy się:

Boże, któryś przez Niepokalane Poczęcie Najświętszej Panny godny Synowi swemu przybytek zgotował, Ciebie prosimy, abyś przez wstawiennictwo Tej, którąś dla przewidzianej śmierci tegoż Syna od wszelkiej zmazy zachował, nam niepokalanymi przyjść do siebie dozwolił. Przez tegoż Chrystusa Pana naszego, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.


Podziel się
oceń
1
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Święty Dominik Savio.

środa, 28 listopada 2007 18:58

 

Święty Dominik Savio urodził się 2 kwietnia 1842 r. we Włoszech, we wsi Riva w pobliżu Turynu. Pouczenia rodziców i przykład ich pobożnego życia zrobiły swoje. Już w piątym roku życia służył do Mszy świętej, co w jego wieku nie było łatwe, chociażby ze względu na wczesne wstawanie. Z pewnością było to dla niego ćwiczenie woli. W ósmym roku życia przyjął pierwszą Komunię świętą. W tym dniu wpisał do swojego pamiętnika: „Będę się często spowiadał i przyjmował Komunię świętą; moimi przyjaciółmi będą Jezus i Maryja; śmierć - tak, ale nie grzech".
Drugim środowiskiem, w którym rozwijała się jego świętość było Oratorium, czyli szkoła i internat dla chłopców w Turynie, założone przez ks. Jana Bosko. Chcąc pomóc św. Janowi w jego pracy, zorganizował towarzystwo pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia.
Dominik zmarł 9 marca 1857 roku na chorobę płuc, mając zaledwie piętnaście lat. Mimo, że życie św. Dominika płynęło w ubóstwie, pracy i cierpieniach, przepełniała go radość i pogodna świętość. Odznaczał się posłuszeństwem, punktualnością i sumiennością. Za jego gorliwość Pan Bóg wynagrodził go darem kontemplacji, ekstazą i innymi darami nadprzyrodzonymi.
Beatyfikował go w roku 1950 papież Pius XII, który także cztery lata później, w 1954 roku zaliczył go w poczet świętych.  

Patron młodzieży i ministrantów.

 

( na podstawie serwisu www.imiona.net.pl)

 


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

Święta Agnieszka.

środa, 28 listopada 2007 18:49

 

Św. Agnieszka rzymska, to jedna z najbardziej czczonych postaci w chrześcijańskiej starożytności. Historia przekazała o niej bardzo skąpe informacje. Nie wiadomo nawet skąd pochodziła. Według tradycji była bardzo młoda, miała zaledwie 12 lat, gdy wybuchły prześladowania za cesarza Dioklecjana. Według podań miała ponieść śmierć męczeńską ok. 304 roku przez ścięcie mieczem przy drodze Nomentańskiej w Rzymie, dlatego później nazwano ją Agnieszką Rzymską.
W miejscu jej męczeńskiej śmierci wybudowano kościół ku jej czci, zaś w IV w. cesarz Konstantyn Wielki w miejscu jej pochówku wystawił okazałą bazylikę. Na obrazach święta Agnieszka przedstawiana jest z barankiem, ze względu, że w etymologii ludowej imię to wywodzone jest od łacińskiego agnus - baranek. Po dziś dzień, w klasztorze przy bazylice, hoduje się baranki, poświęcane w dzień wspomnienia świętej. Z ich wełny zakonnice wyrabiają paliusze (taśmy z wyhaftowanymi sześcioma czarnymi krzyżami), które otrzymują wszyscy nowo mianowani metropolici.

Jest patronką dzieci, panien i ogrodników.

 

( na podstawie serwisu www.imiona.net.pl)


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (4) | Powiedz coś...

Święta Maria Goretti.

środa, 28 listopada 2007 18:38

 

Maria Goretti przyszła na świat 16 października 1890 roku w Corinaldo koło Ankony (Włochy). Była najstarsza z pięciorga rodzeństwa. Kiedy rodzice Marii, prości poczciwi rolnicy, nie byli już w stanie wyżywić rodziny z kawałka uprawianej ziemi, cała rodzina przeniosła się w 1899 roku do niewielkiej wioski Nettuno. Tu zaczęło się nieszczęście Marii. Rok po przybyciu na nowe miejsce zmarł na malarię jej ojciec. Matka zmuszona była się najmować do pracy w polu, aby wyżywić rodzinę, a jedenastoletnia wówczas Maria w tym czasie zajmowała się rodzeństwem. Coraz częściej naprzykrzał się jej 16-letni Alessandro, syn dzierżawcy, usiłujący dręczyć ją nawet fizycznie. Aby nie przysparzać dodatkowych kłopotów matce, Maria całą sprawę zachowywała w tajemnicy.
Tragedia nastąpiła pewnej soboty 5 lipca 1902 roku. Alessandro próbował zgwałcić dziewczynkę. Broniła się ona rozpaczliwie, jednak w pojedynku z wyposażonym w nóż napastnikiem nie miała szans. Odwieziono ją do szpitala z 14 ranami na całym ciele. Dzień później zmarła. Przed śmiercią zdążyła jeszcze przebaczyć mordercy.
Allesandro został skazany na 30 lat ciężkich robót. Nie żałował swego czynu. Po latach jednak miał widzenie: zobaczył Marię, która podawała mu kwiaty. Ostatecznie nawrócił się i zwolniony z więzienia przed czasem, w 1928 roku, został bratem świeckim w zakonie kapucynów.
Ogłoszenie Marii Goretii świętą było jedną z najbardziej wzruszających uroczystości kanonizacyjnych. W obecności jej sędziwej matki, rodziny i nawróconego Alessandra, papież Pius XII, wobec blisko pół miliona wiernych zebranych na placu św. Piotra w Rzymie, 24 czerwca 1950 roku, włączył tę męczennicę-dziecko do grona świętych. Nazwał ją też "św. Agnieszką XX wieku".
Grób Świętej męczennicy w kościele S. Maria delle Grazie i S. Marii Goretii w portowym rejonie Nettuno jest oblegany nieustannie przez wiernych.

Jest patronką młodzieży.

 

( na podstawie serwisu www.imiona.net.pl)


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (3) | Powiedz coś...

Święta Patrycja z Neapolu.

środa, 28 listopada 2007 18:29

 

Święta Patrycja żyła w VII wieku w Konstantynopolu. Wiadomości na temat jej życia nie są pewne. To, co przekazała nam tradycja chrześcijańska zawiera jakieś ziarno prawdy historycznej. Pochodziła z książęcego roku spokrewnionego z rodziną cesarską, dlatego przebywała na dworze cesarza. Gdy osiągnęła wiek zamążpójścia, ówczesnym zwyczajem, zamierzano ją wydać za mąż za upatrzonego człowieka. Ona jednak miała inne plany życiowe i podporządkowane miłości Chrystusa. Całym sercem należała już do Boskiego Oblubieńca. Idąc za głosem serca, potajemnie opuściła Konstantynopol, by uniknąć przykrości związanych ze zmuszaniem jej do zamążpójścia, którym się nie interesowała. Udała się do Rzymu, stolicy chrześcijaństwa. Tam przez obrzęd konsekracji dziewic całkowicie poświęciła się Jezusowi. W strony rodzinne udała się raz tylko po to, aby sprzedać wszystko, co było jej własnością i rozdać ubogim. Odbyła też pielgrzymkę do Jerozolimy. Bardzo bowiem pragnęła zobaczyć miejsca związane z osobą Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, gdzie dokonało się dzieło odkupienia. Podczas drogi powrotnej do Italii, zmarła dość niespodziewanie dnia 25 sierpnia 660 r., niedaleko Neapolu. Jej ciało złożono w pobliskim klasztorze bazylianów. Gdy później klasztor objęły zakonnice, nazwały go klasztorem świętej Patrycji. W 1625 r. została ogłoszona patronką Neapolu.

 

( na podstawie serwisu www.imiona.net.pl)


Podziel się
oceń
80
10

Tylu zabrało głos... (55) | Powiedz coś...

Święty Andrzej Apostoł.

środa, 28 listopada 2007 18:18

 

Świętego Andrzeja, do grona swoich najbliższych uczniów i współpracowników w dziele zbawienia powołał sam Jezus: „Gdy Jezus przechodził brzegiem Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I mówi do nich: «Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni zaraz zostawili sieci i poszli za Nim" (Mt 4,18; Mk 1,16).
Andrzej Apostoł był rybakiem z Betsajdy i uczniem Jana Chrzciciela. Razem z Filipem przedstawił Chrystusowi pogan pragnących Go poznać. Św. Andrzej występuje często w Ewangeliach, natomiast mniej wiemy o jego działalności po Zesłaniu Ducha Świętego.
Według tradycji głosił on Dobrą Nowinę w różnych krajach, zwłaszcza w okolicach Morza Czarnego i w Grecji. Tam też poniósł śmierć męczeńską, zawieszony na krzyżu w kształcie litery „X". Jego relikwie w 375 roku ze czcią przeniesiono do Konstantynopola, a w 1208 r. dostały się do Amaldi we Włoszech. Jego kult, podobnie jak i innych apostołów, szybko rozwijał się w całym Kościele. Z łowcy ryb Andrzej Apostoł stał się łowcą ludzi dla Chrystusa. Jest orędownikiem zakochanych, wspomaga w sprawach matrymonialnych i wypraszaniu potomstwa.
W ikonografii św. Andrzej Apostoł przedstawiany jest jako starszy mężczyzna o gęstych, siwych włosach i krzaczastej, krótkiej brodzie. Jako apostoł nosi długi płaszcz. Czasem ukazywany jako rybak w krótkiej tunice. Powracającą sceną w sztuce religijnej jest chwila jego ukrzyżowania. Atrybutami tego Świętego są: „krzyż św. Andrzeja" w kształcie litery X, księga, ryba, sieć.

Jest patronem prawosławia, Słowian, archidiecezji warmińskiej, Austrii, Bułgarii, Burgundii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Rosji, Sycylii, Szkocji, małżeństw, rybaków, rycerzy, rzeźników i żeglarzy.

 

( na podstawie serwisu www.imiona.net.pl)


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (0) | Powiedz coś...

NIE WIERZYSZ W DIABŁA?... BŁĄD!... ON WIERZY W CIEBIE...

niedziela, 25 listopada 2007 13:00
 

Niech każdy z Was odpowie sobie na pytanie zawarte w temacie...

Zauważyłam, obcując z ludźmi w różnym wieku, że dzisiejsza młodzież, ale również ludzie dorośli nie zdają sobie sprawy z istnienia Szatana i traktują go jak straszak, a nie jako realne zagrożenie, a nawet jeśli zdają sobie sprawę z jego istnienia, to lekceważą wpływ jaki Książe Ciemności może mieć na ich życie...

Ja odczułam jego działanie na własnej skórze, dlatego piszę te słowa...

Zaczęło się jakieś 3 tygodnie temu, kiedy zaczęły mnie prześladować potworne sny... Znalazłam się na progu depresji, ale dzięki modlitwie moich Przyjaciół, i dzięki mojej modlitwie udało mi się z tego wybrnąć. Modlitwa dodała mi sił by żyć z tym, co widzę w snach, z potwornym cierpieniem moich przyjaciół... Wszystko było dobrze, jechałam po zajęciach do kościoła, by porozmawiać z Jezusem, by Mu podziękować, za to co się udało, przeprosić za moje potknięcia i drobne grzechy... No po prostu niemal sielanka, ale...

Co dobre nie może trwać wiecznie... W poniedziałek zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego; obudziłam się rano i spojrzałam na obrazek na ścianie, przed którym zawsze się modlę, i poczułam w sercu coś dziwnego, jakąś odrazę... Byłam w takim stanie, że gdyby ktoś powiedział mi, że Boga nie ma to jakoś specjalnie bym się tym nie zmartwiła, a wręcz przeciwnie, pewnie nawet bym się cieszyła...

Oj nawrzucałam Jezusowi... Oskarżałam Go o całe zło tego świata, o cierpienie moje i moich Przyjaciół, mówiłam o Nim, że jest perfidnym sadystą, który odczuwa rozkosz patrząc na nasze cierpienie, że ma nas, za przeproszeniem, w dupie... Nie modliłam się, nawet nie potrafiłam się zdobyć na znak krzyża...

Ale podobny kryzys przechodziłam już kiedyś, tylko, że wtedy załamałam się po śmierci kogoś, kto był dla mnie jak ojciec, ale teraz nie było konkretnej przyczyny...

A żeby było jeszcze ciekawiej... Oglądałam zdjęcia, i patrząc na zdjęcie mojego Anioła poczułam w sercu coś, czego będę żałować chyba do końca życia... Mało tego, że patrzyłam na Niego z obrzydzeniem, to jeszcze chciałam Go zabić... Gdyby był obok mnie... cóż... niewykluczone, że byłabym zdolna Go skrzywdzić...

Teraz jest już lepiej... Byłam w piątek u spowiedzi... Nie jest co prawda tak, jak być powinno, ale jest lepiej... Kiedy wróciłam z kościoła upadłam na kolana przed obrazem Serca Jezusowego i zaczęłam płakać, tak jakby ktoś zadawał mi potworny ból... Płakałam i przepraszałam Jezusa, za wszystko, co o Nim mówiłam, za całe zło, jakie wyrządziłam...

Poszłam do spowiedzi, bo gdybym zaczekała jeszcze tydzień, to pewnie nie miałabym już do czego wracać... A wygrzebałam się z tego bagna dzięki pomocy dwójki cudownych ludzi- dzięki mojemu Ukochanemu i Paulince... Dziękuję Wam za to...

 

Może powie ktoś ‘bajka'... cóż, jeśli tak myślisz, to twój problem... Jeśli nie wierzysz... trudno, życzę Ci tylko, by nigdy Cię nie spotkało coś podobnego...


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (7) | Powiedz coś...

Opowiadanie...

wtorek, 06 listopada 2007 19:47

Zdziwieni??

Piszę od czasu do czasu, ale publikuję na drugim bloogu (http://www.samotni-jak-gwiazdy.bloog.pl/), jednak to opowiadanie jest szczególne, dlatego umieszczam je również na tej stronce. Szczególne jest przesłanie jakie próbowałam zamknąć w tych kilkudziesięcziu zdaniach, ciekawa jestem, czy mnie zrozumiecie...

 

Czekam na szczere i rzeczowe komentarze.

 

 

ZŁAMANA RÓŻA...

 

 

Pewien Ogrodnik miał wielki Ogród, a w nim mnóstwo kwiatów; jednak najbardziej umiłował sobie poletko białych róż.

Były olśniewająco piękne, miały wysmukłe łodygi, które pięły się aż do słońca, mięsiste liście na sztywnych łodyżkach i mlecznobiałe korony.

Róże kosztowały Ogrodnika wiele łez i potu, wiele też wycierpiał, by z małego nasionka wyrosły tak wspaniałe kwiaty.

Róże były dumne z tego, że są takie piękne, że Ogrodnik darzy je szczególnymi względami, i poważa bardziej niż inne kwiaty w Ogrodzie.

Otoczone troskliwą opieką róże stały się klejnotem całego Ogrodu i powodem dumy i wielkiego szczęścia ich Właściciela.

Jednak pewnej nocy wydarzyła się straszna tragedia. Ktoś włamał się do Ogrodu i chciał zniszczyć różane poletko, ale przepłoszony przez przypadkowego przechodnia uciekł, łamiąc tylko jeden z kwiatów.

Gdy wczesnym rankiem Ogrodnik wyszedł, by popatrzeć na róże skąpane w kroplach porannej rosy i oświetlone jasnymi promieniami jutrzenki, zobaczył złamany Kwiat i omal nie umarł z rozpaczy. Podszedł do Róży, klęknął i zaczął całować złamaną łodyżkę, oblewał ją łzami i głaskał, a całując ubłocone płatki szeptał głosem drżącym z bólu:

-„Moja Śliczna... Nie umieraj, błagam, nie umieraj... Pomogę Ci, uleczę Cię moja Kochana, ale proszę, nie umieraj, bo i ja umrę..."

Ogrodnik pobiegł do domu po bandaż, a Róża w tym czasie rozpłakała się...

-„On płacze przeze mnie... Mój Pan płacze... ‘nie umieraj...' Och mój Panie... chciałabym, ale nie wiem czy zdołam... Tak boli... Tak bardzo mnie boli..."

Inne róże słysząc Jej płacz szeptały między sobą:

-„Pan będzie się o Nią teraz troszczył, a o nas zapomni... Dlaczego jeszcze żyje, czy ten ktoś nie mógł Jej złamać mocniej?..."

Do Róży z kolei wołały:

-„Ej, Ty! Zadałaś Panu ból... powinnaś umrzeć!..."

Róża płakała coraz mocniej, a po tak gorzkich słowach ból stał się jeszcze bardziej nieznośny.

Ogrodnik nie słyszał Jej płaczu. Kiedy wrócił, podstawił pod główkę Kwiatu specjalnie przygotowaną podpórkę, a dotykając ostrożnie złamanej łodygi zaczął ją bandażować. Róża krzyczała z bólu, a łzy płynęły z Jej jasnych oczu. Pan nie słyszał płaczu, widział tylko kropelki rosy wypływające spomiędzy płatków pochylonej główki.

Kiedy skończył opatrywać Jej „ranę", pochylił się znów i zaczął całować białe płatki; szeptał przy tym cicho głosem pełnym bólu, ale też niewymownej czułości i troski:

-„Już skończyłem... Moja Piękna... Teraz trzeba czekać aż wszystko się zagoi... Musisz być silna, musisz wytrzymać... Kocham Cię, będę się o Ciebie troszczył... Wyzdrowiejesz... Musisz wyzdrowieć, bo umrę jeżeli Cię stracę..."

Odszedł, a Róża płakała... Złamana łodyga bardzo bolała, główka, mimo tego, że spoczywała na podpórce zwisała ku ziemi, obciążona kroplami rosy, co sprawiało, że wszystkie nerwy w łodydze napięły się, jeszcze bardziej potęgując i tak już potworny ból...

Minęło wiele dni, w czasie których Ogrodnik spędzał z Różą długie godziny, rozmawiając, głaszcząc i całując, oraz błagając by wytrzymała jeszcze jeden dzień. Każdego dnia błagał o jeszcze jeden dzień wytrwałości, a Róża mimo wielkiego bólu spełniała tą prośbę, bo nie mogła patrzeć na łzy swego Pana.

W końcu Pan zdjął bandaż. Łodyga zrosła się, ale w miejscu złamania powstało duże zgrubienie, podobne do garbu. Róża tak też teraz wyglądała, jak zgarbiony człowiek. Jej małe różane serduszko było pełne smutku, myślała, że Pan już nie będzie dumny ze swych róż, że już nie będzie chciał ich pokazywać, a to wszystko przez nią, bo jest brzydka; nie ma smukłej łodygi jak inne, tylko garb i zwiotczałe liście. Ale Pan przytulił Ją ostrożnie i całował, szepcząc:

-„No widzisz... Już wszystko dobrze, łodyżka się zrosła i teraz będzie tylko lepiej... Kocham Cię moja Różyczko..."

W maleńkim różanym serduszku pojawiła się niepewność...

-„Kocha mnie?... Mój Pan mnie kocha pomimo tego, że jestem taka brzydka, że mam zgarbioną łodygę, że nie mogę wznieść głowy tylko muszę ją trzymać na podpórce... Kocha mnie... Jest szczęśliwy bo żyję, to się dla Niego liczy... Ja, moje życie, a nie to jak wyglądam... Jaki On jest cudowny, taki dobry... Dam Mu coś... No tak, ale co ja mogę Mu ofiarować?... Wiem... Wszystkie róże mają wysmukłe łodygi, ale nie są piękne, są takie same jak ja... Ich serca są pełne pychy, dlatego płatki mają barwę mleka, a przecież piękniejsza jest biel śniegu... Wiem co dam mojemu Panu... Będę cierpliwie znosić ból i drwiny innych kwiatów, będę silna, i moje serce stanie się wtedy czyste jak kryształ, a dzięki temu płatki będą śnieżnobiałe... Kiedy Pan mnie taką zobaczy na pewno się ucieszy... Tylko tyle mogę Mu dać, za to, że mnie kocha... Ja też Go kocham i chcę żeby był szczęśliwy..."

Tak też zrobiła. Inne kwiaty śmiały się z Niej, że jest brzydka, że ma zgarbioną łodygę, drwiły kiedy płakała z bólu, mówiły, że Pan już Jej nie kocha.

Znosiła to wszystko bardzo dzielnie i pewnego ranka rozpoczęła się Jej przemiana. Płatki zaczęły opadać, co bardzo zasmuciło Ogrodnika, myślał bowiem, że Jego Ukochana czuje się gorzej, że nie daj Boże umiera. Ale Róża nie umierała. Cierpiała widząc łzy swego Pana, ale w sercu pocieszała się, że jeszcze kilka dni i Jego łzy przemienią się w radość. Tak się też stało. Kiedy pewnego ranka Ogrodnik dostrzegł świeży pączek u swej Ukochanej niemal rozpłakał się ze szczęścia. Przytulił Ją i całował maleńki, zielony pączuszek...

-„Kochany mój Klejnocie... Bałem się, że mnie opuścisz, myślałem, że umierasz... Śliczna moja, a Ty wcale nie umierasz... Rodzisz się na nowo... Kocham Cię..."

Różę bardzo ucieszyły te słowa, szeptała w serduszku:

-„Wiem, że mnie kochasz mój Panie... Ja też Cię kocham i dam Ci coś, co sprawi, że znów będziesz szczęśliwy... Jeszcze kilka dni..."

Minął prawie tydzień...

W nocy Róża krzyczała z bólu kiedy pączek zaczął pękać, a skurczone płatki wychylały się ku światu...

-„Boli... Boli, ale wytrzymam... Aaa!... Muszę wytrzymać... Muszę być silna dla mojego Pana..."

Nad ranem opadła z sił. Kwiat był już na wpół rozwinięty i teraz potrzeba było tylko kilku ciepłych, słonecznych promieni by ukazał się w pełnym blasku.

Zanim Ogrodnik przyszedł Kwiat rozwinął się całkowicie, ogrzany promieniami porannego słońca. Był cudowny... Nawet bielszy od śniegu, jakby utkany został ze światła...

-„Udało mi się...- Szeptała w sercu Róża- Teraz Pan będzie naprawdę szczęśliwy..."

Faktycznie, gdy przyszedł zobaczyć swoją Różyczkę ujrzał oślepiającą jasność. Podszedł bliżej i zobaczył Kwiat tak piękny, jakiego nie widział jeszcze nigdy. Upadł na kolana i płakał jak dziecko. Nawet nie śmiał dotknąć tak cudownego zjawiska. Trzymając dłoń na sercu szeptał:

-„Moje Szczęście... Jesteś najcudowniejszym Kwiatem w całym moim Ogrodzie... Śliczna moja... Jestem tak szczęśliwy jak nie byłem jeszcze nigdy... Kocham Cię... Kocham..."

Długo patrzył na lśniący kwiat, aż wreszcie wstał i podszedł do Ukochanej, klęknął i przytulił zapłakaną twarz do świeżych, delikatnych płatków. Całował je ostrożnie i z wielką czcią, a dłonią delikatnie pieścił pochyloną łodygę...

Różane serce pełne było nieopisanej radości, kiedy poczuła na swej twarzy ciepłe łzy płynące z umiłowanych oczu Jej Pana. Chciała Go pocałować, ale nie mogła, mogła jedynie skropić Jego twarz resztkami chłodnej rosy...

 


Podziel się
oceń
0
0

Tylu zabrało głos... (2) | Powiedz coś...



PORTAL KATOLICKI




Portal chrześcijański Angelus.pl

wtorek, 17 października 2017

Wędrowcy...:  377 745  

A czas płynie...

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Żebym wiedziała czy warto było...






Zobacz co sądzą inni...

Strony, które gorąco polecam.

Duszpasterstwa akademickie

Fundacje i Organizacje Pożytku Publicznego

Katolickie rozgłośnie radiowe

Masturbacja, pornografia i inne zagrożenia dla Miłości i czystości

Muzyka

Parafie

Prasa katolicka

Strony i serwisy katolickie

Warto posłuchać, warto przeczytać, warto zobaczyć...

Zgromadzenia zakonne

ekumenizm.pl


Szukaj a znajdziesz...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Tylu zatrzymało się na chwilę...: 377745
Tyle już powiedziałam...
  • liczba: 567
  • komentarze: 1656
Tyle już pokazałam...
  • liczba zdjęć: 202
  • komentarze: 59
Ad urbe condita...: 3706 dni

Lubię to